[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[jolinda84] 4 tygodnie…..DEPRESJA, czyli o tym jak tu zadowolić kobietę?

Pogoda depresyjna, w około wszyscy chorzy….i jak na złość dopada mnie deprecha!!!!!
Wczoraj minęły 4 tygodnie od operacji i cholera jasna moja depresja była wycięta!!! A ja się czuję jak wrak kobiety i zamiast się cieszyć z nowego brzusia to myślę o tym, że jestem pocięta, jeszcze usztywniona, zdrętwiała i nie mam na nic siły.

Mam ochotę się wygadać, bo zastanawiam się czy też macie „żale” i słabsze zdrowie psychiczne?
Moja depresja zaczęła się po urodzeniu pierwszego dziecka i z różnym natężeniem atakowała moją głowę.
W najgorszych momentach było ciężko…konieczne leki i nawet terapia grupowa.
Najskuteczniejsza terapia została włączona właśnie 4 tygodnie temu, była to moja wymarzona plastyka i  teraz szlag mnie trafia, że zamiast cieszyć się życiem ja znowu zamulam!!!!!
Muszę znowu odwiedzić psychiatrę i poprosić o leki- piszę tutaj, bo wstukując każdą literkę uświadamiam sobie, że muszę o siebie zadbać- dla dzieci i dla siebie. Pisząc dla Was robi mi się lżej!!! I po raz kolejny uświadamiam sobie, że moje myślenie na każdy temat jest zbyt wyidealizowane i gdy napotykam choćby na najmniejsze utrudnienie to później mocno to odchorowuję.
Okres pooperacyjny też sobie zbyt pięknie wyobraziłam i teraz kiedy nadal jestem słaba i odczuwam jeszcze różne dolegliwości to odbija się na mojej psychice 😦 Załamuje się 😦 Chciałabym już wrócić do jakiś ćwiczeń, biegania a widząc jak mi idzie zwykłe chodzenie to średnio to sobie wyobrażam w najbliższej perspektywie.
A dodatkowo chyba robię z siebie sierotę, żeby usłyszeć jakieś słowa otuchy….a powinnam wziąć się w garść i nie użalać się nad sobą.
Zdjęcia z okazji 4 tygodni

[jolinda84] Już 3 Tygodnie. Nowa Jolinda i powrót do rzeczywistości…

Dziewczyny dzisiaj strzeliło trzy tygodnie od operacji….
Ostatnie 3 tygodnie to w moim życiu jazda na wysokich obrotach, wiele zbiegów zdarzeń i przez to czuję się słabo. Czytam Wasze posty i przeżycia i wiele sobie sama wyjaśniam i dzięki temu mój lekarz nie musi mnie wysłuchiwać- ja oszczędzam na telefonie i paliwie 😀

Od zabiegu przez 2 tygodnie byliśmy u moich teściów…..masakra, armagedon. Fakt, zwracam honor pierwsze kilka dni extra!!! Ja leżałam, spałam a Oni śmigali przy garach i dzieciach- ja bezwzględne ZERO obowiązków. Po kilku dniach dzieci się pochorowały, teście wrócili do pracy a mój mąż mimo urlopu miał awaryjną sytuację w pracy więc siedział non-stop przy komputerze i latał od klawiatury do nocnika. Ja ledwo, ledwo ale co mogłam to pomagałam- czeski film.
Cały tydzień zamiast odpoczywać to śmigałam zamiast odpoczywać. W między czasie pochorowała się teściowa- na dodatek to moja córa ją zaraziła 😀 więc podświadomie musiałam czuć się winna!
Więc drugi tydzień rekonwalescencji u teściów wyglądał jak szpital polowy- WSZYSCY chorzy- cały dom. Tylko ja się uchowałam, bo byłam w trakcie antybiotykoterapii.

Po powrocie do domu, miało być spokojnie…miała do mnie mama przyjeżdżać i mi pomagać, ale jest chora….płakać mi się chce…

Odbija się wszystko na mnie…jestem zmęczona, blada, dopada mnie depresja. Nie mogę z domu wyjść z kilku powodów. Dzieci jeszcze dochodzą do siebie a ja opadam z sił-. Właśnie widziałam u jednej z Nas wpis o suplementacji i zamierzam za chwile skorzystać z pomocy i wezmę całą zalecaną kurację!!! Nie robiłam badań ale wydaje mi się, że wyniki miałabym …anemiczne. Zresztą każdy zabieg w moim życiu wygląda tak samo….mocne osłabienie organizmu i mnóstwo recept. Zawsze dłużej dochodzę do siebie niż inni 😦

To zdjęcie dzisiaj, które widzicie to już wygląda chyba w miarę OK- ostatnie kilka dni miałam skórę wokół blizny mocno opuchniętą i z widocznymi zgrubieniami- też od Was wiem, że mógł zacząć się zbierać płyn i albo uda się go rozmasować albo lekarz odciągnie płyn za pomocą igły. Masowałam, dbałam, natłuszczałam ale bywa z tym różnie. W tej chwili to martwią mnie boczki bo robią się jakieś uskoki 🙂 może za jakiś czas to się jakoś wyrówna. Na dole miałam duże, grube rozstępy i pewnie nie dało się ładnie tego zszyć….stąd takie góry i doliny.
W moich zaleceniach jest, że mogę bliznę smarować specjalnymi preparatami na blizny dopiero po miesiącu więc liczę, że wzmocnię działanie tych moich dotychczasowych specyfików  i efekt do lata będzie WOW!!!!

[Przed i 3 tygodnie po]

Featured image

[Moje zmartwienie- odcięcie nóg od talii]

Featured image

[kashmer] Kilka pytań

Witam wszystkie nowe Panie, bardzo się cieszę z Waszego przybycia.

Dodatkowo chciałabym (nie wątpię w to, że nie tylko ja) przeczytać, co się dzieje u koleżanek: gosiar1976jolinda84kasiula81ewka78alex041182adzi218lisa084, marcysia3saewa, tweesterka które tu były, ale od dłuższego czasu milczą. Jak tam Wasze brzuszki? Rozumiem, że z biegiem czasu jest coraz lepiej i codzienność sprawia, że przechodzimy po operacjach do porządku dziennego, z akceptacją stanu po operacji.

Czy po tak długim czasie jesteście nadal zadowolone ze swojej decyzji?

Ja tak i jeszcze raz bym się na to zdecydowała, gdyby cofnąć czas. Do tej pory nie mam odwagi i czasu stanąć przed chirurgiem i otrzymać pełne informacje, czy mogę poprawić swój zrost, tzw. uwolnić go. Do Furmanka nie mogę się dopisać, chyba już zapisał mojego maila w spamie;)

[jolinda84] O drenach, szwach i innych masakrach

Witam,

Dziś o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i pierwszym wrażeniu…..

Dzień wyjęcia drenów wypada na 4 dzień od godziny ZERO. W gabinecie, leżąc na stole zaczęłam trząść się jak galareta. Dziwne, bo przed wycięciem oponki te parę dni temu, aż tak się nie denerwowałam.
Ale to pewnie dlatego, że wtedy wiedziałam, że będę smacznie lulać a te wszystkie czynności pooperacyjne dzieją się w realu, na żywca 😀
Zanim napiszę czy bolało i jak długo to napiszę, że na ból nie jestem odporna nic a nic. A dokładnie to mój próg bólu wynosi wielkie, bezwzględne ZERO. Boję się bólu jak śmierci 😀
Bolało, mnie bolało….. Nie trwało to długo ale bolało, ku…mać!!! Nie widziałam nic ale czułam jak mi skórę wyrywają. Miało być tylko nieprzyjemnie 😦 Pan Doktor tylko stwierdził, że pępek jeszcze choruje ale ma do tego prawo, bo był przesuwany  i leczony z przepukliny i jakoś specjalnie mam się nie martwić.

Wróciłam do domu zjechana psychicznie i fizycznie, jak się cieszę, że mam już to za sobą, chciałam tylko odpocząć…

Wieczorem poprosiłam męża i teściową (z tych dobrych teściowych :D) o pomoc przy opatrunku, bo coś mi się gaza przekręciła pod pasem i nie chciałam by rany mi się ocierały o materiał pasa.
I wtedy zobaczyłam swój brzuszek…na leżąco ale jednak coś nie coś widziałam…fuck ON jest płaski i bez rozstępów, nawet ładny….i jest…łezka w oku….
Mam jeszcze pępuch zakryty ale i tak perspektywa, po zagojeniu się ran, jest świetlana 😀
Wieczorem nie mogłam zasnąć…musiałam w necie przejrzeć stroje kąpielowe dwuczęściowe, yupi!!!
Omijałam jednoczęściowe i tankini z daleka, heheheh

I tak powolutku nadszedł dzień 7 i moment zdjęcia szwów:D Przez ten ból przy drenach pojechałam jak na skazanie, bałam się kilkukrotnie bardziej niż ostatnio.
Na stole trzęsłam się znowu jak galareta….Pani widząc moją bladą twarz i trzęsawkę były bardzo delikatne…i faktycznie trochę szczypało i szarpało ale do przeżycia.
Lekarz mnie pocieszył, że z pępkiem na pewno będzie OK, muszę o niego dbać wg zaleceń a te zgrubienia i marszczenia po szwach też muszą się z czasem rozejść….

Mocno ufam, że tak będzie!!!!

Teraz, gdy to piszę jest 8 dzień po operacji i jestem już prawie wyprostowana, ale do wstawania z pozycji leżącej nadal potrzebuję pomocnej dłoni 🙂

JOLA
Na zdjęciu zaznaczyłam jak przesunął się pieprzyk przed i po
Kolejne zdjęcie to dreny- tak to właśnie wisi 🙂

Jolinda przed i poFeatured image

[jolinda84] Wiele lat marzeń…..i zbieg okoliczności :)

Cześć Dziewczyny!!!!
Zanim padła decyzja o operacji plastycznej wiele lat walczyłam z powrotem do sylwetki sprzed ciąży. O tym jak i co robiłam może później. Przedstawię siebie w kilku zdaniach.
Urodziłam dwójkę dzieci- 2x wielki brzuch, nad którym debatowano…..”a czy tu na pewno nie chowają się bliźniaki?” Już po pierwszej ciąży miałam luźną skórę ale po roku od porodu byłam szczupła- czułam się dobrze w ubraniach, ale o ich zdjęciu nawet nie było mowy!!!! Nad bikini wisiało widmo zwisu pociążowego :(. Ten zwis pociążowy to moja robocza ksywa na tą paskudnie luźną skórę, która jest pamiątką po ciąży (+24kg!!!!!)
Pojawiły się pierwsze marzenia o operacji plastycznej brzucha…aaach!!!
Synek Mateusz teraz ma 5,5 lat

Druga ciąża to dodatkowe 34kg, (auć) no i wielki płód w stosunku do matki- ja drobna mimo tych dodatkowych WIELU kilogramów a córcia 4400g. Fachowo to się nazywa niewspółmierność płodu do matki. No i po drugiej ciąży moje ciało to armagedon. Co prawda rosnąca ciąża ładnie wypełniała ten worek brzuszny (nazewnictwo moje to mistrzostwo świata, heheh), ale już samo pokazywanie brzuszka nie sprawiało mi tyle przyjemności co w pierwszej ciąży. Może dlatego, że za pierwszym razem nie byłam świadoma co ze mnie zostanie po wydostaniu się maluszka na świat. 
Drugi poród: dusza uradowana dzieciną 🙂 a dla ciała bilans jest zdecydowanie ujemny. Oj na pograniczu bankructwa.
Mnóstwo kilogramów do spalenia, mnóstwo skóry do ….wchłonięcia??
I zaczęłam swój dzielny powrót do figury sprzed ciąży. To co wyprawiałam to były cuda wianki, a może liczyłam na cuda wianki ?
Przeróżne zabiegi, maści i te kupne i te w domu mieszane, ćwiczenia, bieganie, dieta- to wszystko tak na serio i zaliczyłabym siebie do tych wytrwałych aż tu nagle …fuck…kontuzja!!!! O nie!!!!
No i lipa…jeszcze trochę i wpadłabym w jakąś depresje……i słusznie…..tak dobrze mi szło, kilogramy leciały w dół, cera, włosy, ciało wyglądały apetyczniej- jedyne co spędzało mi sen z powiek to ten cholerny zwis pociążowy, podrugociążowy większy i brzydszy- ale ćwiczenia i te inne moje starania przynosiły efekty- może nie spektakularne ale byłam na dobrej drodze do fajnego, względnego samozadowolenia.
Zapadła decyzja, wyczekiwana od narodzin pierwszego dziecka, upragniona od ponad 5 lat. Zapisałam się na konsultację do chirurga plastyka. Zapisałam się z ciekawości….ciekawa byłam jaki będzie koszt moich marzeń, jak to będzie wyglądać itd. Ale i tak wiedziałam, że droga do przekonania męża do wydania 10 000zł będzie długa i wyboista. Przecież jest OK a ludzie mają inne, większe problemy…acha i tekst roku….nie myśl ciągle o swoich przyjemnościach i o swojej,,,dupie (nie wiem czemu o dupie skoro to brzuch jest problemem, hehe), ważne, że dzieci są zdrowe !!!!
Wracając do konsultacji chirurga-czarodzieja- plastyka…
Chciałam znać cenę marzeń….yyyyy i się okazało, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych brzucha….no i kwitek by skonsultować przepuklinę z chirurgiem ogólnym…..
Wyszłam z gabinetu chyba blada i z dziwnym wyrazem twarzy…
No i zaczęło się…
Wizyta u chirurga ogólnego potwierdziła diagnozę „plastyka” ale też powiedział coś co pomogło mi podjąć decyzję taką po mojej myśli.
Jego słowa: „Jeżeli planuje Pani poprawić brzuch, to warto się zastanowić od razu nad plastyką brzucha gdzie chirurg przy okazji podreperuje przepuklinę i mięśnie, po co ciąć się kilka razy?” Jupi, Jupi, Jupi- przepuklina nie leczona, może być nawet stanem zagrożenia życia, czyli muszę przekonać męża do wyłożenia kasy na stół…..operacyjny 😀
ZGODZIŁ SIĘ……to te święte słowa „ogólnego” bardziej zadziałały- bo to już nie moje widzimisie tylko opinia lekarza!!!!!!
Bla, bla, bla …kolejne dni to znowu wizyta u plastyka, zrobienie badań, zebranie kasy i oczekiwanie na operację.
Czekałam 2 tygodnie i dzisiaj jestem już tydzień po operacji….Efekt? Nie wiem, nie widziałam, tzn. zerknęłam i jest chyba OK.
Włączył mi się syndrom zrzędzenia i jak niewierny Tomasz, nie uwierzę póki nie zobaczę się w pełnej krasie. Bo na leżąco to i nawet przed operacją wyglądałam lepiej niż na stojąco 😀
Dziś mam zdjęcie szwów….idę zaraz kombinacje alpejskie zastosować do umycia głowy.
Natchnęło mnie do napisania eseju, bo powoli schodzą ze mnie emocje…
Ale jestem konsekwentna w powrocie do ładnej figury i jeszcze przed operacją byłam u dietetyczki po indywidualną dietę, by schudnąć bez ćwiczeń, bo na jakiś czas muszę o tym zapomnieć :(……..
Obiecuję za jakiś czas (dzień, dwa) wrzucić zdjęcia

Jola

 

[nora] Operacja powłok brzusznych na NFZ

Dziękuje bardzo kashmer za serdeczne przyjęcie.
Chciałabym się z wami podzielić i udostępnić informacje, jak to jest mieć zrobioną operacje powłok brzusznych przez NFZ.
Sama nie wiem co mam myśleć tyle się naczytałam, no niestety nie mam innego wyjścia-prywatny zabieg niestety nie jest mi dany 😦
Więc pozostało mi tylko odliczanie hmmm został miesiąc.
Jeśli macie dla mnie jakieś rady, uwagi chętnie z nich skorzystam.

[Ewka78] Mój brzuszek po 4 miesiącach

Hej dziewczynki! Dzisiaj mija 4 miesiąc jak już jestem poooo!!! Ale zleciało! Czuję się super i już całkiem zapomniałam że jestem po jakiej kolwiek operacji! Nic mnie nie boli i nie szczyka! Ha ha ha! Tylko bliznę smaruję oliwką. To takie fajne uczucie założyć w końcu normalne spodnie i powiedzieć:nie jest idealnie ale jest SPOKO!!! Bardzo się cieszę że podjęłam taką decyzję i jakbym miała to zobić jeszcze raz-zrobiłabym to! Trzymam kciuki za dziewczynki które są przed i chwilę po…

Oto, jak brzuch wygląda teraz:

[Ewka78] Mój pomysł na operację brzucha oraz realizacja

Hej dziewczyny!

Śledzę wasze wpisy od dłuższego czasu i także chciałabym się z Wami podzielić swoją historią..

O plastyce marzyłam przez dłłłłuuuugie 14 lat czyli od czasu porodu! zresztą tak jak każda z nas! Niestety ciąża mnie nie oszczędziła stąd mój kompleks. Przed ciążą nie miałam  żadnych problemów z ciałem no ale cóż… trzeba było coś z tym „fantem” zrobić.

Startowałam nawet do programu Sekrety Chirurgii ale dostałam się tylko do pierwszego etapu czyli do nagrania i zdjęć próbnych. Wielkiego Doktora Szczyta nie dane mi było poznać. Ale nie ma tego złego, więc dało mi to jeszcze większego kopa do działania i tak znalazłam klinikę w Kielcach. Lekarz wydał mi się godny zaufania i się zdecydowałam, ale na zabieg czekałam 4 miesiące, bo tyle miał poumawianych pacjętek. Operację miałam 21 czerwca a z kliniki wyszłam na drugi dzień. Dreny mi wyciągnął po 4 dniach. Nawet bólu nie czułam tylko mi plecy doskwierały, bo trzeba chodzić pochyło przez jakiś czas ale było warto. Do pracy wróciłam po równo 6 tygodniach.

Tak wyglądałam przed:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A teraz po:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zgodnie z obietnicą dodaję więcej zdjęć z róznego okresu po operacji…chociaż nie jest ich zbyt dużo. Ale postaram się coś napisać o samej operacji. Jak już pisałam zabieg miałam wykonany w Kielcach w klinice SELMEDIC. Jest to nie duża klinika ale opieka na jak najwyższym poziomie! Opiekują się pacjentem jak własną rodziną! Kurde szok!
Na zabieg jechałam z duszą na ramieniu (bałam się bólu i znieczulenia) ale cóż: „raz kozie śmierc!” Byłam tam na 14. Wszystko było już przyszykowane. Rano mogłam zjeść śniadanie bo i tak miałam znieczulenie w kręgosłup, więc byłam przytomna i dużo rzeczy pamiętam….Operacja trwała jakieś 2,5 godziny. Potem przewieźli mnie na salkę gdzie leżałam sobie sama, lekarz i pielęgniarka zostali ze mną na noc,ale spoko było bo nie czułam jakiegoś bólu ani nic z tych rzeczy,nawet chciałam iść do łaźienki ale mi nie pozwolili wstawać(mogłam dopiero na drugi dzień). I właśnie na drogi dzień wyszłam do domu z zaleceniami: dużo odpoczynku, uważanie na dreny,chodzenie pochyło i w razie bólu zażywanie leków KETONAL ale ich nie brałam bo mnie nie bolało nic. W 4 dobie po operacji jechałam na wyciąganie drenów…i tu niespodzianka bo spodziewałam się bólu a tu nic…spoko! Więc kolejne zalecenia… mogłam się po mału umyć w brodziku zmienić opatrunek ale nadal uważać na siebie i chodzić pochyło (oczywiście w pasie!).
W dwa tyg po operacji miałam wyciągnięte szwy. Wszystko goiło się super, potem tylko smarowałam bliznę i brzuch oliwką i maścią CONTRATUBEX. OOO a najgorzej było jak zachłysnęłam się kawą! Kaszel mimo woli!!! kurde szok! I to była właśnie najgorsza rzecz jaka spotkała mnie po zabiegu….Ale potem było z górki.. odpoczynek a po kolejnych dwóch tyg na kontrolę do lekarza, czyli byłam już miesiąc po zabiegu. Wszystko było super więc wyszłam z gabinetu z zaleceniami: chodzić w pasie, smarować bliznę a pozatym żyć normalnie oprócz dzwigania. W 6 tyg po zabiegu normalnie wróciłam do pracy( mam pracę trochę ciężką) ale dałam radę! Na kontrolę dolekarza mam iść za pół roku po zabiegu, więc pójdę tak w grudniu….(niech doktorek zobaczy swoje dzieło….) koszt zabiegu w całości wyniósł mnie 6000 zł.







[marggarita75] Spotkanie z chirurgiem

Udałam  się na planową wizytę kontrolną do mojego chirurga. Szłam z duszą na ramieniu bo szew, który wykluł się z brzucha nie odpadł sam i wiedziałam, że czeka mnie  jego wyciąganie. Zrobiłam sobie też listę kilku pytań.

Z wyciąganiem szwu zrobiło się śmiesznie. Z dygocącymi nogami położyłam się na stole, doktor, podszedł, pociągnął i mówi z uśmiechem – a nie próbowała pani sama tego wyciągnąć? To ja, że owszem, tydzień temu 🙂 Doktor zaczął się śmiać i stwierdził, że powinnam był spróbować dzisiaj. Bo nitka odpadła jak pociągnął.

Z listy pytań:

1. orbitrek, rower – mogę wsiadać nawet dzisiaj

2. Pas – nosić jak najdłużej bo wtedy modeluje się ładnie sylwetka. Pas najlepiej w dzień, na noc uciskowa bielizna. Nie do przejścia, pas jest już niezdatny do noszenia.

3. Blizna – tylko i wyłącznie contratubex! Plastry wg. doktora to zbędny wydatek, drogi i zupełnie niepotrzebny. Sprawdziłam wypis z Trzyńca i tam też contratubex jest wymieniony jako jedyny.

4. Spanie – w dowolnej, pasującej mi pozycji.

Ogólnie doktor powtórzył zdanie sprzed miesiąca, że szew jest zrobiony po mistrzowsku, goi się pięknie i nie mam powodów do zmartwień. Mam funkcjonować już całkiem normalnie. Jedyne co nie opalać blizny ale za to pod koniec wakacji mogę się wykąpać w morzu 🙂

[marcysia3] 4 tygodnie mineły jak jeden dzień

No właśnie minęło szybko, na początku wydawało się, że te cztery tygodnie nigdy nie nadejdą:)

Niewiele zmieniło się od zeszłęgo tygodnia, nadal chodzę na masaże, nadal też jestem trochę spuchnięta. Gorset (z którego wyjęłam część fiszbin – zostawiłam te boczne i środkową z tyłu) noszę w ciągu dnia, na noc pas. Nadal nie mieszczę się w rzeczy sprzed operacji, w ogóle jeżeli chodzi o wagę to jest słabo. Nie tylko nie chudnę, ale jestem chyba najcięższa w moim żyiu (pomijając ciąże of corse), 70 kg! Nie zważyłam się przed operacją, ale już wtedy musiałam być gruba, bo od tamtego czasu jem zdecydowanie mało i lekko. Nie chudnę jednak, nie wiem czy to jest kwestia opuchnięcia czy po prostu tuszy. Najgorsze są nogi, uda, wszystkie dżinsy są nagle super obcisłe w tej części… No nic, dziś idę do dr Chęcińskiego i pogadam z nim na ten temat.

Poprosiłam też panią z gabinetu dr Chęcińskiego o przesłąnie zdjęć przed zabiegiem. Mam i już pokazuję:

JaEnface25.06.13 JaBokiem25.06.13t

To już przeszłość, szczęśliwie. Dziś jest tak:

4tydzienPrzod copy 4tydzienBok 4tydzienBlizna

No i to chyba tyle. Może dodam jeszcze dwa słowa po wizycie kontrolnej, jeżeli miałoby to coś wnieść. Bardzo jestem ciekawa jak Wam się dziewczyny układa waga. Mam 15 kg więcej niż powinnam i to mnie lekko załamuje. Dzięki Bogu przynajmniej brzuch jest w tym płaski:)

[marggarita75] Powoli do przodu

Czas ucieka szybko, dzisiaj 12 dni po zabiegu. Ze szwu schodzą strupki, zaczyna się odsłaniać niteczka. Po okładach z oktaniseptu zniknęły wypukłe grudki i tam nic już nie boli. Natomiast wokół połowy pępka mam wypukłe zgrubienie, które jest sztywne i odczuwalne. Przy lekkim nacisku boli. Ścisnęłam się mocniej pasem bo mam wrażenie, że brzuch od pępka w dół zrobił się nie co wydęty.

Stwierdzam, że sama operacja to pikuś przy obawach które następują potem. Strach przed utratą efektów zabiegu wyzwala w człowieku hipochondrię. Zauważałam też, że bez pasa czuję się niepewnie. Wprawdzie to tylko chwile kiedy leżę, jednak mam wrażenie, że wszystko w środku mi drży i za chwilę ucieknie. Nie wyobrażam sobie pojutrze kąpieli bez jego obecności. No i świetnie kształtuje mi figurę, mam wcięcie w talii jakbym chodziła w XIX wiecznym gorsecie 🙂

W środę pierwszy prysznic i po nim zrobię pierwsze fotki na stojąco.

A dzisiaj wygląda to tak:

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Niepokoje

IMAG0099

Zgodnie z zaleceniami moja pielęgnacja rany polega na spryskiwaniu oktaniseptem, przemywaniu szarym mydłem i wietrzeniu. Strupki zaczynają odpadać i w dole brzucha blizna jest naprawdę cieniutka. Natomiast na lewym boku, w miejscu gdzie ostatnio mnie pobolewało są dwie malutkie wypukłości na szwie. Nie mam pojęcia, czy to na skutek ucisku pasa ( w tym miejscu jest kość biodrowa) czy być może zerwania plastra razem ze strupkiem. Poczytałam ulotkę z oktaniseptu i zgodnie z jej wskazówkami nasączyłam nim gazik i robię okłady. Jak do jutra nie będzie poprawy to znów wędruję do chirurga. Po za tym po jednej stronie pępka boli mięsień. Boli przy poruszaniu i czuję jak napuchł. Doczytałam na blogu, że kashmer miała podobny problem po kichaniu więc na razie nie dramatyzuję. Prawdopodobnie za dużo chodziłam.

Ogólnie czuję się dobrze. Wczoraj pół dnia spędziłam na hamaku, wstaję bez problemu, mięśnia już nie czuję. Męczące jest chodzenie, chwila i muszę usiąść. Nie mogę się doczekać momentu jak będę mogła się zacząć prostować. W sumie dr. Furmanek nie powiedział mi kiedy to ma nastąpić. Skóra jest drętwa. Tak sobie wydedukowałam na chłopski rozum, że prawdopodobnie operacja powoduje chwilowe uszkodzenie nerwów w skórze i dlatego nie czuć bólu. Ale drętwota w dotyku nie jest przyjemna. W pasie wyglądam naprawdę szczupło, a co więcej bardzo fajnie podnosi się biust 🙂

[marggarita75] Zdjęte szwy i konsternacja

Wróciłam od chirurga w lekkiej konsternacji. Ale po kolei…

Zgrubienie, które wpędziło mnie w stres rano zniknęło zanim dotarłam do doktora. Wychodzi na to, że jestem panikara i wyszukuję na siłę problemy.

Doktor zaczął od wypytania mnie o powód przybycia. Zainteresowało go, dlaczego zrobiłam operację w Czechach a nie w polskim szpitalu w ramach NFZ. Zrobił oczy, kiedy mu uświadomiłam, że to nie jest refundowane 🙂 Wyjaśniłam, że w Czechach koszt tego zabiegu jest co najmniej o połowę niższy a opinia i doświadczenie lekarza operującego bez zarzutu. Zaskoczył mnie, bo spodziewałam się jakiegoś wyrzutu z jego strony, że nie zaufałam polskim lekarzom. Natomiast doktor stwierdził, że w Polsce nie ma zbyt wielu fachowców w tej dziedzinie i uznał za jak najbardziej słuszne i logiczne poddanie się tak poważnej operacji w szpitalu z oddziałem intensywnej terapii i zespołem specjalistów.

Zdjęłam pas, doktor odkleił plaster (poszło trochę krwi) i z uznaniem pochwalił robotę dr. Furmanka. Powiedział, że zszyte jest pięknie, bardzo fachowo i ładnie się goi. Zdjął szwy z pępka. Nic nie bolało, pępek jest drętwy i czułam momentami tylko lekkie ciągnięcie.

Zalecenia. Tu zaskoczenie największe. Blizny przemywać dwa razy dziennie szarym mydłem, odkażać oktaniseptem, nie zaklejać i wietrzyć. Szok. Mam leżąc odpinać pas i pozwolić oddychać ranie. Pas nosić jak najdłużej, 6 tygodni to mało, wkładając do pępka kulkę z gazy. Co do cotratubexu – można smarować po odpadnięciu strupków ale nie koniecznie. Ponoć przy takim szyciu blizna powinna ładnie się goić. A jak ma się rozejść to i tak się rozejdzie. Koniecznie zwolnienie, mam 24 lipca przyjść na kontrolę i po kolejne L4. Wracać powoli do życia, bez dźwigania i szaleństw ale ruszać się.

Troszkę jestem zagubiona, bo różni się to od zaleceń, które dostała kashmer. Chyba z trzy razy spytałam go, czy na pewno tego nie zaklejać…

Najświeższe fotki, bez plastrów już nie wygląda tak gładkoObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] W oczekiwaniu na wizytę u chirurga

Dzisiaj o 17 idę na zdjęcie szwów. Tymczasem od wczoraj pobolewa mnie szew na lewej kości biodrowej, Szczególnie odczuwam to przy wstawaniu bo akurat podnoszę się tą stroną. Postanowiłam więc odpiąć pas i sprawdzić, co się dzieje. Znalazłam w tym miejscu małe zgrubienie i to ono właśnie mnie boli. Podejrzewam, że mógł się tam zebrać płyn, bo na stan zapalny to chyba za mało boli. Nie zmienia to faktu, że się cholernie boję. Na samą myśl o strzykawkach mam zimny pot na czole.

No nic, podejmując ryzyko operacji, trzeba liczyć się z niespodziankami. Wieczorem zdam relację i wrzucę fotki. Trzymajcie kciuki 😦

[kashmer] Równy miesiac:)

Tak jak obiecałam, dokumentuję pierwszy miesiac. Okrągły.

Z tej okazji siedzę z whiskey z lodem i czuję, ze zaczynam wreszcie, po paru latach się sobie podobać…

Jestem już dorosłą babą, zdaję sobie sprawę, że czas leci, nie odzyskam tego wyglądu sprzed 10 lat. Wiem jesdnak, że zrobię wszystko, by było najlepiej jak może być. W związku z tym poczyniłam pewne postanowienia. Zajmę się sportem. Obowiązkowo. Nie znoszę siłowni, ale mam las pod nosem, więc miejsca do ćwiczenia sporo. Niech tylko mi nie 2 miesiące jeszcze i startuję. Oczywiście najpierw powoli, potem coraz mocniej. Koniec z babsztylem, czas na kobietę.

Informuję jednocześnie co się dzieje:

1. Chodzę do pracy, spędzam w pozycji siedzącej około 8 godzin. Dodatkowo dobijam się w domu.

2. Sprzątam normalnie, umiem już nastawić pranie i znowu muszę wypakowywać zmywarkę:( Oczywiście żartuję. Wróciłam do życia normalnie, minus dźwiganie. Nie dźwigam i już.Maksymalnie kilo na rękę i symetrycznie. Wszystko inne robię. Chodzę normalnie, prosto, kiedy leżę to od dziś troszeczkę na boczku, kiedy oglądam wiadomości.

3. Śpię na plecach w dalszym ciągu. Czasem w pasie, czasem bez pasa.

4. Chodzę w pasie. Cały czas.

5. Jeżdżę normalnie samochodem.

6. Chodzę na czworakach (to odnośnie zabaw z dziećmi oczywiście…;)

7. Smaruję blizny maścią poleconą przez doktorka.

Dodatkowo zastanawiam się nad usunięciem, bądź zmianą pasa. W przypadku liposukcji, w miejscu, gdzie pas się załamuje (złożony jest z trzech części, takich obręczy, z których każda z pleców zawija się na brzuch w postaci 3 łapek na rzepy (chyba ten opis tylko mi coś mówi…) widzę wgłębienia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest powikłanie. Po zdjęciu pasa i przespaniu całej nocy, te wgłębienia zrobiły się dużo mniejsze. Zastanawiam się, czy nosząc ten pas nie utrwalę sobie tego. Zobaczymy. Fotek miejsca nie udało mi się zrobić, nie sięgam aparatem. Kiedy indziej.

A poniżej fotencje:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[marggarita75] Pierwsza przejażdżka

Stan mojej głowy i lodówki na etapie „światło i mróz” wymusił dzisiaj konieczność odpalenia samochodu. Plan opracowałam taki, że do sklepu zasuwa młoda a ja czekam w samochodzie, natomiast do fryzjera podjeżdżam pod same drzwi. Jakby nie było, największą trudność sprawia mi chodzenie. I na tyle to wypaliło. Jednak chwilowe poruszanie się samochodem bez wspomagania nie sprzyja osobom po plastyce brzucha. Trudność w operowaniu kierownicą jest ogromna i czułam napinające się mięśnie w brzuchu. Wróciłam do domu padnięta. Leżę i czuję jak mnie pobolewa mięsień w okolicach pępka i oczywiście zaczynam się martwić. Jutro popołudniu wizyta u chirurga i do tego czasu będę teraz niespokojna.

[marggarita75] Nadmiar energii

Dzisiaj jestem szósty dzień po operacji. Czuję się doskonale. Zaczyna mi dokuczać nadmiar energii. Normalnie jestem cały dzień po za domem i przymusowy areszt sprawia, że czas ciągnie się jak guma do żucia. Większość czasu dzisiaj przesiedziałam w fotelu w pół odchylonej pozycji i wreszcie przestał mnie boleć kręgosłup. Zdarzyło mi się nawet kichnąć i nie umrzeć 😉 Nie mogę się już doczekać wizyty u chirurga. Pod plastrami wszystko swędzi. Dzisiaj wiedziona szaleństwem odkleiłam plaster z dziurek po drenach bo tam swędzenie dokuczało najbardziej. Dziurki pięknie się zasklepiły, zdezynfekowałam i nic tam już nie przyklejam.

Jestem zaszokowana, że niecały tydzień po operacji jestem w takiej formie. Mam nadzieję, że jeszcze chwila i będę mogła opuścić mury. Czekam na opinię chirurga…
Wczoraj napisałam maila do dr. Furmanka, opisując problem z leżeniem na plecach i z zapytaniem czy na pewno mogę spędzać już czas na siedząco. Odpowiedział, że jak najbardziej, unikać natomiast leżenia na boku.

A to brzuch po usunięciu plastra.ObrazekObrazekObrazek

[kashmer] Jaja, powiadam normalnie jaja:)

Docieraja do mnie sygnaly, ze niby moj blog jest sponsorowany przez dr. Furmanka:)
To bardzo ciekawe, jednak zastanawiam sie, czemu ludzie sa tak zawistni. Podejrzewam, ze to jakis stopien popularności bloga, jaki osiagnal, na to wplynal. Chyba lekarze poczuli sie w Polsce zagrozeni, bo nie sadze, zeby dziewczyny rzucily sie w obronie polskich lekarzy zebami…
Poza tym ja nie neguje istnienia profesjonalnych lekarzy w Polsce, neguje ceny i sadzac chociazby po forum beauty, gdzie bardzo duzo pisze sie o tym, dlaczego Czechy i Trzyniec- nie tylko ja.
Jestem zadowolona z zabiegu, uwazam, ze inne kobiety tez moga byc. Pisze przeciez nie w ochach i achach:)
Ale skoro jestem zadowolona, to czemu nie?
Bylam w klinice w Moskwie. Prywatnej. Na usunieciu laserowym boczkow paznokcia, bo znana klinika w Polce dwa razy się za to brała i wyszlo jeszcze gorzej… Tam poszłam do jednej z wielkich i znanych klinik, wiejaca przyszloscia i rozwiazaniami z kosmosu. Ceny rowniez:) Ale pracuja tam nie tylko rosjanie. Sa i Polacy, ktorzy po prostu przeniesli sie z uwagi na warunki finansowe i dostepnosc nowoczesnych klinik. Notabene rowniez na fakt, ze po prostu pracuja a nie dorabiaja bo musza. Tam jest kasa, jest profesjonalizm i sa klienci, bo Moskwa do biednych miast nie nalezy. To inny status. Stad tez rzucilo mi sie w oczy, ze wielu swietnych fachowcow po prostu z Polski nawiało. Oczywiscie nie tylko tam. A fenomen Czech?
Trzyniec to jest miasto przemyslowe. Tam chyba wszyscy pracuja albo w szpitalu albo w tej pokaznej fabryce metalu:) Otwarcie kliniki na operacje zza granicy, to pewnie rewelacyjny krok. Cena mami. Ciagna na potege klientki. Lekarze operuja jedna za druga. Maja wiec na koncie okropnie duzo operacji, co za tym idzie i praktyke. To napedza.
A finansowanie przez Furmanka? Ahahaha. Troszke mi sie humor poprawil.

Ps. Jezeli poziom klinik w Polsce jest tak wysoki, to ciekawe czemu zawracaja sobie glowe kims tam zadowolonym i chwalącym operacje plastyczne w Czechach?

[marggarita75] Grzecznościowo z własnym „fartuszkiem” ;)

A więc dołączam…
Korzystam z zaproszenia kashmer by na jej blogu podzielić się wrażeniami z mojej operacji. Połączył nas dr. Furmanek i chęć dzielenia z innymi doświadczeń z zabiegu. W końcu każda z nas ma inny próg odczuwania bólu, inne ciało, inaczej może wyglądać gojenie ran.
Godzina zero jutro. Dzisiaj wyruszam wieczorem do Trzyńca, gdzie zarezerwowałam pokój w hotelu Steel. Rano o godzinie 8 mam się stawić w ambulatorium chirurgii plastycznej. Postaram się uwiecznić hotel na paru fotkach i opisać jego standard.
Wszyscy pytają mnie, czy się stresuję. Otóż nie. Czekałam na możliwość zrobienia tego zabiegu wiele lat. Dziś mogę sobie na niego pozwolić i nie ma we mnie zawahania. Mam kilka obaw czy wyniki robione na miejscu w szpitalu nie wykluczą mnie z operacji, czy niemiłosierny upał jaki mamy obecnie da się przeżyć leżąc plackiem w grubym, ciasnym pasie. Ale nawet przez sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl, by zrezygnować.
Dołączam zdjęcia poglądowe znienawidzonego „fartuszka” i mam nadzieję, że będę mogła się podzielić dobrymi wieściami 🙂

IMAG0067 IMAG0069 IMAG0070

[kashmer] Dzień siódmy.

Już tydzień po operacji.

Czuję znów poprawę. Każdego dnia przed snem poprawiam pas, na nowo go ściskam i chyba to gwarantuje samopoczucie dnia kolejnego. Sińce po liposukcji schodzą. No w sumie nie mają wyjścia. W związku z tym opuchlizna schodzi i pojawia się nowy kształt bioder.

Mięśnie brzucha po kichnięciu jakby mniej bolą. W zasadzie już mogę podnieść się z łóżka bez problemu sama. Najbardziej doskwiera niemożność chodzenia wyprostowanej, w zasadzie ten fakt mnie najbardziej męczy, prócz leżenia ciągle na plecach. Rano mam problem z oddychaniem, bo w nocy leżąc cały czas na plecach nie wiem co się dzieje, ale jakby objętość płuc malała. Kiedy się budzę pierwsze kilka oddechów wręcz swędzą w środku, więc wydaje mi się, ze muszę się rozruszać dla swojego zdrowia. Nie pachnie mi to niczym dobrym, w końcu płuca też źle znoszą takie leżenie kilka godzin praktycznie bez ruchu…

Chodzę jak już wspomniałam zgarbiona. W moim przypadku nie ma mowy aby wyjść z domu, może każdy ma inaczej. Z uwagi na fakt, że nie używam mięśni brzucha – te na plecach naprawdę bolą. Nie  dźwigam nic. Nie chcę potem żałować.

Ale już siedzę normalnie. Popijam kawkę z rana:)

[kashmer] Dzień szósty

Dziś jakby lepiej. Już wiem co robić aby nie kichać, drapanie w gardle ratuję kubkiem niekapkiem. Wstaję szybciej. Siedzę już dość długo. Wczoraj zjedliśmy sushi nawet:)
Dzis odpowiedział dr. Furmanek na mój mail. Uspokoił mnie, że takie bóle są normalne. Jednka kichać nie zalecił:)
W piątek mnie obejrzy.
W zasadzie po przeczytaniu maila od niego od razu zrobiło mi się lepiej, jakby mniej bolało:)))

Ciekawostka. Przed wyjazdem do szpitala ważyłam 63 kg. Dziś ważę 60.
Więc nie jest źle. Do mojej wagi pozostało zrzucić 8 kg:)

Ps. Dziś wieczorkiem udalo sie pstryknac zdjecia. Ten sam bok, co do tej pory wyglada tak:

20130602-220530.jpg

20130602-220546.jpg

[kashmer] Dzień Dziecka i pierwszy nerwik

Wróciłam bez Pana Oponki. Mąż nie był zmartwiony. Biedny, wie co go czeka… Juz ma tydzien za soba zajmowania sie dzieciakami…. A tu jeszcze doszla kaleka:)
Brzuch jakby nie lepiej. Odzywa sie miesien. Moze od tego kichniecia? Boli glownie przy ruchach, na wysokosci przepony, jakby 10 cm w dol od mostka i troszke w prawo. Nie wiem, czy to normalne, czy kochnieciem cos tam zrobilam. Nie jest to bol, z ktorym nie idzie sie zyc. Spokojnie da sie wyrrzymac. Czasem boli tak jakby parzyl.
7 czerwca mam sie spotkac z Furmankiem. Dzis nawet napisalam mu maila. Ciekawe, czy zdazy odpowiedziec do piatku…
Oby jutro bylo lepiej. Na razie mam wrazenie ze moja rekonwalescencja stoi w miejscu.

Ps. Warto miec obok kubek. Niekapek. Na wypadek drapania w gardle. Mozna popic w kazdej pozycji, bo gdy czlowiek sie zakrztusi- sztuka nie kaszlniecia jest ciezka do opanowania jednoczesnie biegajac i szukajac wody…

Ps. 2. Nalezy pamietac tez, zeby wziac na operacje oslone dla zolaka. Leci sie na antybootykach przez tydzien po operacji.
Ja juz czuje efekty uboczne. Zaczyna mnie swedziec tu i tam…. Plus szwy i dziurki po drenach. Drapac sie chce!!!
Jednym slowem czekam na jutro… lepsze jutro…

[kashmer] Powrót do domu

Dzisiejsza noc w hotelu przespałam juz w pozycji leżącej. Jakos nie wiem czemu wymyslilam sobie, zeby spac w pozycji siedzacej. Przeciez wtedy rano miesnie plecow byly wykonczone. Dzis podroz do domu, ciekawe jak ja zniose.

Podroz znioslam swietnie. Na siedzeniu pasazera, odchylony fotel i tyle. Na stacji jednak ledwo dostalam w kolejce, by zaplacic za kawe itd. Jednak chodzenie w przygarbionej pozycji jest potwornie niewygodne.
Ale te 4-5 godzin przezylam w aucie bez problemu. Nic nie bolalo.

[kashmer] Ostatni dzień w szpitalu

Dziś od rana wstaję. Ból do zniesienia. Nie jest źle. W zasadzie nie boli nadal. Tylko kiedy sie poruszam.
Chodzę zgarbiona i wolniutko.
Mam pas, który nieźle mnie cisnie, jeszcze dreny też. Na razie przechodzę kilka kroczków. Mam nadzieję, że do jutra już będzie lepiej.
Dziś wychodzę stąd koło 13:00. Czekam na dr. Furmanka, musi przyjsc mnie obejrzeć.
Zdjęto mi również moje seksowne pończoszki… Czuję się obdarta z seksapealu:(
Był Furmanek. Oczywiście posmial sie, że pewnie i cycki przyjadę robic:) Chyba ma rację:)
Wyjęcie drenów nieprzyjemne, ale do zniesienia.
Potem już wypis, prowiant w postaci antybiotyków i przeciwbólowych i koniec.
Suma summarum zapomniałam zapłacić za pas:)
Jadę 7 czerwca na zdjęcie szwów i oględziny. Może wtedy sobie przypomną.
Ogólnie warto wyjść po drugiej dobie. Stan zazwyczaj jest taki, że umożliwia samodzielne poruszanie się. Mnie jest trochę niedobrze od leżenia. Boli najbardziej liposukcja oraz szyty mięsień. Nie zawsze przy zabiegu jest to wszystko robione. Ja chyba miałam najcięższy z możliwych wariantów.
Ale: widziałam szwy. Brzuchal płaski. Pępuś na swoim miejscu. Szwy niziutko, bardzo ładnie to wygląda. Nadzieja jest. Decyzja o cyckach zaczyna we mnie dorastać:)

[kashmer] Operacja

Przed operacja konsultacja.
Dr. Furmanek obejrzal mnie starannie, pstryknal fotki. Pan Oponka zostal uwieczniony, zanim zginie:)
Po konsultacji wygladalam jak material do wyciecia wzoru. Cala pomazana. Mam rozstep miesni- okolo 3-4 cm. To podobno sporo. Oraz to zreszta jest glowna przyczyna mojej operacji. Z reszta daloby sie zyc, jezeli tylko ten miesien by nie bolal itd.
Powrot na oddzial. Dostalam ponczochy obciskajace oraz zostalam zacewnikowana. Nie boli. Bardziej nie przyjemne, ale nie boli. Potem chcialo mi sie sikac non stop. Dostalam tableteczke glupiego jasia.
Doslowanie za chwilke juz na lozko i jazda na sale:) godzina 15:00.
Ciemnosc, widze ciemnosc.
Pobudka. Godzina 20:00
Spac sie chce. Bol przy ruchu. Ale nie jest zle. Slabo i kreci sie w glowie. Ide spac. Zimno jak cholera. Telepie sie. Mam juz 4 koce na sobie:)
Dalej telepie:)
Spac.
24:00 przeszlam na czuwanie. Nie boli jak leze bez ruchu. Ale czuje ze ruch to bol. Dosc spory bol. Nie ruszam sie wiec wcale. Na nodze troche zwinela sie ponczocha. I przez to zaczela bolec pieta jakbym w cos przywalila. Poprawiono ponczoche- pieta nie boli. Dziwne:)) co mnie jeszcze zadziwi?
Aby do rana.

[kashmer] Bieganina w szpitalu. Koszta.

Dzień się rozpoczął.
Ranek na czczczo.
Potem wyjazd do szpitala. 20 minut i juz na miejscu.
Szpital duzy, ladny, w przepieknej okolicy. Ptaszki spiewaja, dookola góry.
To normalny szpital w Trzyncu, dla ludzi, gdzie po prostu chirurgia plastyczna otworzyla sie dla „innych”. Mowia po polsku, sa mili. Nie ma tu tej wrogosci do pacjenta, ze zajmuje czas.
Następnie cała bieganina. Najpierw góra, pokazac sie, ze jestem na 3 pietrze, potem dół- minus dwa, wywiad anestezjologiczny, potem pobranie krwi, moczu na -1. Sprawe podrozowania po szpitalu ulatwiaja strzalki:

20130528-071416.jpg

20130528-071532.jpg
Smiesznie sie zrobilo, kiedy poinformowano mnie, zebym wziela numerek do pobrania krwi. Szukajac automatu jak u nas- znalazlam cos takiego:

20130528-075909.jpg
Bardziej uwazni dostrzega o co chodzi:)
Potem do kasy zapłacić. Cena operacji: 22200 CZK, do tego liposukcja 10000 CZK + pobyt w szpitalu 1200 CZK/doba. Można kartą. Koszt pasa elastycznego: 700 CZK, ale tę kwotę w koronach albo przelewem gdzieś indziej. Nie w kasie na parterze. Ogólnie po przeliczeniu mamy w granicach 6tys. zł.
Dalej juz po badaniach na oddzial. Szybka przebierka w pizamke- dresik i wio na gore.
Dostalam pokoj:

20130528-080626.jpg

20130528-080641.jpg
A widok zza okna cudny:

20130528-080714.jpg

20130528-080736.jpg
Warunki bez zarzutu. Lazienka w pokoju. Tam toaleta i prysznic, pod ktorym jest rozkladane krzeselko:

20130528-085359.jpg

Pozostalo czekac na operacje.