[juja84] Miesiąc za mną..

Samoakceptacja jest kluczem do sukcesu , która przekłada się na każdą płaszczyznę życia.
Wiele kobiet dokonuje coming outów szczycąc się ciałem w prążki, które jest piękne bo dało „mieszkanie” nowemu życiu. Zgadzam się z tym twierdzeniem, bo kocham moje dzieci ponad wszystko i gdybym wiedziała, że na zawsze zostawią zewnętrzny ślad na moim ciele to i tak nie zastanawiałabym się ani na chwilę.
Od zawsze coś było nie tak z moja skórą. W okresie dojrzewania chociaż nigdy nie miałam problemów z wagą pojawiły się rozstępy na udach. Dopóki ktoś tego nie nazwał nie zdawałam sobie sprawy, że coś jest nie tak.
W pierwszej ciąży (5 lat temu) przytyłam niewiele, bo około 12 kg. Wszystko poszło w brzuch i szybko zauważyłam czerwone pręgi. Po ciąży oprócz rozstępów pojawiła się obwisła skóra, co mnie dołowało, ale wtedy miałam jeszcze nadzieję, że ćwiczeniami uda mi się wszystko naprawić.
Niestety nic z tego.
W drugiej ciąży nie pojawiły się nowe rozstępy, ale kondycja skóry znowu się pogorszyła. Postanowiłam dołączyć do teamu pani Chodakowskiej dodatkowo zaczęłam biegać, co bardzo polubiłam, ale niestety niechcianej skóry nie mogłam się pozbyć…
Do decyzji o operacji dojrzewałam powoli. Na początku zaczęłam o tym przebąkiwać sama w to nie wierząc. Mąż mi odpowiadał, że najpierw mam sobie zrobić operację mózgu 
Myśl o operacji towarzyszyła mi w chwilach zwątpienia, stale pocieszałam się, że przecież mam wspaniałe dzieci i mogę być dumna, że jestem mamą, ale nie umiałam zaakceptować siebie.
Gwoździem do trumny były tegoroczne wakacje..
Pojechaliśmy ze znajomymi i było cudownie, ale ja czułam się skrępowana. Nikt nie dał mi odczuć, że nie wyglądam, ale czułam się źle w obecności moich przyjaciółek, które po ciążach wyglądają bez zarzutu. Podjęłam decyzję… Muszę to zmienić!! Zaczęłam głośno o tym mówić, ale dopiero wsparcie najbliższych (męża) dało mi zielone światło.
Zaczęłam szukać. Początkowo internet. WOW!! Jaki efekt po takich operacjach!!
Tak trafiłam na stronę Pan Oponka 
Przeczytałam Wasze historie, obejrzałam zdjęcia i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę to zrobić. Zaczęłam zastanawiać się nad chirurgiem. Poprzeglądałam strony polskich klinik, ale zniechęciły mnie ceny.
Kashmer zrobiła operację w Czechach i w związku z tym postanowiłam tam rozeznać rynek. Początkowo chciałam się poddać operacji u doktora Brzuchańskiego. Skontaktowałam się z pośrednikiem w postaci Tourmedica cena 8 500-12 000. Termin na początek lutego. Byłam zdecydowana, bo naczytałam się opinii na temat Pana doktora i byłabym w stanie mu zaufać. Rozmyśliłam się kiedy Pani zadzwoniła do mnie z informacją, że zaszła zmiana i inny doktor mógłby mnie zoperować w podanym terminie. Zrezygnowałam.
Następnie zdecydowałam się na doktora Furmanka. Rewelacyjne opinie, w Czechach więc taniej. Napisałam maila, na którego nie dostałam żadnej odpowiedzi. Dzwoniłam, ale doktor nie chciał mnie nawet zapisać na konsultacje ponieważ miał tyle roboty. Tłumaczył mi, że mam poczekać, aż odpisze na maila….
Czekała, czekałam, ale nie odezwał się.
Zaczęłam dalsze poszukiwania i tak trafiłam na estheticon i Foldyna klinik. Miał mało opinii, w sumie tylko jedna pani zdecydowała się pochwalić zdjęciami przed i po. Postanowiłam się z nią skontaktować i dowiedzieć czegoś więcej. Po rekomendacji zadzwoniłam do kliniki. Termin operacji wzbudził moje podejrzenia, ponieważ miałam poczekać zaledwie miesiąc!! Pierwszy termin został mi wyznaczony na 19.08. Nie byłam przygotowana psychicznie na tak szybki obrót sprawy. Poza tym zaczęłam zadawać sobie pytanie, że skoro mają takie terminy to i klientów mało. Odmówiłam…
Zaczęłam dalsze poszukiwania…
Ostatecznie wróciłam do Foldyna klinik. Operację miał przeprowadzić doktor Martin Paciorek. Klamka zapadła. Wiedziałam, że teraz albo nigdy.
Operacja została wyznaczona za 3 tygodnie czyli 18.10.2015 r. miałam się stawić w klinice z kompletem badań o 12.30.
Zawoził mnie mąż … chwile przed operacją były najgorsze. Towarzyszyło mi pytanie czy ja dobrze robię? Dzień wcześniej oglądałam program „Życie bez wstydu” i w tych chwilach myślałam sobie o młodych dziewczynach, które z taką euforią podchodziły do abdominoplastyki, pomimo złych wyników krwi i czasu oczekiwania na operację a ja za parę godzin miałam być po.
Doktor Paciorek okazał się przesympatycznym człowiekiem. Towarzyszyła mu Polka, która tłumaczyła. Odbyła się rozmowa z doktorem, obmalowanie brzucha, następnie się przebrałam, pożegnałam z mężem i zostałam zaprowadzona na salę operacyjną. Potem pogadałyśmy z siostrami
na sali a potem już smacznie spałam. Operacja trwała 3 godziny. Po przebudzeniu nie miałam zawrotów głowy ani nie wymiotowałam.
Opiekę miałam przednią. Szczególnie siostra Żaneta. Młoda dziewczyna, która opiekowała się mną idealnie. Zawsze uśmiechnięta i pomocna.
Sama klinika jest bardzo malutka. Operacje odbywają się dwa razy w tygodniu w środy i niedziele. Maksymalnie dwie pacjentki są wtedy operowane.
Jestem zadowolona, że się zdecydowałam. Zaczynam się sobie podobać.
Wybór doktora Paciorka był trafny, bo pomimo młodego wieku jest bardzo profesjonalny.
Dziewczyny decydujcie się bo warto!

[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[martka892] Witajcie

Hej hej witam wszystkie Panie te po jak i przed operacją. Wracam odmieniona w 100% – szczesliwa kobieta. Zaczne od poczatku;
W ciazy przytylam ponad 20kg. W koncowej fazie ciazy wazylam prawie 90kg. Urodzilam we wrzesniu 2011 zdrowa coreczke i wtedy tez zaczal sie moj koszmar. Wygladalam jak gruba swinia z meeeeeega rozstepami. Z dnia na dzien zaczelam sie odchudzac w ciagu 6 msc schudlam do wagi 54kg. Cwiczylam duzo plus zajmowanie sie dzieckiem itd – maz w ciaglych delegacjach wiec wszystko bylo na mojej glowie. Po tych 6 msc wygladalam extra bombastycznie. Laseczka ale tylko w ubraniu….Niestety skora na brzuchu nie wciagnela sie dodatkowo wielkie glebokie rozstepy swedzialy niemilosiernie…i takim oto sposobem wpadlam w depresje, ktora skonczyla sie wizyta u psychiatry i przyjmowaniem antydepresantow. I tak mordowalam sie 2 lata mimo,iz wiedzialam o tych wszystkich plastykach itd. to po prostu nie bylo mnie na nie stac. Az pewnego dnia natknelam sie na forum beautywpolsce i tam przeczytalam o dr Furmanku z Czech i o tak zaskakujaco niskich cenach za zabieg. Bez zastanowienia do niego zadzwonilam i umowilam sie na konsultacje. Czekalam 3msc.
Nadszedl dzien konsultacji sierpien 2014- pojechalam z mezem, wizyta trwala ok 15 min. Doktor zaproponowal mi termin operacji na maj 2015. To byl wtedy najblizszy termin…
Bylam szczesliwa i odliczalam dni…pieniadze mialam juz odlozone. Jednakze niespodziewanie udalo mi sie zamienic z jedna z dziewczyn i wskoczylam na listopad 2014r.

Dzien operacji

Wrazenia; bardzo pozytywne.
Szpital,lekarz i caly personel miło mnie zaskoczył. Mimo że jest to szpital państwowy warunki ma bardzo dobre.
Przyjechalam rano na czczo, pobiegalam troszke po piętrach zrobiłam wszystkie badania skonsultowalam sie z anestezjologiem zapłaciłam za zabieg i pożegnałam się z moim kochanym mężem i córcią. Dla nich wynajelam nocleg na czas mojego pobytu u Pani Kasi w Cieszynskiej Chacie.
Pielegniarka zaprowadzila mnie na sale i kazala sie wykompac oraz czekac na konsultacje z Dr Furmankiem. Czekalam ok 3h po czym zawolano mnie do gabinetu. Dr bardzo mily odpowiadal na moje wszystkie pytania. Narysowal linie cięcia na moim brzuchu zrobil zdjecia itd.
Wrocilam na sale i czekalam podniecona na zabieg. Przed zabiegiem pielegniarka założyła mi cewnik/do przeżycia /i uciskające pończochy. Chwile przed zabraniem mnie na sale operacyjna dostalam glupiego jasia…cos tam chyba działał bo jechalam calkowicie wyluzowana.
Operacja trwala ok 3h. Wszystko poszło gładko. Obudzilam sie z lekkimi mdlosciami. Ale szybko zasnelam. W sumie nie bolało jakoś strasznie, nieprzyjemne było tylko oczyszczanie drenów. I tak zleciał moj caly pobyt tam…w dzien wypisu czulam sie strasznie. Krecilo mi sie w glowie mialam mdlosci bylo mi slabo – wszystko przeszlo gdy lekarz wyjal mi dreny zalozyl pas – wstalam jak nowonarodzona. 2 tyg dochodzilam do siebie w domu po czym wrocilam do pracy. A teraz słowa ku pokrzepieniu; WARTO BYŁO mimo bólu mimo tego ze wszyscy wokol byli przeciwko,  wsparcie mialam tylko w mężu ktory i tak swoje mowil nawet w dniu operacji…Nie zastanawiajcie się, jeśli tylko macie środki finansowe to nie zwlekajcie. Szkoda czasu. Jedyne czego żałuje to  że nie zrobiłam tego conajmniej rok wcześniej. Polecam dr Furmanka.

Zdjęcia przed

Zdjęcia po:

Pozdrawiam!

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[kashmer] Kilka fotek po dwóch latach po operacji

Nadchodzi lato, a ja już się nie boję:)

Nie mam problemu z tym jak wyglądam, a jeszcze dokładnie pamiętam masę kompleksów, koszmarnego samopoczucia, kiedy ktoś mnie chciał przepuścić w kolejce, bo jestem w ciąży… A ja z wózkiem i z córką, a mój brzuch wypinał się dziarsko do przodu, bez mojej kontroli.

Biegam już bez problemów, pewne ćwiczenia fizyczne są jednak dla mnie niedostępne. Już nie porobię 100 brzuszków, co najwyżej kilka i ostrożnie, bo czuję miejsce, gdzie mięśnie były szyte, pomimo tak odległego czasu, kiedy poddałam się operacji. Myślę, że nie wszystkie kobiety mają tę przypadłość po takim czasie od operacji, trochę mnie to ciekawi. Więc jeżeli jest tu kto po tak długim czasie, proszę o opis:)

Dodatkowo pracować zaczęłam nad zgubieniem wreszcie lekkiej nadwagi i powrocie do liczby kilogramów sprzed dwóch ciąż. Ważyłam wtedy około 50 kilo. Niestety po Świętach Bożego Narodzenia dobrałam 6 kilo i rok zaczęłam z wagą 67 kilo. Dziś ważę 58, zgonić zostało jeszcze 8. Jestem na dobrej drodze, nie odmawiam sobie niczego, liczę solidnie kalorie ale zapewniam organizmowi odpowiednią dawkę węglowodanów, tłuszczy i białka. Nie segreguję jedzenia, nie wyrzuciłam majonezu, pizzę też zjem. Wszystko jednak kalkuluję, żeby nie okazało się, że nagle zemdleję. To chyba pułapka na nas kobiety, gdzie zewsząd bombardują nas hasłami „Dieta cud”, nie jedz tego, nie jedz tamtego. To wszystko jest bez sensu. Je się wszystko, co się lubi, słodycze również (aczkolwiek po ciążach mój organizm totalnie odrzucił słodycze, zostawiając mi małą alternatywę w postaci herbaty z cukrem i kawy, w którą zawsze walnę półtorej łyżeczki cukru). Nie zwariowałam, aby nie napić się piwka, czy wina, a niektóre z moich koleżanek wykluczyły to ze swojej diety, wykluczając się jednocześnie z jakże cudownego „wypadu” w babskim gronie do pubu. Ja wtedy tak rozplanuję to, co mam zjeść, że starczy mi miejsca na dwa browarki. A waga w dół. Też nie za dużo, staram się wolno zmniejszać nacisk swojej osoby na kulę ziemską. I tak oto powoli, ale idzie w dół moja waga. A brzuchal wygląda jak na zdjęciach poniżej.

Dodam jeszcze, że witam serdecznie nowe koleżanki w gronie, bardzo się cieszę, że czytałyście i chcecie się podzielić. Ja staram się żadnej z Was nie zostawić bez odpowiedzi, jednak moje życie biegnie, a raczej galopuje w szaleństwie, tracę poczucie dat, dni tygodnia… W pracy mam ogromy natłok, w domu z dziećmi nie lepiej. Jednak staram się jak najszybciej Wam odpowiedzieć i niektóre z Was dodać do grona naszych zaszczytnych „pisarzy”:)

Pozdrawiam, kashmer

PS. Z uwagi na zbliżające się Święta Wielkanocne – życzę spokoju i relaksu:)))

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] 6 tygodni…..zalecenia

Cześć dziewczyny,

Wczoraj minęło 6 tygodni od cięcia. Jest tak inaczej, tak cudownie, że już zapominam o każdej niedogodności, która towarzyszyła odzyskiwaniu siebie. Każdy dzień jest inny i gdyby nie moje wcześniejsze wpisy tutaj na forum to na pewno nie byłabym w stanie opowiedzieć jak się czułam, jak ten proces gojenia się odbywał. Do dobrego szybko się przyzwyczajamy 😀 I dobrze!!! Nie mogę też powiedzieć, że żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej- bo nie mogłam. Fakt marzyłam o plastyce od urodzenia Mateuszka, czyli od 5,5 roku ale przecież już wtedy powiedziałam sobie, że jeszcze urodzę drugiego smyka, poczekam aż trochę podrośnie i wtedy wytnę skutki uboczne ciąż 🙂

Teraz, gdy już czuję się dobrze, gdy już dochodzę do pełni sił to tylko jedna rzecz spędza mi sen z powiek….nie miałam kiedy iść na kontrolę do mojego lekarza. Nie mam żadnych zaleceń 😦 Ostatnio co miałam zalecone, to noszenie pasa przez 6 tygodni, a po miesiącu od operacji smarowanie rany kremami na blizny.
Miałam iść wczoraj, czyli dokładnie po 6 tygodniach, do lakarza- ale małż mnie wyrolował, bo coś mu w pracy wyskoczyło 😦
Chciałam się dowiedzieć czy faktycznie pas już zdjąć, czy lub kiedy będę mogła się kąpać w wannie, w basenie. I czy już ćwiczyć, jak ćwiczyć no i ew. jakieś inne zalecenia. W poniedziałek mogę iść ale czy zdążę to już inna kwestia- bo z synem do dentysty muszę iść. No nic- poczekam…ostatnio uczę się cierpliwości 😀

Poniżej zdjęcia: 6 tygodniowe

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] 4 tygodnie…..DEPRESJA, czyli o tym jak tu zadowolić kobietę?

Pogoda depresyjna, w około wszyscy chorzy….i jak na złość dopada mnie deprecha!!!!!
Wczoraj minęły 4 tygodnie od operacji i cholera jasna moja depresja była wycięta!!! A ja się czuję jak wrak kobiety i zamiast się cieszyć z nowego brzusia to myślę o tym, że jestem pocięta, jeszcze usztywniona, zdrętwiała i nie mam na nic siły.

Mam ochotę się wygadać, bo zastanawiam się czy też macie „żale” i słabsze zdrowie psychiczne?
Moja depresja zaczęła się po urodzeniu pierwszego dziecka i z różnym natężeniem atakowała moją głowę.
W najgorszych momentach było ciężko…konieczne leki i nawet terapia grupowa.
Najskuteczniejsza terapia została włączona właśnie 4 tygodnie temu, była to moja wymarzona plastyka i  teraz szlag mnie trafia, że zamiast cieszyć się życiem ja znowu zamulam!!!!!
Muszę znowu odwiedzić psychiatrę i poprosić o leki- piszę tutaj, bo wstukując każdą literkę uświadamiam sobie, że muszę o siebie zadbać- dla dzieci i dla siebie. Pisząc dla Was robi mi się lżej!!! I po raz kolejny uświadamiam sobie, że moje myślenie na każdy temat jest zbyt wyidealizowane i gdy napotykam choćby na najmniejsze utrudnienie to później mocno to odchorowuję.
Okres pooperacyjny też sobie zbyt pięknie wyobraziłam i teraz kiedy nadal jestem słaba i odczuwam jeszcze różne dolegliwości to odbija się na mojej psychice 😦 Załamuje się 😦 Chciałabym już wrócić do jakiś ćwiczeń, biegania a widząc jak mi idzie zwykłe chodzenie to średnio to sobie wyobrażam w najbliższej perspektywie.
A dodatkowo chyba robię z siebie sierotę, żeby usłyszeć jakieś słowa otuchy….a powinnam wziąć się w garść i nie użalać się nad sobą.
Zdjęcia z okazji 4 tygodni

[marggarita75] Będzie poprawka

Dzisiaj, krótko przed upływem czterech miesięcy od operacji byłam na konsultacji w sprawie poprawki moich cyców. Ponieważ dr. Furmanek mnie olał i nie odpowiedział na mojego maila z prośbą o ustosunkowanie się co do tego tematu, z polecenia i za czyimś pośrednictwem umówiłam się z dr. Łątkowskim w Polanicy Zdrój.

Pierwszy kontakt telefoniczny bardzo pozytywny, doktor od razu zrozumiał na czym polega moje niezadowolenie. Gdy rozebrałam się dziś przed nim pierwsza jego reakcja to zaskoczenie i pytanie „to są implanty?”. Potwierdził moje obawy, że w tym stanie rzeczy opadanie będzie postępować, bo implant jest duży. Po obejrzeniu mnie uznał, że przełożenie implantów pod mięsień da efekt, którego tak bardzo oczekiwałam, czyli wypukłości w górze piersi. Wytłumaczył mi to od strony anatomii, dlaczego tak jest. Implanty zostaną te same, dla bezpieczeństwa doktor zamówi nowe w ramach gwarancji, bo jak powiedział, zawsze może się okazać, że z implantem coś się dzieje, co nie daje zewnętrznie żadnych objawów i wtedy lepiej mieć wymiennik pod ręką. Jeśli się nie okażą potrzebne, zostaną oddane. Cięcia będą w tym samym miejscu, dlatego blizny muszą się jeszcze wygoić, żeby potem nie było problemów. Zaproponował termin czerwiec – lipiec, jednak nauczona doświadczeniem z brzuchem lato sobie odpuszczam. Umówiliśmy się na 31 sierpnia.

Jeśli chodzi o przygotowanie do operacji to wygląda to zupełnie inaczej. Samodzielnie mam wykonać zlecone badania. Operacja będzie popołudniu, potrwa ok. 1,5 godz. Potem jedna noc w klinice i przeprowadzka naprzeciwko do pensjonatu, gdzie doktor zaleca pobyt minimum dwa dni, a najlepiej trzy. Mam się przygotować na duży ból, bo przy implancie tej wielkości mięsień będzie bolał mocno. Do operacji mam mocno dbać o biust, nosić dobrze trzymający stanik, by zminimalizować dalsze rozciąganie skóry.

Jeśli chodzi o klinikę – pięknie wykończona. Po swojskim szpitalu w Trzyńcu – lux 🙂

Lekarz super, spokojny, cierpliwy. Córka, którą zabrałam ze sobą dostała możliwość podotykania sobie implantów 🙂

Cenę poznam jutro, bo doktor musi pomyśleć, jak do mnie podejść. No i poznałam. Po rabacie za znajomość koszt całościowy ze stanikiem pooperacyjnym 10 000. No to zaoszczędziłam na operacji w Czechach, masakra.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] Już 3 Tygodnie. Nowa Jolinda i powrót do rzeczywistości…

Dziewczyny dzisiaj strzeliło trzy tygodnie od operacji….
Ostatnie 3 tygodnie to w moim życiu jazda na wysokich obrotach, wiele zbiegów zdarzeń i przez to czuję się słabo. Czytam Wasze posty i przeżycia i wiele sobie sama wyjaśniam i dzięki temu mój lekarz nie musi mnie wysłuchiwać- ja oszczędzam na telefonie i paliwie 😀

Od zabiegu przez 2 tygodnie byliśmy u moich teściów…..masakra, armagedon. Fakt, zwracam honor pierwsze kilka dni extra!!! Ja leżałam, spałam a Oni śmigali przy garach i dzieciach- ja bezwzględne ZERO obowiązków. Po kilku dniach dzieci się pochorowały, teście wrócili do pracy a mój mąż mimo urlopu miał awaryjną sytuację w pracy więc siedział non-stop przy komputerze i latał od klawiatury do nocnika. Ja ledwo, ledwo ale co mogłam to pomagałam- czeski film.
Cały tydzień zamiast odpoczywać to śmigałam zamiast odpoczywać. W między czasie pochorowała się teściowa- na dodatek to moja córa ją zaraziła 😀 więc podświadomie musiałam czuć się winna!
Więc drugi tydzień rekonwalescencji u teściów wyglądał jak szpital polowy- WSZYSCY chorzy- cały dom. Tylko ja się uchowałam, bo byłam w trakcie antybiotykoterapii.

Po powrocie do domu, miało być spokojnie…miała do mnie mama przyjeżdżać i mi pomagać, ale jest chora….płakać mi się chce…

Odbija się wszystko na mnie…jestem zmęczona, blada, dopada mnie depresja. Nie mogę z domu wyjść z kilku powodów. Dzieci jeszcze dochodzą do siebie a ja opadam z sił-. Właśnie widziałam u jednej z Nas wpis o suplementacji i zamierzam za chwile skorzystać z pomocy i wezmę całą zalecaną kurację!!! Nie robiłam badań ale wydaje mi się, że wyniki miałabym …anemiczne. Zresztą każdy zabieg w moim życiu wygląda tak samo….mocne osłabienie organizmu i mnóstwo recept. Zawsze dłużej dochodzę do siebie niż inni 😦

To zdjęcie dzisiaj, które widzicie to już wygląda chyba w miarę OK- ostatnie kilka dni miałam skórę wokół blizny mocno opuchniętą i z widocznymi zgrubieniami- też od Was wiem, że mógł zacząć się zbierać płyn i albo uda się go rozmasować albo lekarz odciągnie płyn za pomocą igły. Masowałam, dbałam, natłuszczałam ale bywa z tym różnie. W tej chwili to martwią mnie boczki bo robią się jakieś uskoki 🙂 może za jakiś czas to się jakoś wyrówna. Na dole miałam duże, grube rozstępy i pewnie nie dało się ładnie tego zszyć….stąd takie góry i doliny.
W moich zaleceniach jest, że mogę bliznę smarować specjalnymi preparatami na blizny dopiero po miesiącu więc liczę, że wzmocnię działanie tych moich dotychczasowych specyfików  i efekt do lata będzie WOW!!!!

[Przed i 3 tygodnie po]

Featured image

[Moje zmartwienie- odcięcie nóg od talii]

Featured image

[kashmer] Kilka pytań

Witam wszystkie nowe Panie, bardzo się cieszę z Waszego przybycia.

Dodatkowo chciałabym (nie wątpię w to, że nie tylko ja) przeczytać, co się dzieje u koleżanek: gosiar1976jolinda84kasiula81ewka78alex041182adzi218lisa084, marcysia3saewa, tweesterka które tu były, ale od dłuższego czasu milczą. Jak tam Wasze brzuszki? Rozumiem, że z biegiem czasu jest coraz lepiej i codzienność sprawia, że przechodzimy po operacjach do porządku dziennego, z akceptacją stanu po operacji.

Czy po tak długim czasie jesteście nadal zadowolone ze swojej decyzji?

Ja tak i jeszcze raz bym się na to zdecydowała, gdyby cofnąć czas. Do tej pory nie mam odwagi i czasu stanąć przed chirurgiem i otrzymać pełne informacje, czy mogę poprawić swój zrost, tzw. uwolnić go. Do Furmanka nie mogę się dopisać, chyba już zapisał mojego maila w spamie;)

[jolinda84] O drenach, szwach i innych masakrach

Witam,

Dziś o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i pierwszym wrażeniu…..

Dzień wyjęcia drenów wypada na 4 dzień od godziny ZERO. W gabinecie, leżąc na stole zaczęłam trząść się jak galareta. Dziwne, bo przed wycięciem oponki te parę dni temu, aż tak się nie denerwowałam.
Ale to pewnie dlatego, że wtedy wiedziałam, że będę smacznie lulać a te wszystkie czynności pooperacyjne dzieją się w realu, na żywca 😀
Zanim napiszę czy bolało i jak długo to napiszę, że na ból nie jestem odporna nic a nic. A dokładnie to mój próg bólu wynosi wielkie, bezwzględne ZERO. Boję się bólu jak śmierci 😀
Bolało, mnie bolało….. Nie trwało to długo ale bolało, ku…mać!!! Nie widziałam nic ale czułam jak mi skórę wyrywają. Miało być tylko nieprzyjemnie 😦 Pan Doktor tylko stwierdził, że pępek jeszcze choruje ale ma do tego prawo, bo był przesuwany  i leczony z przepukliny i jakoś specjalnie mam się nie martwić.

Wróciłam do domu zjechana psychicznie i fizycznie, jak się cieszę, że mam już to za sobą, chciałam tylko odpocząć…

Wieczorem poprosiłam męża i teściową (z tych dobrych teściowych :D) o pomoc przy opatrunku, bo coś mi się gaza przekręciła pod pasem i nie chciałam by rany mi się ocierały o materiał pasa.
I wtedy zobaczyłam swój brzuszek…na leżąco ale jednak coś nie coś widziałam…fuck ON jest płaski i bez rozstępów, nawet ładny….i jest…łezka w oku….
Mam jeszcze pępuch zakryty ale i tak perspektywa, po zagojeniu się ran, jest świetlana 😀
Wieczorem nie mogłam zasnąć…musiałam w necie przejrzeć stroje kąpielowe dwuczęściowe, yupi!!!
Omijałam jednoczęściowe i tankini z daleka, heheheh

I tak powolutku nadszedł dzień 7 i moment zdjęcia szwów:D Przez ten ból przy drenach pojechałam jak na skazanie, bałam się kilkukrotnie bardziej niż ostatnio.
Na stole trzęsłam się znowu jak galareta….Pani widząc moją bladą twarz i trzęsawkę były bardzo delikatne…i faktycznie trochę szczypało i szarpało ale do przeżycia.
Lekarz mnie pocieszył, że z pępkiem na pewno będzie OK, muszę o niego dbać wg zaleceń a te zgrubienia i marszczenia po szwach też muszą się z czasem rozejść….

Mocno ufam, że tak będzie!!!!

Teraz, gdy to piszę jest 8 dzień po operacji i jestem już prawie wyprostowana, ale do wstawania z pozycji leżącej nadal potrzebuję pomocnej dłoni 🙂

JOLA
Na zdjęciu zaznaczyłam jak przesunął się pieprzyk przed i po
Kolejne zdjęcie to dreny- tak to właśnie wisi 🙂

Jolinda przed i poFeatured image

[jolinda84] Godzina „ZERO”, czyli pożegnanie Pana Oponki :)

Witam,

O sobie i o tym jak doszło w ogóle do podjęcia decyzji o operacji plastycznej pisałam w poprzednim poście. Dzisiaj chciałam opisać przebieg samej operacji…..

Dziś z perspektywy przeszło tygodnia relacja będzie brzmiała nieco inaczej niż jeszcze kilka dni temu…..emocje pooperacyjne opadają a za to rosną te związanie z efektem końcowym…

Jestem z Wrocławia i Klinka, którą wybrałam jest też z Wrocławia. Chirurg to dr Andrzej Bieniek…cudny człowiek.

Pan doktor na co dzień jest ordynatorem Kliniki Chirurgii Plastycznej w Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu…a po pracy „dzierga” prywatnie 🙂

Ja byłam umówiona 29.01.2015 na godzinę 17:30. Bałam się, że operacja się nie odbędzie, bo dzień wcześniej walczyłam z jelitówką, a tydzień wcześniej miałam wyrywaną „ósemkę” z przygodami i w ogóle wszystko się srało !!!! Dosłownie i w przenośni.

Udało się i w TEN dzień czułam się na chodzie. Co chwila zerkałam na zegarek by nie zapomnieć, że ostatni posiłek i napój miał być do 11:30
Jak tylko weszłam do tej małej, kameralnej Kliniki to już wszyscy czekali tylko na mnie- nie bałam się chociaż wmawiałam sobie, że jadę na rzeź niewiniątek….ale ten cały personel mnie rozczulił, czułam się ważna i strach w ogóle odleciał gdzieś w kosmos 🙂
Mąż odjechał do mojego ojca, który mieszka niedaleko a ja zostałam- sama Go wygoniłam, bo nagle zaczął mnie denerwować- hipochondryk zadawał więcej pytań niż ja!!! A ja już byłam spokojna…
Przebrana w jakieś przezroczystości, obmalowana w górę, w dół, w bok itd. poszłam na stół….Atmosfera przyjemna, mocno mnie dopingowali i opowiadali każdy swój krok, bym się tylko nie denerwowała. Nawet zdarzył się między nami jakiś żarcik 🙂
Anestezjolog już mnie podłączył pod kable, wenflony i kazał położyć się na boku i wygiąć do znieczulenia podpajęczynówkowego czyli w kręgosłup, jeszcze się nie wbił a ja już niczego więcej nie pamiętam….

Obudziłam się po dwóch godzinach, trzęsłam się jak osika, ale nic nie bolało. Mąż dotarł za chwile, ale był krótko, bo ja chciałam już odpoczywać…całą noc była ze mną pielęgniarka anestezjologiczna i zaglądała do mnie regularnie. Byłyśmy tylko we dwie.

Godzina 7 rano, pielęgniarka już mnie pionizowała a ja musiałam być dzielna i tu powiem szczerze pomogło mi to forum 🙂 Naczytałam się Waszych historii i byłam na wszystko przygotowana, myślami byłam z Waszymi przeżyciami i wiedziałam co kiedy i jak może boleć.
Lekarz przyjechał sprawdzić mój stan, poinstruował mnie co i kiedy robić i mogłam do domu jechać. Po drodze każda dziura w jezdni chciała mnie zabić, a parę schodów wyglądało jak Mont Everest. Wstawałam tylko z pomocą męża i to w specjalnie opracowany sposób 😀
Ja Zosia Samosia nawet z łóżka nie mogę sama wstać!!! Musiałam się wyciszyć do zera i liczyć na ramię męża. Z dnia na dzień było coraz lepiej, czekałam tylko na dzień wyjęcia drenów.
To może na tyle w tym poście,
Kolejny będzie o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i zdjęcia przed i po.

[jolinda84] Wiele lat marzeń…..i zbieg okoliczności :)

Cześć Dziewczyny!!!!
Zanim padła decyzja o operacji plastycznej wiele lat walczyłam z powrotem do sylwetki sprzed ciąży. O tym jak i co robiłam może później. Przedstawię siebie w kilku zdaniach.
Urodziłam dwójkę dzieci- 2x wielki brzuch, nad którym debatowano…..”a czy tu na pewno nie chowają się bliźniaki?” Już po pierwszej ciąży miałam luźną skórę ale po roku od porodu byłam szczupła- czułam się dobrze w ubraniach, ale o ich zdjęciu nawet nie było mowy!!!! Nad bikini wisiało widmo zwisu pociążowego :(. Ten zwis pociążowy to moja robocza ksywa na tą paskudnie luźną skórę, która jest pamiątką po ciąży (+24kg!!!!!)
Pojawiły się pierwsze marzenia o operacji plastycznej brzucha…aaach!!!
Synek Mateusz teraz ma 5,5 lat

Druga ciąża to dodatkowe 34kg, (auć) no i wielki płód w stosunku do matki- ja drobna mimo tych dodatkowych WIELU kilogramów a córcia 4400g. Fachowo to się nazywa niewspółmierność płodu do matki. No i po drugiej ciąży moje ciało to armagedon. Co prawda rosnąca ciąża ładnie wypełniała ten worek brzuszny (nazewnictwo moje to mistrzostwo świata, heheh), ale już samo pokazywanie brzuszka nie sprawiało mi tyle przyjemności co w pierwszej ciąży. Może dlatego, że za pierwszym razem nie byłam świadoma co ze mnie zostanie po wydostaniu się maluszka na świat. 
Drugi poród: dusza uradowana dzieciną 🙂 a dla ciała bilans jest zdecydowanie ujemny. Oj na pograniczu bankructwa.
Mnóstwo kilogramów do spalenia, mnóstwo skóry do ….wchłonięcia??
I zaczęłam swój dzielny powrót do figury sprzed ciąży. To co wyprawiałam to były cuda wianki, a może liczyłam na cuda wianki ?
Przeróżne zabiegi, maści i te kupne i te w domu mieszane, ćwiczenia, bieganie, dieta- to wszystko tak na serio i zaliczyłabym siebie do tych wytrwałych aż tu nagle …fuck…kontuzja!!!! O nie!!!!
No i lipa…jeszcze trochę i wpadłabym w jakąś depresje……i słusznie…..tak dobrze mi szło, kilogramy leciały w dół, cera, włosy, ciało wyglądały apetyczniej- jedyne co spędzało mi sen z powiek to ten cholerny zwis pociążowy, podrugociążowy większy i brzydszy- ale ćwiczenia i te inne moje starania przynosiły efekty- może nie spektakularne ale byłam na dobrej drodze do fajnego, względnego samozadowolenia.
Zapadła decyzja, wyczekiwana od narodzin pierwszego dziecka, upragniona od ponad 5 lat. Zapisałam się na konsultację do chirurga plastyka. Zapisałam się z ciekawości….ciekawa byłam jaki będzie koszt moich marzeń, jak to będzie wyglądać itd. Ale i tak wiedziałam, że droga do przekonania męża do wydania 10 000zł będzie długa i wyboista. Przecież jest OK a ludzie mają inne, większe problemy…acha i tekst roku….nie myśl ciągle o swoich przyjemnościach i o swojej,,,dupie (nie wiem czemu o dupie skoro to brzuch jest problemem, hehe), ważne, że dzieci są zdrowe !!!!
Wracając do konsultacji chirurga-czarodzieja- plastyka…
Chciałam znać cenę marzeń….yyyyy i się okazało, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych brzucha….no i kwitek by skonsultować przepuklinę z chirurgiem ogólnym…..
Wyszłam z gabinetu chyba blada i z dziwnym wyrazem twarzy…
No i zaczęło się…
Wizyta u chirurga ogólnego potwierdziła diagnozę „plastyka” ale też powiedział coś co pomogło mi podjąć decyzję taką po mojej myśli.
Jego słowa: „Jeżeli planuje Pani poprawić brzuch, to warto się zastanowić od razu nad plastyką brzucha gdzie chirurg przy okazji podreperuje przepuklinę i mięśnie, po co ciąć się kilka razy?” Jupi, Jupi, Jupi- przepuklina nie leczona, może być nawet stanem zagrożenia życia, czyli muszę przekonać męża do wyłożenia kasy na stół…..operacyjny 😀
ZGODZIŁ SIĘ……to te święte słowa „ogólnego” bardziej zadziałały- bo to już nie moje widzimisie tylko opinia lekarza!!!!!!
Bla, bla, bla …kolejne dni to znowu wizyta u plastyka, zrobienie badań, zebranie kasy i oczekiwanie na operację.
Czekałam 2 tygodnie i dzisiaj jestem już tydzień po operacji….Efekt? Nie wiem, nie widziałam, tzn. zerknęłam i jest chyba OK.
Włączył mi się syndrom zrzędzenia i jak niewierny Tomasz, nie uwierzę póki nie zobaczę się w pełnej krasie. Bo na leżąco to i nawet przed operacją wyglądałam lepiej niż na stojąco 😀
Dziś mam zdjęcie szwów….idę zaraz kombinacje alpejskie zastosować do umycia głowy.
Natchnęło mnie do napisania eseju, bo powoli schodzą ze mnie emocje…
Ale jestem konsekwentna w powrocie do ładnej figury i jeszcze przed operacją byłam u dietetyczki po indywidualną dietę, by schudnąć bez ćwiczeń, bo na jakiś czas muszę o tym zapomnieć :(……..
Obiecuję za jakiś czas (dzień, dwa) wrzucić zdjęcia

Jola

 

[nora] Operacja powłok brzusznych na NFZ jak i co

Już wszystko mówię. Trafiłam do chirurga NFZ z rozstępem mięśni prostych brzucha – obejrzał mnie podotykał i powiedział, że musimy poczekać, aż mięśnie wrócą jak najbardziej do swojego pierwotnego położenia, a że byłam dopiero 4 miesiące po porodzie to naprawdę brzuch był duży. Kolejna wizyta po 8 miesiącach i słyszę widzę poprawę ( ja też ja widziałam brzuch malał ) proszę przyjść za 3-4 miesiące. No to znów czekałam załamana, że jednak nic z tego, że chyba zostanę z tym brzuchem na zawsze albo na bardzo długie lata, bo jak nie teraz NFZ to kto inny 😦 . Czas szybko leciał ostatnia moją wizytę odbyłam 15.12.14r. weszłam do gabinetu pan doktor mnie po raz kolejny zbadał, obejrzał, naciągał skórę i powiedział. „brzuch już nie wróci do normy trzeba operować 🙂 muszę zrobić pani małe harakiri z brzuchem”. matko przeraziłam się zapytałam co i jak wiec: cięcie będę miała tak jak wy dziewuszki od biodra do biodra, skóra zostanie podniesiona, a mięsień zszyty. Na koniec naciągną skórę i tu jest duże ALE PĘPEK NIE ZOSTANIE NA SWOIM MIEJSCU obniży się o 2-3cm w dół niestety na NFZ nie mogą zrobić mi pępka 😦 . Nie wiedziałam co mam myśleć mieć płaski brzuch z dziwnie wyglądającym pępkiem czy męczyć się z oponka która wygląda koszmarnie. No i jak widzicie postanowiłam, że i tak brzucha nie będę odsłaniać grunt aby był plaski by założyć obcisłe ubrania. Operacje mam 27.02.2015r  jest chociaż jeden dobry plus, bo w prywatnej klinice „Stadmedica Centrum Medyczne”, która ma  podpisany kontrakt z NFZ. Pan doktor powiedział, iż chciałby właśnie zabieg przeprowadzić w tej klinice, bo tam ma lepszy sprzęt i większe możliwości niż w zwykłym szpitalu.

Teraz przygotowuje się powoli do operacji musiałam zrobić USG płuc, Muszę zrobić przeciwciała na żółtaczkę no i 10 dni przed zabiegiem przeróżne badania krwi.

Potrzebuje tez pas, który założą mi po wszystkim jednak muszę kupić go sama w centrum medycznym wiec prośba do was kochane jakiej szerokości mniej więcej są wasze pasy abym mogla wiedzieć w czym wybierać?????

Oto mój przestraszny PAN OPONKA 😦

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[nora] Operacja powłok brzusznych na NFZ

Dziękuje bardzo kashmer za serdeczne przyjęcie.
Chciałabym się z wami podzielić i udostępnić informacje, jak to jest mieć zrobioną operacje powłok brzusznych przez NFZ.
Sama nie wiem co mam myśleć tyle się naczytałam, no niestety nie mam innego wyjścia-prywatny zabieg niestety nie jest mi dany 😦
Więc pozostało mi tylko odliczanie hmmm został miesiąc.
Jeśli macie dla mnie jakieś rady, uwagi chętnie z nich skorzystam.