[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[kashmer] Kilka fotek po dwóch latach po operacji

Nadchodzi lato, a ja już się nie boję:)

Nie mam problemu z tym jak wyglądam, a jeszcze dokładnie pamiętam masę kompleksów, koszmarnego samopoczucia, kiedy ktoś mnie chciał przepuścić w kolejce, bo jestem w ciąży… A ja z wózkiem i z córką, a mój brzuch wypinał się dziarsko do przodu, bez mojej kontroli.

Biegam już bez problemów, pewne ćwiczenia fizyczne są jednak dla mnie niedostępne. Już nie porobię 100 brzuszków, co najwyżej kilka i ostrożnie, bo czuję miejsce, gdzie mięśnie były szyte, pomimo tak odległego czasu, kiedy poddałam się operacji. Myślę, że nie wszystkie kobiety mają tę przypadłość po takim czasie od operacji, trochę mnie to ciekawi. Więc jeżeli jest tu kto po tak długim czasie, proszę o opis:)

Dodatkowo pracować zaczęłam nad zgubieniem wreszcie lekkiej nadwagi i powrocie do liczby kilogramów sprzed dwóch ciąż. Ważyłam wtedy około 50 kilo. Niestety po Świętach Bożego Narodzenia dobrałam 6 kilo i rok zaczęłam z wagą 67 kilo. Dziś ważę 58, zgonić zostało jeszcze 8. Jestem na dobrej drodze, nie odmawiam sobie niczego, liczę solidnie kalorie ale zapewniam organizmowi odpowiednią dawkę węglowodanów, tłuszczy i białka. Nie segreguję jedzenia, nie wyrzuciłam majonezu, pizzę też zjem. Wszystko jednak kalkuluję, żeby nie okazało się, że nagle zemdleję. To chyba pułapka na nas kobiety, gdzie zewsząd bombardują nas hasłami „Dieta cud”, nie jedz tego, nie jedz tamtego. To wszystko jest bez sensu. Je się wszystko, co się lubi, słodycze również (aczkolwiek po ciążach mój organizm totalnie odrzucił słodycze, zostawiając mi małą alternatywę w postaci herbaty z cukrem i kawy, w którą zawsze walnę półtorej łyżeczki cukru). Nie zwariowałam, aby nie napić się piwka, czy wina, a niektóre z moich koleżanek wykluczyły to ze swojej diety, wykluczając się jednocześnie z jakże cudownego „wypadu” w babskim gronie do pubu. Ja wtedy tak rozplanuję to, co mam zjeść, że starczy mi miejsca na dwa browarki. A waga w dół. Też nie za dużo, staram się wolno zmniejszać nacisk swojej osoby na kulę ziemską. I tak oto powoli, ale idzie w dół moja waga. A brzuchal wygląda jak na zdjęciach poniżej.

Dodam jeszcze, że witam serdecznie nowe koleżanki w gronie, bardzo się cieszę, że czytałyście i chcecie się podzielić. Ja staram się żadnej z Was nie zostawić bez odpowiedzi, jednak moje życie biegnie, a raczej galopuje w szaleństwie, tracę poczucie dat, dni tygodnia… W pracy mam ogromy natłok, w domu z dziećmi nie lepiej. Jednak staram się jak najszybciej Wam odpowiedzieć i niektóre z Was dodać do grona naszych zaszczytnych „pisarzy”:)

Pozdrawiam, kashmer

PS. Z uwagi na zbliżające się Święta Wielkanocne – życzę spokoju i relaksu:)))

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] 4 tygodnie…..DEPRESJA, czyli o tym jak tu zadowolić kobietę?

Pogoda depresyjna, w około wszyscy chorzy….i jak na złość dopada mnie deprecha!!!!!
Wczoraj minęły 4 tygodnie od operacji i cholera jasna moja depresja była wycięta!!! A ja się czuję jak wrak kobiety i zamiast się cieszyć z nowego brzusia to myślę o tym, że jestem pocięta, jeszcze usztywniona, zdrętwiała i nie mam na nic siły.

Mam ochotę się wygadać, bo zastanawiam się czy też macie „żale” i słabsze zdrowie psychiczne?
Moja depresja zaczęła się po urodzeniu pierwszego dziecka i z różnym natężeniem atakowała moją głowę.
W najgorszych momentach było ciężko…konieczne leki i nawet terapia grupowa.
Najskuteczniejsza terapia została włączona właśnie 4 tygodnie temu, była to moja wymarzona plastyka i  teraz szlag mnie trafia, że zamiast cieszyć się życiem ja znowu zamulam!!!!!
Muszę znowu odwiedzić psychiatrę i poprosić o leki- piszę tutaj, bo wstukując każdą literkę uświadamiam sobie, że muszę o siebie zadbać- dla dzieci i dla siebie. Pisząc dla Was robi mi się lżej!!! I po raz kolejny uświadamiam sobie, że moje myślenie na każdy temat jest zbyt wyidealizowane i gdy napotykam choćby na najmniejsze utrudnienie to później mocno to odchorowuję.
Okres pooperacyjny też sobie zbyt pięknie wyobraziłam i teraz kiedy nadal jestem słaba i odczuwam jeszcze różne dolegliwości to odbija się na mojej psychice 😦 Załamuje się 😦 Chciałabym już wrócić do jakiś ćwiczeń, biegania a widząc jak mi idzie zwykłe chodzenie to średnio to sobie wyobrażam w najbliższej perspektywie.
A dodatkowo chyba robię z siebie sierotę, żeby usłyszeć jakieś słowa otuchy….a powinnam wziąć się w garść i nie użalać się nad sobą.
Zdjęcia z okazji 4 tygodni

[marggarita75] Będzie poprawka

Dzisiaj, krótko przed upływem czterech miesięcy od operacji byłam na konsultacji w sprawie poprawki moich cyców. Ponieważ dr. Furmanek mnie olał i nie odpowiedział na mojego maila z prośbą o ustosunkowanie się co do tego tematu, z polecenia i za czyimś pośrednictwem umówiłam się z dr. Łątkowskim w Polanicy Zdrój.

Pierwszy kontakt telefoniczny bardzo pozytywny, doktor od razu zrozumiał na czym polega moje niezadowolenie. Gdy rozebrałam się dziś przed nim pierwsza jego reakcja to zaskoczenie i pytanie „to są implanty?”. Potwierdził moje obawy, że w tym stanie rzeczy opadanie będzie postępować, bo implant jest duży. Po obejrzeniu mnie uznał, że przełożenie implantów pod mięsień da efekt, którego tak bardzo oczekiwałam, czyli wypukłości w górze piersi. Wytłumaczył mi to od strony anatomii, dlaczego tak jest. Implanty zostaną te same, dla bezpieczeństwa doktor zamówi nowe w ramach gwarancji, bo jak powiedział, zawsze może się okazać, że z implantem coś się dzieje, co nie daje zewnętrznie żadnych objawów i wtedy lepiej mieć wymiennik pod ręką. Jeśli się nie okażą potrzebne, zostaną oddane. Cięcia będą w tym samym miejscu, dlatego blizny muszą się jeszcze wygoić, żeby potem nie było problemów. Zaproponował termin czerwiec – lipiec, jednak nauczona doświadczeniem z brzuchem lato sobie odpuszczam. Umówiliśmy się na 31 sierpnia.

Jeśli chodzi o przygotowanie do operacji to wygląda to zupełnie inaczej. Samodzielnie mam wykonać zlecone badania. Operacja będzie popołudniu, potrwa ok. 1,5 godz. Potem jedna noc w klinice i przeprowadzka naprzeciwko do pensjonatu, gdzie doktor zaleca pobyt minimum dwa dni, a najlepiej trzy. Mam się przygotować na duży ból, bo przy implancie tej wielkości mięsień będzie bolał mocno. Do operacji mam mocno dbać o biust, nosić dobrze trzymający stanik, by zminimalizować dalsze rozciąganie skóry.

Jeśli chodzi o klinikę – pięknie wykończona. Po swojskim szpitalu w Trzyńcu – lux 🙂

Lekarz super, spokojny, cierpliwy. Córka, którą zabrałam ze sobą dostała możliwość podotykania sobie implantów 🙂

Cenę poznam jutro, bo doktor musi pomyśleć, jak do mnie podejść. No i poznałam. Po rabacie za znajomość koszt całościowy ze stanikiem pooperacyjnym 10 000. No to zaoszczędziłam na operacji w Czechach, masakra.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] Już 3 Tygodnie. Nowa Jolinda i powrót do rzeczywistości…

Dziewczyny dzisiaj strzeliło trzy tygodnie od operacji….
Ostatnie 3 tygodnie to w moim życiu jazda na wysokich obrotach, wiele zbiegów zdarzeń i przez to czuję się słabo. Czytam Wasze posty i przeżycia i wiele sobie sama wyjaśniam i dzięki temu mój lekarz nie musi mnie wysłuchiwać- ja oszczędzam na telefonie i paliwie 😀

Od zabiegu przez 2 tygodnie byliśmy u moich teściów…..masakra, armagedon. Fakt, zwracam honor pierwsze kilka dni extra!!! Ja leżałam, spałam a Oni śmigali przy garach i dzieciach- ja bezwzględne ZERO obowiązków. Po kilku dniach dzieci się pochorowały, teście wrócili do pracy a mój mąż mimo urlopu miał awaryjną sytuację w pracy więc siedział non-stop przy komputerze i latał od klawiatury do nocnika. Ja ledwo, ledwo ale co mogłam to pomagałam- czeski film.
Cały tydzień zamiast odpoczywać to śmigałam zamiast odpoczywać. W między czasie pochorowała się teściowa- na dodatek to moja córa ją zaraziła 😀 więc podświadomie musiałam czuć się winna!
Więc drugi tydzień rekonwalescencji u teściów wyglądał jak szpital polowy- WSZYSCY chorzy- cały dom. Tylko ja się uchowałam, bo byłam w trakcie antybiotykoterapii.

Po powrocie do domu, miało być spokojnie…miała do mnie mama przyjeżdżać i mi pomagać, ale jest chora….płakać mi się chce…

Odbija się wszystko na mnie…jestem zmęczona, blada, dopada mnie depresja. Nie mogę z domu wyjść z kilku powodów. Dzieci jeszcze dochodzą do siebie a ja opadam z sił-. Właśnie widziałam u jednej z Nas wpis o suplementacji i zamierzam za chwile skorzystać z pomocy i wezmę całą zalecaną kurację!!! Nie robiłam badań ale wydaje mi się, że wyniki miałabym …anemiczne. Zresztą każdy zabieg w moim życiu wygląda tak samo….mocne osłabienie organizmu i mnóstwo recept. Zawsze dłużej dochodzę do siebie niż inni 😦

To zdjęcie dzisiaj, które widzicie to już wygląda chyba w miarę OK- ostatnie kilka dni miałam skórę wokół blizny mocno opuchniętą i z widocznymi zgrubieniami- też od Was wiem, że mógł zacząć się zbierać płyn i albo uda się go rozmasować albo lekarz odciągnie płyn za pomocą igły. Masowałam, dbałam, natłuszczałam ale bywa z tym różnie. W tej chwili to martwią mnie boczki bo robią się jakieś uskoki 🙂 może za jakiś czas to się jakoś wyrówna. Na dole miałam duże, grube rozstępy i pewnie nie dało się ładnie tego zszyć….stąd takie góry i doliny.
W moich zaleceniach jest, że mogę bliznę smarować specjalnymi preparatami na blizny dopiero po miesiącu więc liczę, że wzmocnię działanie tych moich dotychczasowych specyfików  i efekt do lata będzie WOW!!!!

[Przed i 3 tygodnie po]

Featured image

[Moje zmartwienie- odcięcie nóg od talii]

Featured image

[nora] Operacja powłok brzusznych na NFZ jak i co

Już wszystko mówię. Trafiłam do chirurga NFZ z rozstępem mięśni prostych brzucha – obejrzał mnie podotykał i powiedział, że musimy poczekać, aż mięśnie wrócą jak najbardziej do swojego pierwotnego położenia, a że byłam dopiero 4 miesiące po porodzie to naprawdę brzuch był duży. Kolejna wizyta po 8 miesiącach i słyszę widzę poprawę ( ja też ja widziałam brzuch malał ) proszę przyjść za 3-4 miesiące. No to znów czekałam załamana, że jednak nic z tego, że chyba zostanę z tym brzuchem na zawsze albo na bardzo długie lata, bo jak nie teraz NFZ to kto inny 😦 . Czas szybko leciał ostatnia moją wizytę odbyłam 15.12.14r. weszłam do gabinetu pan doktor mnie po raz kolejny zbadał, obejrzał, naciągał skórę i powiedział. „brzuch już nie wróci do normy trzeba operować 🙂 muszę zrobić pani małe harakiri z brzuchem”. matko przeraziłam się zapytałam co i jak wiec: cięcie będę miała tak jak wy dziewuszki od biodra do biodra, skóra zostanie podniesiona, a mięsień zszyty. Na koniec naciągną skórę i tu jest duże ALE PĘPEK NIE ZOSTANIE NA SWOIM MIEJSCU obniży się o 2-3cm w dół niestety na NFZ nie mogą zrobić mi pępka 😦 . Nie wiedziałam co mam myśleć mieć płaski brzuch z dziwnie wyglądającym pępkiem czy męczyć się z oponka która wygląda koszmarnie. No i jak widzicie postanowiłam, że i tak brzucha nie będę odsłaniać grunt aby był plaski by założyć obcisłe ubrania. Operacje mam 27.02.2015r  jest chociaż jeden dobry plus, bo w prywatnej klinice „Stadmedica Centrum Medyczne”, która ma  podpisany kontrakt z NFZ. Pan doktor powiedział, iż chciałby właśnie zabieg przeprowadzić w tej klinice, bo tam ma lepszy sprzęt i większe możliwości niż w zwykłym szpitalu.

Teraz przygotowuje się powoli do operacji musiałam zrobić USG płuc, Muszę zrobić przeciwciała na żółtaczkę no i 10 dni przed zabiegiem przeróżne badania krwi.

Potrzebuje tez pas, który założą mi po wszystkim jednak muszę kupić go sama w centrum medycznym wiec prośba do was kochane jakiej szerokości mniej więcej są wasze pasy abym mogla wiedzieć w czym wybierać?????

Oto mój przestraszny PAN OPONKA 😦

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[kashmer] Milczący Furmanek

Zmogła mnie choroba, angina ropna. Nic przyjemnego, ale wracam do żywych. Oczywiście wczoraj i przed wczoraj byłam w pracy, bo łykam antybiotyk i czuję się dużo lepiej, a choruję od poniedziałku – dziś niedziela. Oczywiście czas „wolny” dał mi możliwość przeprowadzenia przemyśleń, różnej natury, ale oczywiście i tych dotyczących mojego brzucha. Cały czas wraca w mojej głowie temat „marszczaka”. Czy powinnam go poprawić itd. Poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym i nie wiem, czy powinnam to zrobić teraz, czy potem itd. Chciałam się skontaktować z Furmankiem, w zasadzie starania to wysłanie 5 maili ze zdjęciami. I cisza…. Teraz Dr. Furmanek już mnie nie widzi? Nie mam pojęcia, czemu nie odpisuje. To też mnie niepokoi, bo przyzwyczaił mnie do szybkich odpowiedzi. A tu zonk. Boi się mnie? Sam fakt ciszy z jego strony mnie niepokoi, bo od razu myślę, że nie odpowiada, bo uważa, że mogę go pociągnąć do darmowej poprawki, a może wie, ze to jego jakiś błąd, że może za bardzo pociągnął skórę czy cokolwiek? Bo przecież gdyby nie miał nic sobie do zarzucenia, to odzywałby się tak jak wtedy, a pierwsze moje zapytanie do niego wysłałam jakiś miesiąc po operacji? Podejrzewam, że spróbuję się do niego po prostu dodzwonić, ma telefon… No ciekawe. W sumie, gdyby się od razu odezwał, chyba nie miałabym rosnących obiekcji.

Dodatkowo – tak piszę, bo zauważyłam, że kiedy noszę spodnie, to blizna się obciera i czerwienieje. Chyba muszę zacząć smarować:)

A poniżej obecne zdjęcia „marszczaka” i w ogóle…

Marszczak

Na szczęście owo zmarszczenie nie idzie w górę, zatrzymało się. Jednak ja pracuję nad zgubieniem wagi, więc nie wiem, jak to będzie.

Całość

W portkach normalnie to wygląda. Do nowych rozstępów się przyzwyczaiłam. Leje na nie:)

marszczak

Blizna zgrubiała. A może marszczak to zrost? Oczywiście wszystko jeszcze się zmienia. Ja po prostu muszę się skonsultować w tej sprawie z lekarzem, który… mnie unika:)

marszczak

Marszczak na stojąco. W sumie pięknie się chowa pod bielizną, więc chyba dlatego mogłabym sie do niego przyzwyczaić.

brzuch

Marszczaka nie widać, aczkolwiek jest na „granicy krytycznej”

Kolejną myślą, jest skontaktowanie się z którymś z lekarzy w Polsce. Może świeży pogląd coś wyjaśni. Zobaczymy.

W każdym razie, jestem zadowolona z operacji, nie żałuję. Jest to spora ingerencja w organizm, jednak efekt jest wart. Tak czy inaczej mam już za sobą występ w kostiumie dwu-częsciowym i uważam, że był udany. Nie czuję się zakompleksiona. Jedynie sprawdzam, czy zmarszczak siedzi za majtami:) To wszystko. Ruchowo jestem całkowicie sprawna, unikam forsowania brzucha, ćwiczeń, bo po szyciu mięśni niestety ćwiczenia jak kiedyś trzeba sobie odpuścić, chyba już na zawsze. Rok czasu po operacji w ogóle zamierzam mieć „zezon ulgowy”. Myślę, że potem zacznę już dokładnie wiedzieć, na czym stoję.

[adzi218] Pierwszy tydzień rekonwalescencji za mną. To dopiero początek….

Tydzień za mną stuknął oczywiście wczoraj, ale dziś dopiero mam czas zasiąść przed kompem i zrelacjonować jego przebieg. Wczoraj byłam na kolejnej kontroli. Zapadła decyzja o wyjęciu mojego drugiego drenu (drenował wówczas na dobę około 20 ml i Dżizas dzięki za To). Doktor ocenił wszystko na piątkę ( ja mam jeszcze mieszane uczucia- wiem, wiem to trzeba czasu, ale wszystko jest jakieś takie pogniecione i spuchnięte … 🙂 ) Martwi mnie ta opuchlizna. Dokonałam pomiarów przed operacją i teraz wychodzi na to, że mam więcej 5 cm w talii i 6 cm w brzuchu…… Jedyne co uległo zmianie, to to, że brzuch jest płaski. Największą różnicę widzę pod biustem, tam jest płasko, a zawsze zaczynała się już lekka górka a potem góry, Góry, GÓRY 🙂 Te odgniecenia o których wcześniej wspomniałam widzę, że ciągle się pojawiają i znikają w różnych miejscach. Kashmer zagłębiłam się ( po raz kolejny  już)  w twoją historię. Otóż znalazłam w niej odpowiedź na aktualne zmartwienie – bolący mięsień na wysokości przepony, kłujący ból, pieczenie. Mam zupełnie to samo i mam też takie same obawy co do ewentualnego uszkodzenia szwu. Mam nadzieję, że Twój doktor miał rację odpowiadając ci, że ma prawo tak boleć. Wspominałaś też, że do dziś gdzieś coś odczuwasz, czy to właśnie to miejsce???? Kurcze gdyby nie ten mięsień, nie czułabym już wcale bólu. Tylko on potrafi mi spłatać figla i postawić w momencie na baczność. Zapytam doktorka co On o tym myśli.  Chodzę całkowicie wyprostowana i to w zasadzie od początku. Nie ciągnie mnie zbyt mocno, zapewne dlatego, że miałam mini plastykę i mój pępek jest tam gdzie był. Na wieczór czuję duży obrzęk, brzuch się wręcz pompuje. Wczoraj wyglądałam tak, zdjęcie zrobiłam jeszcze przed wizytą a więc z drenem:

brzuszek bok

W poniedziałek 4 listopada, w 10-tej dobie po operacji Dr. zdejmie mi szwy 🙂 Wreszcie zaliczę prysznic, bo już zmęczona jestem wygibasami przy myciu  od pasa w dół i górę 🙂 Boki po liposukcji jeszcze pobolewają, ale nie jest to nic wielkiego, przy dotyku wyczuwam pod skórą jakieś zgrubienia (????).  Ciężko ocenić mi szycie brzuszka bo ….. Prawie wcale nie widać u mnie  powstającej blizny- z uwagi na opuchnięcie jest ona jakby schowana. Nici jakimi jestem zszyta są super cienkie, pierwszy raz takie widzę. Tzn po cesarce na pewno miałam inne 🙂 Wiadomo NFZ:) Chodzę już normalnym tempem i chyba ogólnie za dużo już czynię, bo czasem ta opuchlizna na wieczór daje w d….. Muszę więcej się oszczędzać bo jeszcze dowojuje. W klinice Dr. również obowiązują amerykańskie zwyczaje a więc ubranko 3 tyg. Natomiast po tym jak wyszła akcja z mięśniem Dr. Zalecił mi nosić je 4 tygodnie. Ja natomiast wybieram dłuższą opcję i mam zamiar się je nosić 8 tygodni. Dźwignąć córkę wdł Dr. mogę po miesiącu, ale w bezpiecznych pozycjach ( Znam je od rehabilitanta- który pokazywał mi 9 miesięcy temu jak ćwiczyć na rozstęp kresy białej) Generalnie chodzi o to, że  wszystko załatwiam kolanami – nie podnoszę przy schyleniu ale przy kucnięciu. Mam nadzieję, że jakoś to będzie. Zaczynam drugi tydzień i mam nadzieję, że będzie niósł tylko coś co lepsze 🙂 Ps oczywiście liczę na to, że będzie się ładnie brzuszek goił (strach przed punkcjami i innymi dodatkami po operacji jest :/ )

[adzi218] Więc i ja korzystam z gościnności kashmer i dzielę się swoją historią

Trochę was zanudzę ale zacznę od początku. W grudniu 2012 roku urodziłam mój największy skarb – córkę Julię. Termin porodu miał być 16 listopada 2012 roku jednak młodej się nie śpieszyło. Do czasu terminu porodu przytyłam  13 kg więc tak znośnie. Tego samego dnia miałam ostatnią wizytę u gina, który pilnie skierował mnie z rozpoznaniem zatrucia ciążowego do szpitala. Tam się zaczęła jazda. Tona leków, ja puchnąca a dziecię zadowolone dalej siedziało w brzuchu- mimo 5 prowokacji. W 2 tygodnie doszło mi 6 kg, nie mogłam się ruszać tak bolał mnie brzuch. Dziś już wiem dlaczego…. Mięsień nie dał rady. Od zawsze coś ćwiczyłam więc mięśnie miałam mocne i nie poddały się rozciągnięciu. Po ciąży wyglądałam dalej jak w ciąży i to jak w 6 miesiącu. Oto mój bąbel- dwa dni przed porodem. Nienaturalnie wielki- każdy  się dziwił że rodzę tylko jedno dziecko normalnych gabarytów

. 2012-11-29 17.52.33 2012-11-29 17.52.24

Po ciąży zaczął się koszmar, 115 cm w brzuchu ( przed porodem miałam niewiele więcej bo 128……..) . Dwa miesiące po porodzie sytuacja jeszcze bardziej się zakręciła. Dostałam poporodowego zapalenia tarczycy….. Nie jadłam wiele a tyłam jak słoń……. Załamałam się. Odnalazłam się jednak na nowo w pasji do sportu. Zaczęła biegać i trenować z Ewą Chodakowską – dzień w dzień. Wówczas wiedziałam, że mam rozstęp kresy białej od pępka w dół. Waga ani drgnęła ale ciało stało się ładniejsze. Potem stwierdziłam, że w takim razie zoperuję brzuch, stracę w talii i będę proporcjonalna. Mąż pomógł mi zrealizować marzenie, zapewnił mnie o swoim wsparciu i sfinansował wszystko. Było to jakieś 3 miesiące temu. Wówczas odetchnęłam, przestałam obsesyjnie się zamartwiać wszystkim i pach jak z bicza strzeliłam diagnoza – zdrowa tarczyca!!! w miesiąc bez zmian w życiu spadło 8 kilo, potem kolejne 4. Wtedy ujawnił się wiszący fałd skóry na brzuchu. Generalnie doprowadziłam się przed operacją do takiego stanu:

DSC00105 DSC00107

Na konsultacji lekarz ocenił brzuch i stwierdził, że wykona tylko miniplastykę, która była zasadna z uwagi na fakt, że badanie mięśnia wskazywało, na rozstęp jest jedynie od pępka w dół.(byłam z tym u trzech lekarzy) Do tego miałam mieć lipo góry brzucha i boków. Operacja miała się odbyć 14 października ale byłam przeziębiona i anestezjolog się nie zgodził. Bogu dziękuję bo potem miałam cały tydzień mega kaszel i chyba umarłabym po wszystkim. 24 października stawiłam się w klinice doktora Mazana w Katowicach. Po niecałej godzinie jechałam już na salę operacyjną. Zrobili mi fotki, położyli na łożu i odjechałam po chwili w znieczulenie ogólne dożylne. O 22:30 się obudziłam. Okazało się po otwarciu powłok brzusznych, że mięsień jest w strzępach. Rozejście było na około 15 cm i to na całej długości. Doktorek musiał zrobić tunel podskórny od pępka aż do linii żeber aby go zszyć. Dodał, że 22 lata operuje ale takiego wyzwania jeszcze nie miał, operacja wydłużyła się o ponad 1,5 godziny. Podobno jak mnie wybudzali zaczęłam im tam kaszleć i się kładli na mnie aby mi szwy nie pękły. W nocy po operacji budziłam się kilka razy i było mi niedobrze ale nie wymiotowałam. Przechodziło i spałam dalej. Potem o 4:30 obudziła mnie potrzeba siku. Dostałam basen ale nie pokonałam bariery psychicznej, dlatego wstałam do ubikacji. Jak się tylko podniosłam to zjechałam na łóżko z ciemnią przed oczyma. Ale ponowna próba się powiodła, wysikałam się i szybko wracałam, bo też już brakowało krwi w głowie. Kolejne próby były już udane. O 9 rano byłam już w pełni uruchomiona. o 10:00 przyszedł lekarz opowiedzieć o tych rewelacjach. O 13:00 wypisano mnie do domu. Jeśli chodzi o klinikę o jest extra!!!! Wypas na maksa, łóżka cale na pilota, podgrzewane, pokoje dwu- osobowe, z tv i sat, łazienki nowiutkie w pokojach, kibelki wygodne z  uchwytami, obsługa przemiła. oto zdjęcia jeszcze  z kliniki:

20131024_172133 20131025_061404 20131025_112820

jakoś w miarę dojechałam do domu ale potem zaczął się koszmar. Leki puściły a ketonal nie pomagał. Do tego powrócił kaszel i flegma nie wiadomo skąd ( pewnie też po intubacji- z uwagi na długą operację) myślałam że umrę. Bolało tek, że aż piekło i szczypało. Noc jakoś przespałam, może ze dwadzieścia razy się budziłam ale spałam dalej. Rano o 5 musiałam już wstać bo ból boczków i kręgosłupa dawał w kość. Poszłam do kuchni zgrzać sobie wody i bum…… czarno przed oczami. Zdążyłam uklęknąć i zawołać męża, przybiegł położył mnie na ziemi i dawał nogi do góry. Kilka razy się to potem powtarzało. cały dzień ból strasznie mi dokuczał, do tego czasem musiałam odkaszlnąć i wtedy dopiero wszystko rwało. Jak kaszlałam to siadałam pochylona i trzymałam brzuch poduszką ( nauczyłam się tego po porodzie- po 13 h bóli krzyżowych miałam cesarkę jednocześnie mając zapalenie oskrzeli- też była jazda…. :/) Wieczorem już byłam lepsza, noc ładnie przespałam. Oczywiście mam dwa dreny od wypisu, które ciągle drenują. Teraz ściągają po około 90-120 ml na dobę……. Dzisiejszy dzień czyli trzeci jest już ok. Nawet weszłam pod prysznic, umyć się od pasa w dół, potem od pasa w górę nad umywalką. Boli mniej i lepiej mi idzie wstawanie itp. Dwie pierwsze doby były koszmarne. Dziś rano wyglądało to tak:

20131027_101639

Jutro na 10:00 mam kontrolę. Dreny chyba jeszcze mi zostawią niestety ale może zobaczę jak wygląda szycie. Pozdrawiam Was brzuszki kochane piękne i płaskie

[Ewka78] Mój brzuszek po 4 miesiącach

Hej dziewczynki! Dzisiaj mija 4 miesiąc jak już jestem poooo!!! Ale zleciało! Czuję się super i już całkiem zapomniałam że jestem po jakiej kolwiek operacji! Nic mnie nie boli i nie szczyka! Ha ha ha! Tylko bliznę smaruję oliwką. To takie fajne uczucie założyć w końcu normalne spodnie i powiedzieć:nie jest idealnie ale jest SPOKO!!! Bardzo się cieszę że podjęłam taką decyzję i jakbym miała to zobić jeszcze raz-zrobiłabym to! Trzymam kciuki za dziewczynki które są przed i chwilę po…

Oto, jak brzuch wygląda teraz:

[Ewka78] Mój pomysł na operację brzucha oraz realizacja

Hej dziewczyny!

Śledzę wasze wpisy od dłuższego czasu i także chciałabym się z Wami podzielić swoją historią..

O plastyce marzyłam przez dłłłłuuuugie 14 lat czyli od czasu porodu! zresztą tak jak każda z nas! Niestety ciąża mnie nie oszczędziła stąd mój kompleks. Przed ciążą nie miałam  żadnych problemów z ciałem no ale cóż… trzeba było coś z tym „fantem” zrobić.

Startowałam nawet do programu Sekrety Chirurgii ale dostałam się tylko do pierwszego etapu czyli do nagrania i zdjęć próbnych. Wielkiego Doktora Szczyta nie dane mi było poznać. Ale nie ma tego złego, więc dało mi to jeszcze większego kopa do działania i tak znalazłam klinikę w Kielcach. Lekarz wydał mi się godny zaufania i się zdecydowałam, ale na zabieg czekałam 4 miesiące, bo tyle miał poumawianych pacjętek. Operację miałam 21 czerwca a z kliniki wyszłam na drugi dzień. Dreny mi wyciągnął po 4 dniach. Nawet bólu nie czułam tylko mi plecy doskwierały, bo trzeba chodzić pochyło przez jakiś czas ale było warto. Do pracy wróciłam po równo 6 tygodniach.

Tak wyglądałam przed:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A teraz po:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zgodnie z obietnicą dodaję więcej zdjęć z róznego okresu po operacji…chociaż nie jest ich zbyt dużo. Ale postaram się coś napisać o samej operacji. Jak już pisałam zabieg miałam wykonany w Kielcach w klinice SELMEDIC. Jest to nie duża klinika ale opieka na jak najwyższym poziomie! Opiekują się pacjentem jak własną rodziną! Kurde szok!
Na zabieg jechałam z duszą na ramieniu (bałam się bólu i znieczulenia) ale cóż: „raz kozie śmierc!” Byłam tam na 14. Wszystko było już przyszykowane. Rano mogłam zjeść śniadanie bo i tak miałam znieczulenie w kręgosłup, więc byłam przytomna i dużo rzeczy pamiętam….Operacja trwała jakieś 2,5 godziny. Potem przewieźli mnie na salkę gdzie leżałam sobie sama, lekarz i pielęgniarka zostali ze mną na noc,ale spoko było bo nie czułam jakiegoś bólu ani nic z tych rzeczy,nawet chciałam iść do łaźienki ale mi nie pozwolili wstawać(mogłam dopiero na drugi dzień). I właśnie na drogi dzień wyszłam do domu z zaleceniami: dużo odpoczynku, uważanie na dreny,chodzenie pochyło i w razie bólu zażywanie leków KETONAL ale ich nie brałam bo mnie nie bolało nic. W 4 dobie po operacji jechałam na wyciąganie drenów…i tu niespodzianka bo spodziewałam się bólu a tu nic…spoko! Więc kolejne zalecenia… mogłam się po mału umyć w brodziku zmienić opatrunek ale nadal uważać na siebie i chodzić pochyło (oczywiście w pasie!).
W dwa tyg po operacji miałam wyciągnięte szwy. Wszystko goiło się super, potem tylko smarowałam bliznę i brzuch oliwką i maścią CONTRATUBEX. OOO a najgorzej było jak zachłysnęłam się kawą! Kaszel mimo woli!!! kurde szok! I to była właśnie najgorsza rzecz jaka spotkała mnie po zabiegu….Ale potem było z górki.. odpoczynek a po kolejnych dwóch tyg na kontrolę do lekarza, czyli byłam już miesiąc po zabiegu. Wszystko było super więc wyszłam z gabinetu z zaleceniami: chodzić w pasie, smarować bliznę a pozatym żyć normalnie oprócz dzwigania. W 6 tyg po zabiegu normalnie wróciłam do pracy( mam pracę trochę ciężką) ale dałam radę! Na kontrolę dolekarza mam iść za pół roku po zabiegu, więc pójdę tak w grudniu….(niech doktorek zobaczy swoje dzieło….) koszt zabiegu w całości wyniósł mnie 6000 zł.







[marcysia3] Brzuch siedzący po 5 tygodniach:)), czyli gdzie podziały się wałki. FOTO

Tak wygląda mój brzuch w różnych zgięciach. Najgorsze, jak wszystkie wiemy było zawsze nachylenie się na dół z lekkim skrętem tułowia, bo wisiało jak worek kartofli, a teraz naprawdę jest wyjściowo. Dodatkowo wrzucam zdjęcie w majtkach, bo uważam że mój tyłek po liposukcji boczków zmienił się o 100% na lepsze, jakby uniósł. Taki sobie bonusik:))ImageImageImageImage

[marcysia3] 3 tygodnie za mną, czyli czas na zadbanie o bliznę.

Dziś mijają 3 tygodnie od operacji. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, używam już mięśni brzucha czasem, do wstawania, do kaszlnięć (bez przesady oczywiście:). Wczoraj byłam na pierwszym masażu u pana Przemka, którego polecił mi dr Chęciński. Masaż ma służyć zmniejszeniu obrzęku i lepszemu gojeniu się blizny. Pan Przemek robi rodzaj drenażu brzucha, a także używa lasera do terapii samej blizny. Będę się z nim spotykała 3 razy w tygodniu przez 3 tygodnie.

Oto zdjęcia:ImageImage

Na zdjęciach widać pępek zaklejony moim plastrem silikonowym (pisałam o nim w poście o bieliźnie). Plaster jest wielorazowego użytku, można go myć mydłem Biały Jeleń i znów naklejać. Jest taką miłą mięciutką poduszeczką, prawie niewidoczną na skórze. Ma za zadanie utrzymać bliznę nawilżoną, zapobiegać przerostom, rozjaśniać.Tu zdjęcia blizny z plastrem z bliska:

ImageImage

Jeżeli chodzi o bliznę to spędziłam cały weekend oglądając na Youtube (i wczytując się w blogi) amerykańskie laski po tzw tummy tuck, czyli naszej plastyce brzucha. Filmów i blogów jest masa, niektóre bardzo ciekawe. To co różni amerykańskich lekarzy od mojego to przede wszystkim zalecenie co do czasu noszenia ubranka obciskającego. Tam jest to zalecane przez 3 tygodnie, ale też te dziewczyny mają okropne kłopoty z puchnięciem, co może mieć właśnie z tym związek. Wiele z dziewczyn poleca witaminę E do wcierania w bliznę, oczywiście większość stosuje masaże samej blizny, niektóre także całego brzucha.

Jeżeli same masujemy brzuch (powtarzam po p. Przemku) to zawsze od biustu w stronę pachwin, można to robić wałkiem do ciasta. Tak, tak…:)

Mam następujące produkty do masażu:

ImageImageImageImageI

I to chyba tyle. Następny post za tydzień, wtedy też pewnie wybiorę się na wizytę kontrolną do dr Chęcińskiego.

[kashmer] zdjęcia- półtora miesiąca po operacji

Chodzę w pasie, nie mam gorsetu. Na razie nie będę mieć – brak czasu…:(

Teraz miło wspominam ten miesiąc leżenia, bo teraz codzienność mnie goni minuta za minutą. Znów nie ma czasu na nic i gdyby nie Wy, blog by pewnie umarł śmiercią naturalną.

Bardzo Wam chcę podziękować, ze zgodziłyście się pisać, pokazać siebie. Mam nadzieję, że wszystkie będziecie w drugim miesiącu po operacji tak szczęśliwe jak ja. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie bez powikłań, a te jeżeli nastąpią będą proste do korekcji.

W ogóle fajne z Was babki – prywatnie, bo miałam tę możliwość kontaktu  z Wami poza blogiem oraz blogowo;)

To taki wstęp:))

Tak jak obiecałam wrzucam fotki w ciuchach. Czasem tak pójdę wyrzucić śmieci, albo podejdę so sklepiku po drugiej stronie ulicy. Na co dzień jak wspomniałam, chodzę jeszcze w pasie. Jeszcze dwa tygodnie myślę i go porzucę. Po trzecim miesiącu po operacji zaczynam lekkie ćwiczenia:)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[marcysia3] Już 2 tygodnie!

Dziś mijają 2 tygodnie i jest naprawdę coraz lepiej. Chodzę zupełnie prosto, cały czas w pasie, śpię też w pasie, zdarza się że na boku. Kąpałam się dwa razy, rana goi się OK, zostało jeszcze trochę strupków, więc nadal przemywam spirytusem lub Octeniseptem. Przestałam używać Betadine, bo już chyba nie ma potrzeby. Dziś posmarowałam miejsca bez strupków maścią natłuszczającą, bo wydawały mi się przesuszone. Pępek niestety chyba będzie z bliznowcem, jak mu się przyglądam to wydaje mi się że blizna jest lekko „rozjechana”, ale być może to minie. Do pępka, który jest jeszcze napuchnięty wkładam watę, żeby się nie odparzył. Lekarz zalecił wsypywać Dermatol, ale mam już dość żółtych plam na wszystkim. Na ranę przykładam gaziki i zapinam pas. Jak tylko zejdą ostatnie strupki naklejam plaster.

Piję dużo soku pomidorowego, biorę potas i cynk w postaci tabletek, nie palę, nie dźwigam, ale czasem już piję białe wino. Nie wiem szczerze mówiąc czy alkohol jest zabroniony czy nie, wiem że przed operacją nie wolno:) Aha, jeżdżę też jako pasażer na skuterze i prowadzę samochód (automat, ale i tak bym prowadziła, nawet gdyby nie był automatem). Dziś zrobiłam ostatni zastrzyk z Clexanu – robiłam je w sumie 15 dni, czyli 5 dni dłużej niż pierwotnie zalecone, bo zrobił mi się na ręki stan zapalny żyły od wenflonu, ale już minął.

Zamieszczam zdjęcie z przodu i z boku. Widać jeszcze dość mocną opuchliznę, zwłaszcza po liposukcji boczków. Mam teraz wąską talię i szerokie biodra, co jest w moim przypadku zupełną nowością:)) Mam nadzieję, że te boczki zejdą szybko, bo biodra wydają się w tej chwili szersze niż przed zabiegiem. Największą różnicę w objętości widzę w tej chwili pod biustem, gdzie zawsze już zaczynał się wypchnięty brzuch, a teraz jest płaściutko. No i oczywiście sam brzuch, płaski, bez wałków tłuszczu, bez wylewania się znad paska spodni.

ImageImage

[kashmer] Spokojny dzień przemysleń

Siedze wlasnie sobie nad poranna kawa. Dom pusty.
Polatalam troche po forach.
Trafilam na wątek, gdzie dziewczyny skarza sie na Furmanka, odnosnie operacji piersi, ze wyskoczyly nierownosci, ze cos jakby poszlo nie tak, nie po ich mysli ( chyba ze trzy osoby).
Mysle, ze na taka ilosc operacji, ktore sa tam wykonywane to nie ma znaczenia. Oczywiscie zadna kobieta nie chce byc na tym miejscu. Ale kazda operacja niesie za soba ryzyko. A to wszystko jest naprawde wpisane w te operacje. Mysle, ze po prostu brak jest u nas mowy i uswiadomienia kobiet, czym jest naprawde wstawienie implantow… Czytalam rozne fora, glownie zagraniczne przed podjeciem decyzji, bo tak jak juz pisalam w innym poscie- u nas w Polsce to nowosc. To duzo pieniedzy i maly odsetek kobiet stac w ogole na takie operacje. Mozna rzec, ze raczkujemy w tym temacie. Medycyna rowniez idzie do przodu z kazdym dniem, Mentor jako firma wciaz pracuje nad jakoscia implantow. A za granica tego typu powiklania o ktorych mowa na forach u nas to niestety codziennosc. Czesto kobiety przechodza kolejne operacje poprawienia umiejscowienia implantow, zmiany ksztaltu bo po ulozeniu okazuje sie, ze organizm nie reaguje „ksiazkowo”. Stad moja decyzja, ze nie poddam sie operacji powiekszenia biustu, chociaz sadzac po tym jak ladnie u mnie sie wszystko goi, moglabym miec duze szanse na powodzenie zabiegu. Poza tym operacja brzucha jest mniej ryzykowna i jedna na cale zycie. Implanty trzeba wymieniac. Niezaleznie od tego jakie sa dobre, bo z kazdym rokiem wzrasta ryzyko jego uszkodzenia, pomimo tresci na stronie Mentrora, zapewniajacych o wspanialym wyborze produktu itp.
Wazne sa rowniez zalecenia przed i pooperacyjne. Jezeli wszedzie mowi sie o niepaleniu przed i po operacji- to sie nie pali. Jezeli mowa, ze na czczo to na czczo. I to juz od dnia poprzedzajacego operacje po 18:00 tylko pic wode. Od rana w dniu operacji najlepiej nie pic i nie jesc. To ma ogromny wplyw na narkoze. Sama widzialam jak dziewczyny wymiotuja, bo np. pily wode na dwie godziny przed operacja. Odliczam oczywiscie predyspozycje organizmu. Bo takowe rowniez sa. Dodatkowo, jezeli mowa o tym, ze nosimy pas przez CONAJMNIEJ miesiac po operacji, to znaczy, ze nosimy a nie czasem tak a czasem tak. Jezeli nalezy spac na plecach to spimy na plecach- chocby nie wiem co. Wytrzymalam dwa tygodnie, wytrzymam kolejne dwa- trzy. I nie ma bata. To jest klucz do sukcesu. Jezeli mam sie nie przemeczac, to leze i pachne chocby nie wiem co. Jestesmy dorosle i rozmawiamy z mezami co ich czeka. Moj łyka dzien za dniem, ze musi robic wiekszosc. Dopiero wczoraj wstawilam pranie, pomoglam mu je powiesic siedzac. I nie chodzi o to, ze jestem nierobem. Ale wiem, ze niestosowanie do wytycznych moze sie zemscic.
Sam lekarz powiedzial, ze jezeli moge tak sobie pobimbac te trzy tygodnie to mam to zrobic. I robie, choc czasem juz mam cholerna ochote wziac moje laski na rece, przytulic. Moge siadac juz nirmalnie uzywajac miesni brzucha, ale tego nie robie. Oszczedzam. Cwiczenia po dwoch- trzech miesiacach. Koniec kropka.

[kashmer] Tydzień za mną

Dziś jeszcze lepiej się czuję. Myślę, że niedługo mąż będzie mógł odsapnąć. W piątek zdjęcie szwów. I rozmowa z Furmankiem:)
Wczoraj byłam u swojej lekarki, zaufanej po zwolnienie. Dostałam dwa tygodnie, więc byczę się do 16 tego. Potem wracam do pracy.
Moja Pani Doktór obejrzała brzuszek, powiedziała, że dobrze się goi. Ponaciskała tu i tam, wykryła stwardnienia dwa nieznaczne pod skórą w miejscu gdzie były dreny. Powiedziała, że to krwiaki pod skórą. Żeby nie powstały zrosty (chyba dobrze zdozumiałam), to dała maść. Smaruję się od wczoraj i serio czuję, że dziś są mniejsze. Oto maść:
20130605-084120.jpg

To taki żelik. Nic nie szczypie, w ogóle go nie czuć.
Lekarka pochwaliła moją decyzję. Stwierdziła, że decyzja doskonała, bo sama operacja przepukliny faktycznie nie ma sensu. Dobrze, że mogłam połączyć ją z plastyką.
Dziś wyglądam tak:
20130605-084358.jpg20130605-084409.jpg20130605-084421.jpg

20130605-084444.jpg

20130605-084452.jpg

Chodzę znacznie sprawniej. Leżę już normalnie na plecach, nie muszę miec juz podłożonych poduszek pod plecy. Nogi mam zgięte, jeszcze nie mogę rozprostować. Śpię nadal z poduchą pod kolanami. Ale wstaje szybko, używam już teochę mięśni brzucha. Dziś nawet wydmuchałam nos. Nie bolało:)

Ps. Pozdrawiam gorąco Was dziewczyny, które są tutaj ze mną i czytają wypocinki!:)