[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[martka892] Witajcie

Hej hej witam wszystkie Panie te po jak i przed operacją. Wracam odmieniona w 100% – szczesliwa kobieta. Zaczne od poczatku;
W ciazy przytylam ponad 20kg. W koncowej fazie ciazy wazylam prawie 90kg. Urodzilam we wrzesniu 2011 zdrowa coreczke i wtedy tez zaczal sie moj koszmar. Wygladalam jak gruba swinia z meeeeeega rozstepami. Z dnia na dzien zaczelam sie odchudzac w ciagu 6 msc schudlam do wagi 54kg. Cwiczylam duzo plus zajmowanie sie dzieckiem itd – maz w ciaglych delegacjach wiec wszystko bylo na mojej glowie. Po tych 6 msc wygladalam extra bombastycznie. Laseczka ale tylko w ubraniu….Niestety skora na brzuchu nie wciagnela sie dodatkowo wielkie glebokie rozstepy swedzialy niemilosiernie…i takim oto sposobem wpadlam w depresje, ktora skonczyla sie wizyta u psychiatry i przyjmowaniem antydepresantow. I tak mordowalam sie 2 lata mimo,iz wiedzialam o tych wszystkich plastykach itd. to po prostu nie bylo mnie na nie stac. Az pewnego dnia natknelam sie na forum beautywpolsce i tam przeczytalam o dr Furmanku z Czech i o tak zaskakujaco niskich cenach za zabieg. Bez zastanowienia do niego zadzwonilam i umowilam sie na konsultacje. Czekalam 3msc.
Nadszedl dzien konsultacji sierpien 2014- pojechalam z mezem, wizyta trwala ok 15 min. Doktor zaproponowal mi termin operacji na maj 2015. To byl wtedy najblizszy termin…
Bylam szczesliwa i odliczalam dni…pieniadze mialam juz odlozone. Jednakze niespodziewanie udalo mi sie zamienic z jedna z dziewczyn i wskoczylam na listopad 2014r.

Dzien operacji

Wrazenia; bardzo pozytywne.
Szpital,lekarz i caly personel miło mnie zaskoczył. Mimo że jest to szpital państwowy warunki ma bardzo dobre.
Przyjechalam rano na czczo, pobiegalam troszke po piętrach zrobiłam wszystkie badania skonsultowalam sie z anestezjologiem zapłaciłam za zabieg i pożegnałam się z moim kochanym mężem i córcią. Dla nich wynajelam nocleg na czas mojego pobytu u Pani Kasi w Cieszynskiej Chacie.
Pielegniarka zaprowadzila mnie na sale i kazala sie wykompac oraz czekac na konsultacje z Dr Furmankiem. Czekalam ok 3h po czym zawolano mnie do gabinetu. Dr bardzo mily odpowiadal na moje wszystkie pytania. Narysowal linie cięcia na moim brzuchu zrobil zdjecia itd.
Wrocilam na sale i czekalam podniecona na zabieg. Przed zabiegiem pielegniarka założyła mi cewnik/do przeżycia /i uciskające pończochy. Chwile przed zabraniem mnie na sale operacyjna dostalam glupiego jasia…cos tam chyba działał bo jechalam calkowicie wyluzowana.
Operacja trwala ok 3h. Wszystko poszło gładko. Obudzilam sie z lekkimi mdlosciami. Ale szybko zasnelam. W sumie nie bolało jakoś strasznie, nieprzyjemne było tylko oczyszczanie drenów. I tak zleciał moj caly pobyt tam…w dzien wypisu czulam sie strasznie. Krecilo mi sie w glowie mialam mdlosci bylo mi slabo – wszystko przeszlo gdy lekarz wyjal mi dreny zalozyl pas – wstalam jak nowonarodzona. 2 tyg dochodzilam do siebie w domu po czym wrocilam do pracy. A teraz słowa ku pokrzepieniu; WARTO BYŁO mimo bólu mimo tego ze wszyscy wokol byli przeciwko,  wsparcie mialam tylko w mężu ktory i tak swoje mowil nawet w dniu operacji…Nie zastanawiajcie się, jeśli tylko macie środki finansowe to nie zwlekajcie. Szkoda czasu. Jedyne czego żałuje to  że nie zrobiłam tego conajmniej rok wcześniej. Polecam dr Furmanka.

Zdjęcia przed

Zdjęcia po:

Pozdrawiam!

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[kashmer] Kilka fotek po dwóch latach po operacji

Nadchodzi lato, a ja już się nie boję:)

Nie mam problemu z tym jak wyglądam, a jeszcze dokładnie pamiętam masę kompleksów, koszmarnego samopoczucia, kiedy ktoś mnie chciał przepuścić w kolejce, bo jestem w ciąży… A ja z wózkiem i z córką, a mój brzuch wypinał się dziarsko do przodu, bez mojej kontroli.

Biegam już bez problemów, pewne ćwiczenia fizyczne są jednak dla mnie niedostępne. Już nie porobię 100 brzuszków, co najwyżej kilka i ostrożnie, bo czuję miejsce, gdzie mięśnie były szyte, pomimo tak odległego czasu, kiedy poddałam się operacji. Myślę, że nie wszystkie kobiety mają tę przypadłość po takim czasie od operacji, trochę mnie to ciekawi. Więc jeżeli jest tu kto po tak długim czasie, proszę o opis:)

Dodatkowo pracować zaczęłam nad zgubieniem wreszcie lekkiej nadwagi i powrocie do liczby kilogramów sprzed dwóch ciąż. Ważyłam wtedy około 50 kilo. Niestety po Świętach Bożego Narodzenia dobrałam 6 kilo i rok zaczęłam z wagą 67 kilo. Dziś ważę 58, zgonić zostało jeszcze 8. Jestem na dobrej drodze, nie odmawiam sobie niczego, liczę solidnie kalorie ale zapewniam organizmowi odpowiednią dawkę węglowodanów, tłuszczy i białka. Nie segreguję jedzenia, nie wyrzuciłam majonezu, pizzę też zjem. Wszystko jednak kalkuluję, żeby nie okazało się, że nagle zemdleję. To chyba pułapka na nas kobiety, gdzie zewsząd bombardują nas hasłami „Dieta cud”, nie jedz tego, nie jedz tamtego. To wszystko jest bez sensu. Je się wszystko, co się lubi, słodycze również (aczkolwiek po ciążach mój organizm totalnie odrzucił słodycze, zostawiając mi małą alternatywę w postaci herbaty z cukrem i kawy, w którą zawsze walnę półtorej łyżeczki cukru). Nie zwariowałam, aby nie napić się piwka, czy wina, a niektóre z moich koleżanek wykluczyły to ze swojej diety, wykluczając się jednocześnie z jakże cudownego „wypadu” w babskim gronie do pubu. Ja wtedy tak rozplanuję to, co mam zjeść, że starczy mi miejsca na dwa browarki. A waga w dół. Też nie za dużo, staram się wolno zmniejszać nacisk swojej osoby na kulę ziemską. I tak oto powoli, ale idzie w dół moja waga. A brzuchal wygląda jak na zdjęciach poniżej.

Dodam jeszcze, że witam serdecznie nowe koleżanki w gronie, bardzo się cieszę, że czytałyście i chcecie się podzielić. Ja staram się żadnej z Was nie zostawić bez odpowiedzi, jednak moje życie biegnie, a raczej galopuje w szaleństwie, tracę poczucie dat, dni tygodnia… W pracy mam ogromy natłok, w domu z dziećmi nie lepiej. Jednak staram się jak najszybciej Wam odpowiedzieć i niektóre z Was dodać do grona naszych zaszczytnych „pisarzy”:)

Pozdrawiam, kashmer

PS. Z uwagi na zbliżające się Święta Wielkanocne – życzę spokoju i relaksu:)))

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[marggarita75] Wątpliwości

Mija prawie dwa i pół miesiąca od operacji. Fizycznie już o niej zapomniałam, śmigam w normalnych stanikach, funkcjonuję jak każdy. Blizny się pięknie goją, te wokół otoczki są niewidoczne, pionowe bledną. Były małe perypetie z wychodzącymi szwami ale odpadły i jest ok. Teoretycznie powinnam być zadowolona…

Jednak patrząc codziennie w lustro widzę postępujące opadanie piersi i zaczyna mnie to martwić. Dwa miesiące po nie wygląda to jeszcze źle ale co będzie dalej? Mam spory rozmiar, który trzyma tak naprawdę tylko skóra. Do tego przeniesione sutki wraz z opadaniem piersi idą co raz wyżej i już teraz ubierając bardotkę muszę momentami poprawiać wychodzący ze stanika sutek. Zaczynam poważnie rozważać ponowny zabieg i przełożenie implantów pod mięsień. Jestem po wstępnej rozmowie z dr. Michalakiem z Wrocławia, który wykonywał już takie zabiegi. Najszybciej mogłabym to zrobić pół roku po pierwszej operacji.

Napiszę jeszcze maila do dr. Furmanka ale nie liczę na jego pomoc, bo sporo czytałam o:

a) jego niechęci do poprawek

b) oporowi co do umieszczania implantu pod mięśniem w przypadku sporej wyjściówki

Generalnie moje zadowolenie zaczyna się obniżać wraz z moim biustem.

20150112_21014020150112_210112

Dorzucam zdjęcia na których wyraźniej widać problem. Co ciekawe dopiero na tych fotkach widzę, że nierówno opadły 😦20150118_153443 20150118_153536

[marggarita75] Trzy tygodnie z hakiem :)

W środę minęły trzy tygodnie od operacji a ja powoli zapominam o szpitalu i zabiegu. Po drodze zaliczyłam wycieczkę do Trzyńca. Wycieczkę, bo kontrola, którą miałam mieć u dr. Furmanka 10-go listopada nie doszła do skutku z powodu choroby doktora. Panie w rejestracji stwierdziły, że nie miały mojego numeru telefonu,żeby poinformować mnie o odwołaniu konsultacji i bezradnie rozłożyły ręce. Numer oczywiście podawałam w karcie zgody na operację, która w tym momencie znajdowała się już w archiwum. Odeszłam z kwitkiem, wkurzona bo bez sensu zaliczyłam 160 km.

Po konsultacji mailowej ustaliłam z doktorem, że kolejny raz już nie jadę do Trzyńca tylko idę do chirurga u siebie. Jednak z racji tego, że kolejny dzień to było święto i szanse na chirurga zerowe, wlazłam pod upragniony prysznic. Wykąpałam się, zdjęłam plasterki ze szwów. Blizny potraktowałam octeniseptem. Przez następne dni zaczęłam je smarować linomagiem. Strupki elegancko poschodziły, blizny wokół otoczki to cieniutkie, niewidoczne niteczki, te pionowe są nie co bardziej widoczne. Jednak wszystko jest ładnie zasklepione, piersi już opadły i są naprawdę fantastyczne w moim odczuciu. Na dzień dzisiejszy miękkie, trochę drętwe w okolicy sutków. W efekcie do chirurga nie dotarłam do dziś.

Po próbach z bielizną zakupiłam stanik 80F, jednak jeśli jeszcze nie zmaleją to chyba 80G będzie odpowiedniejsze 🙂 Jednak stojąc przed lustrem nie widzę tak potężnego rozmiaru.

Śpię nadal na plecach i jakoś mi to przestało doskwierać. Robię wszystko po za podnoszeniem rąk do góry, tak się zastanawiam kiedy będę mogła to robić?

20141122_162433 20141122_162445

[marggarita75] Powrót do Trzyńca

Temat piersi powrócił. Za trzy tygodnie, 29 października jadę do dr. Furmanka na powiększenie i lifting piersi.

Długo się zastanawiałam, myślałam, drążyłam. W końcu wysłałam maila i jestem w ciężkim szoku, że termin jest tak bliski. Spodziewałam się wiosennych dat a tu taka niespodzianka.

Cena operacji to 24000 sam zabieg, do tego szpital 3600 koron trzy dni, 1000 koron stanik no i koszt implantów. Dr dał mi wybór – mentory za 32000 lub eurosilicony za 24000. Na razie czytam opinie o obu firmach i myślę. Może ktoś mógłby podzielić się jakimiś uwagami?

Zdjęcia wrzucę jak obrobię bo nie chcę świecić cyckami na google 😉

[marggarita75] Prawie 5 miesięcy po…

Za chwilę minie 5 miesięcy od zabiegu. Zapomniałam o nim już całkiem, czasem jak poszaleje przypomina mi o nim mięsień, który był szyty. Bliznę smaruję raz dziennie contratubexem, jest gładka, miękka ale nadal fioletowa. Ta na podbrzuszu, pępek jest jaśniutki w porównaniu do niej.

Działam normalnie, pracuję, biegam i myślę o moim przyszłym biuście 😉

A wygląda to tak:

ObrazekObrazek

[kashmer] Milczący Furmanek

Zmogła mnie choroba, angina ropna. Nic przyjemnego, ale wracam do żywych. Oczywiście wczoraj i przed wczoraj byłam w pracy, bo łykam antybiotyk i czuję się dużo lepiej, a choruję od poniedziałku – dziś niedziela. Oczywiście czas „wolny” dał mi możliwość przeprowadzenia przemyśleń, różnej natury, ale oczywiście i tych dotyczących mojego brzucha. Cały czas wraca w mojej głowie temat „marszczaka”. Czy powinnam go poprawić itd. Poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym i nie wiem, czy powinnam to zrobić teraz, czy potem itd. Chciałam się skontaktować z Furmankiem, w zasadzie starania to wysłanie 5 maili ze zdjęciami. I cisza…. Teraz Dr. Furmanek już mnie nie widzi? Nie mam pojęcia, czemu nie odpisuje. To też mnie niepokoi, bo przyzwyczaił mnie do szybkich odpowiedzi. A tu zonk. Boi się mnie? Sam fakt ciszy z jego strony mnie niepokoi, bo od razu myślę, że nie odpowiada, bo uważa, że mogę go pociągnąć do darmowej poprawki, a może wie, ze to jego jakiś błąd, że może za bardzo pociągnął skórę czy cokolwiek? Bo przecież gdyby nie miał nic sobie do zarzucenia, to odzywałby się tak jak wtedy, a pierwsze moje zapytanie do niego wysłałam jakiś miesiąc po operacji? Podejrzewam, że spróbuję się do niego po prostu dodzwonić, ma telefon… No ciekawe. W sumie, gdyby się od razu odezwał, chyba nie miałabym rosnących obiekcji.

Dodatkowo – tak piszę, bo zauważyłam, że kiedy noszę spodnie, to blizna się obciera i czerwienieje. Chyba muszę zacząć smarować:)

A poniżej obecne zdjęcia „marszczaka” i w ogóle…

Marszczak

Na szczęście owo zmarszczenie nie idzie w górę, zatrzymało się. Jednak ja pracuję nad zgubieniem wagi, więc nie wiem, jak to będzie.

Całość

W portkach normalnie to wygląda. Do nowych rozstępów się przyzwyczaiłam. Leje na nie:)

marszczak

Blizna zgrubiała. A może marszczak to zrost? Oczywiście wszystko jeszcze się zmienia. Ja po prostu muszę się skonsultować w tej sprawie z lekarzem, który… mnie unika:)

marszczak

Marszczak na stojąco. W sumie pięknie się chowa pod bielizną, więc chyba dlatego mogłabym sie do niego przyzwyczaić.

brzuch

Marszczaka nie widać, aczkolwiek jest na „granicy krytycznej”

Kolejną myślą, jest skontaktowanie się z którymś z lekarzy w Polsce. Może świeży pogląd coś wyjaśni. Zobaczymy.

W każdym razie, jestem zadowolona z operacji, nie żałuję. Jest to spora ingerencja w organizm, jednak efekt jest wart. Tak czy inaczej mam już za sobą występ w kostiumie dwu-częsciowym i uważam, że był udany. Nie czuję się zakompleksiona. Jedynie sprawdzam, czy zmarszczak siedzi za majtami:) To wszystko. Ruchowo jestem całkowicie sprawna, unikam forsowania brzucha, ćwiczeń, bo po szyciu mięśni niestety ćwiczenia jak kiedyś trzeba sobie odpuścić, chyba już na zawsze. Rok czasu po operacji w ogóle zamierzam mieć „zezon ulgowy”. Myślę, że potem zacznę już dokładnie wiedzieć, na czym stoję.

[kashmer] 4 miesiące za mną

Postanowiłam i ja napisać, jak się zmieniło przez ten czas odczuwanie przeze mnie brzucha.
Nie chodzę w pasach juz wcale. Od miesiąca conajmniej. Nic. Smaruje doraźnie, lepiej powiedzieć- kiedy mi się przypomni. Czyli w zasadzie wcale. Od mojego ostatniego wpisu smarowałam blizne dosłownie 3 razy żelem. Ech. Nie mam ja mocnego charakteru pod tym względem. Ale blizny są ok. Z uwagi na fakt, iż nie noszę pasa- cały czas blizna pozioma ma kontakt z odzieżą. Stąd jest bardziej czerwona, niż ta na pępku.
Ćwiczę -tak na razie spokojniutko. W domu. Taki sobie areobik przy muzyczce. Brzuszków jeszcze nie trzaskam. Mam czas. W planie siłownia, a konkretnie rowerek i bieżnia. Innych ćwiczeń raczej nie lubie:(
Jeżeli chodzi o ból, to w zasadzie go nie ma. Czasem czuję, że coś tam w środku było robione- głównie mięsień. Mam wrażenie, że jeszcze jestem lekko opuchnięta wokół pępka. Zobaczymy.
Oczywiście doktor się nie odezwał do mnie w związku z moim marszczakiem. Nic:) Może był na urlopie a może nie dokoał się jeszcze do mojego maila sprzed dwóch miesięcy. Zobaczymy. Na razie marszczak jest ze mną, nie rozrasta się i nauczyłam się go tolerować.
Chudnę:) ważę obecnie 60kg. Czyli 5 na minusie od początku przed operacją. Wolno. Ale chyba tak trzeba. Nie za szybko, żeby znów skóra nie obwisła:)
Reasumując- cieszę się coraz bardziej z podjętej decyzji. Naprawdę.
Załączam fotki:

20131002-133401.jpg

20131002-133415.jpg

20131002-133430.jpg

20131002-133442.jpg

20131002-133456.jpg

20131019-115255.jpg

20131019-115318.jpg

20131019-115337.jpg

[ marggarita75] Piersi

Decyzja zapadła. Zgłosiłam się do dr. Furmanka z prośbą o operację piersi. Mój plan był taki by zrobić lifting z wypełnieniem wkładkami. Wysłałam zdjęcia i przyszła odpowiedź.

Termin 16-go kwietnia 2014. Doktor proponuje sam lifting bez wkładek, stwierdził, że byłoby to zbyt ryzykowne i według niego niepotrzebne. Jeśli już to wkładki po 3 miesiącach od operacji. Opisał mi też szczegóły zabiegu – 3-4 godzinna operacja w narkozie, cięcie wokół otoczki, pionowo i w bruździe podpiersiowej. Koszt operacji z hospitalizacją i stanikiem 33400 koron. Muszę też wpłacić 160 zł zaliczki. To mnie akurat dziwi, bo przy brzuchu nie wysyłałam nic wcześniej.

No cóż, postanowiłam mu zaufać, chociaż boję się, że zmniejszy mi się rozmiar po operacji. Z drugiej strony, jeśli będą podniesione, mogłabym następnie zrobić to co planowałam wcześniej – wypełnić je własnym tłuszczem zamiast silikonu. Mam czas by pomyśleć.

I zakładam, że to będzie moja ostatnia operacja plastyczna 🙂

[marggarita75] Dwa miesiące bez worka

Obiecałam Kashmer, że wrzucę dzisiaj fotki więc dotrzymuję słowa.

Minęły dwa miesiące od operacji, zapominam już o tym, że była. Nic mnie nie boli, nie puchnie. Żyję w biegu, jestem po dwóch na maksa intensywnych imprezach – weselu i hucznych urodzinach koleżanki, jedna i druga przetańczona na szpilach całą noc. Żadnych zakwasów, bólu brzucha czy opuchlizny. Moja pielęgnacja blizny ogranicza się do smarowania jej contratubexem, raz, dwa razy dziennie. Nie noszę już wcale pasa ani gorsetu.

Po odpowiedzi dr. Furmanka, od września wracam do ćwiczeń siłowych. Z jego zaleceń wynika, by zapomnieć na zawsze o ćwiczeniu mięśni brzucha, co mi odpowiada, bo skupię się na nogach. Uda mam galaretowate ale nie będę tego ciąć, zrobię dwie serie endermologii i co będzie to zostanie. Za to piersi nadal wiszą w podświadomości 😉

A taka jestem teraz, trochę mi się schudło

ObrazekObrazekObrazek

[kashmer] brzuchal po 2 miesiącach:)

Długo mnie tu nie było pod względem postów- ale raz, kompletnie nie mam czasu na nic. Praca, dzieci, praca, dzieci i koniec czasu:)
Ale do sedna.
Ciężko z pielęgnacją. Jakoś nie mam czasu. Więc nie mam plastrów, smaruję raz na tydzień, może i to tylko kremem dziecięcym, kiedy czuje, że skóra wyschła:(
Mimo wszystko goi sie swietnie.
Moje marszczenie sie nie zmienia. Ani lepiej ani gorzej. To, ze nie wystaje z galotów, spodni- czyni mnie spokojna i daje niemal olewczy stosunek do tej wady. Moze to kiedys skoryguje. Na razie nie mam czasu o tym myslec:)
Reasumujac:
-czuje brzuch, czasem cos ukluje
– czuje miejsca po liposukcji, kiedy naciska
– zszyte miesnie czuje, czasem swedza, ale juz ich uzywam.
-nosze gorset, praktycznie caly czas. Czesto w nim spie, koedy czuje sie zmeczona chodzeniem bez niego w dzien.
Oto foteczki:

20130826-152649.jpg

20130826-152735.jpg

20130826-153116.jpg

20130826-153216.jpg

20130826-153315.jpg

20130826-153410.jpg

[marggarita75] Spotkanie z chirurgiem

Udałam  się na planową wizytę kontrolną do mojego chirurga. Szłam z duszą na ramieniu bo szew, który wykluł się z brzucha nie odpadł sam i wiedziałam, że czeka mnie  jego wyciąganie. Zrobiłam sobie też listę kilku pytań.

Z wyciąganiem szwu zrobiło się śmiesznie. Z dygocącymi nogami położyłam się na stole, doktor, podszedł, pociągnął i mówi z uśmiechem – a nie próbowała pani sama tego wyciągnąć? To ja, że owszem, tydzień temu 🙂 Doktor zaczął się śmiać i stwierdził, że powinnam był spróbować dzisiaj. Bo nitka odpadła jak pociągnął.

Z listy pytań:

1. orbitrek, rower – mogę wsiadać nawet dzisiaj

2. Pas – nosić jak najdłużej bo wtedy modeluje się ładnie sylwetka. Pas najlepiej w dzień, na noc uciskowa bielizna. Nie do przejścia, pas jest już niezdatny do noszenia.

3. Blizna – tylko i wyłącznie contratubex! Plastry wg. doktora to zbędny wydatek, drogi i zupełnie niepotrzebny. Sprawdziłam wypis z Trzyńca i tam też contratubex jest wymieniony jako jedyny.

4. Spanie – w dowolnej, pasującej mi pozycji.

Ogólnie doktor powtórzył zdanie sprzed miesiąca, że szew jest zrobiony po mistrzowsku, goi się pięknie i nie mam powodów do zmartwień. Mam funkcjonować już całkiem normalnie. Jedyne co nie opalać blizny ale za to pod koniec wakacji mogę się wykąpać w morzu 🙂

[marggarita75] 4 tygodnie metamorfozy

Dzisiaj mija równo cztery tygodnie. Przeleciało jak z bicza. Sporo się wydarzyło przez ten czas w moim życiu, tak jakby zlikwidowanie największego kompleksu spowodowało odmianę mojego losu i lawinę pozytywnych zdarzeń 🙂 A może to odzyskana pewność siebie i poczucie zadowolenia sprawia, że przeznaczenie staje się łaskawsze.

Czuję się dobrze, powoli znika napięcie z brzucha. W sobotę nawet poimprezowałam. Generalnie jeśli chodzi o pielęgnację blizny, to na dzień zakładam plaster, wieczorem ściągam, myję bliznę szarym mydłem i smaruję maścią Dermabliz z alantanem. I tak zostawiam na noc.

Noszę uciskowe majty, czasem na noc pas, czasem założę gorset. Z gorsetem zrobił się problem. Jest on wzmocniony fiszbinami. Jedna z nich przebiega przez środek brzucha i przy dłuższym siedzeniu tak wgniotła mi szew, że zrobiła się ranka. Musiałam na razie zrezygnować w tym miejscu z plastra, odkażam octenisteptem i znów się goi. Wyszła mi w tym miejscu też mała pętelka szwu. W przyszłym tygodniu mam wizytę i chirurga, dzisiaj z nim rozmawiałam i mam się nie niepokoić, po prostu trzeba będzie to wyciągnąć.

Ściskać brzuch zamierzam jeszcze równo miesiąc. Zastanawiam się nad liposukcją ud i bioder, po powrocie dr. Furmanka z urlopu będę się z nim kontaktować w tej sprawie, bo widzę teraz dysproporcje miedzy talią a biodrami i wkurza mnie to.

A wyglądam teraz tak:

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Tak wygląda wystający szew:Obrazek

A tak ja w majtach: Obrazek

[kashmer] zdjęcia- półtora miesiąca po operacji

Chodzę w pasie, nie mam gorsetu. Na razie nie będę mieć – brak czasu…:(

Teraz miło wspominam ten miesiąc leżenia, bo teraz codzienność mnie goni minuta za minutą. Znów nie ma czasu na nic i gdyby nie Wy, blog by pewnie umarł śmiercią naturalną.

Bardzo Wam chcę podziękować, ze zgodziłyście się pisać, pokazać siebie. Mam nadzieję, że wszystkie będziecie w drugim miesiącu po operacji tak szczęśliwe jak ja. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie bez powikłań, a te jeżeli nastąpią będą proste do korekcji.

W ogóle fajne z Was babki – prywatnie, bo miałam tę możliwość kontaktu  z Wami poza blogiem oraz blogowo;)

To taki wstęp:))

Tak jak obiecałam wrzucam fotki w ciuchach. Czasem tak pójdę wyrzucić śmieci, albo podejdę so sklepiku po drugiej stronie ulicy. Na co dzień jak wspomniałam, chodzę jeszcze w pasie. Jeszcze dwa tygodnie myślę i go porzucę. Po trzecim miesiącu po operacji zaczynam lekkie ćwiczenia:)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[kashmer] Ściągnięty szew

Mój szew wygląda jak na zdjęciach poniżej. Nie wiem, czy ma mnie to niepokoić, czy nie. Czuję się dobrze, nie boli. W ciuchach wyglądam dużo lepiej. Brzuch płaski.
Napiszę do Furmanka, co ewentualnie będzie można z tym zrobić i kiedy. W ogóle jak on to widzi.
Pępek goi się też ok. W sumie w ogóle ok.
To marszczenie po prostu mnie rozprasza:)

20130711-095728.jpg

20130711-095751.jpg

20130711-095803.jpg

20130711-095810.jpg

20130711-095818.jpg

20130711-095827.jpg

20130711-095835.jpg

20130711-095842.jpg

[marggarita75] Trzy tygodnie a wieczność cała :)

Dzisiaj mija trzy tygodnie od mojego zabiegu. Powoli zapominam, że jestem po operacji. Wróciłam do w miarę aktywnego życia, oprócz dźwigania i generalnych porządków robię wszystko. Dzisiaj pierwszy raz obudziłam się o 7 rano, a nie w środku nocy. Może to wynik tego, że momentami obracam się już na bok. Brzuch robi się co raz bardziej płaski. Dzisiaj stojąc przed lustrem zobaczyłam już zarys mięśni na środku. Podoba mi się to co raz bardziej.

Plaster dzisiaj lekko odparzył mi skórę. Nie jest to widoczne, ale piekło lekko i do jutra rana go odstawiam.

Złapałam się na tym, że muszę się kontrolować i przypominać sobie, że pewne rzeczy są jeszcze dla mnie zabronione. Dzisiaj prześladowała mnie myśl, by wsiąść na orbitreka i spróbować polatać na najniższym poziomie. Opamiętałam się ale nie wiem na jak długo 🙂

A dziś wyglądam tak:

ObrazekObrazek

[kashmer] Nie zdejmuj pasa…

No i stało się. Jestem cała obolała na brzuchu. Z uwagi na upały i fakt, że ściskanie pasem (nie robię tego zbyt mocno) stało się dla mnie bardzo męczące, zaczęłam go unikać. Najpierw na noc- ale tu ok, bo śpię na pleckach i ani drgnę. Jednak również w dzień zaczęłam brykać po domu bez pasa. Dodatkowo dziś poszłam bez niego do pracy, bo chciałam już strasznie normalnie wyglądać.
Już w samochodzie (dziś nie automat, bo auto męża) pierwsze kilka zmian biegów i poczułam, że jednak mięśnie brzucha pracują za kierownicą. Dodatkowo brak pasa i po dojechaniu do żłobka, czułam już, że się coś tam nadwyrężylo. Podniosłam również mała by załozyc jej kapcie. Dodatkowo jeszcze podczas jazdy autem, musiałam kilka razy się odwrócić do dziecka z tyłu i klops. Kiedy dotarłam do pracy- przyjęłam pozycję siedzącą. Kiedy rozluźniłam mięsnie- czułam, jak jeden z nich drga od czasu do czasu i pulsuje. Dodatkowo, coraz bardziej, kiedy upływał czas, czułam jakby tworzyły mi się zakwasy na brzuchu. Nie fajnie. Brzuchal również opuchł.
Odliczałam w związku z tym czas pwrotu do domu i od razu z miejsca przywitałam się z pasem.
Wniosek?
Jestem dokładnie 38 dni po operacji i źle w pasie ale bez niego jeszcze gorzej…. Może to z uwagi na fakt, iż miałam szyte mięśnie?
Dodatkowo brykając bez niego nabawiłam się przez 4 dni nowych rozstępów na brzuchu, bo oczywiście wszystko co trzymał pas- wypchało skórę od środka. Jestem po prostu zajebista:)
Ech…

Ale na pocieszenie dodam, że leżę już i odpoczywam i czuję ulgę. Wracam do „normy”.

[marggarita75] W końcu wyprostowana

Dzisiaj po kąpieli zorientowałam się, że w końcu się wyprostowałam. Wykorzystuję więc okazję i wrzucam fotki na stojąco. Nie mam już wrażenia „uciekającego” i wypchanego brzucha, czułam się bez pasa całkiem swobodnie. Czekam na zamówioną bieliznę (wysokie majtki i gorset) i będę się już czuła komfortowo. W ramach dopełnienia szczęścia zakupiłam seksi dopasowaną koszulkę i z radością zobaczyłam w lustrze figurę bez wałków i zwisów 🙂

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Akcja plaster

Dzisiaj odebrałam z apteki zamówione plastry silikonowe, firmy Sutricon.

ObrazekObrazek

Koszt w aptece 139 zł, w internetowej 118 więc hurtowo bardziej opłaca się zamówić. W opakowaniu 5 szt. 5X30 cm.

Przy pomocy córki zaaplikowałam plaster na szew. Jego długość nie wystarcza na bliznę, trzeba docinać z drugiego i to niemały kawałek. Nie wiem czy to dobrze przykleiłyśmy, nie wykonalne mi się wydaje przyklejenie go by się nie marszczył na załamaniach. Z opisu wynika, że można go nosić do 5 dni ale zalecana jest zmiana co 24h. Raz dziennie należy go zdjąć i przemyć bliznę mydłem naturalnym. Trochę drogo :/ Jak na razie zamierzam zobaczyć, jak to działa na skórę.

A brzuch z nim wygląda tak:

Obrazek

Na pępek nie przyklejamObrazek

Czuję się dobrze, wczoraj poleżałam nawet na słoneczku i wymoczyłam nogi w jeziorku. Kąpiel w tym roku odpada 😦 Nadal nie czuję się na siłach by stanąć prosto bez pasa.

[marggarita75] Dwa tygodnie w nowym ciele

Zleciało. Dzisiaj równo dwa tygodnie po operacji. Wczoraj, z racji mega upału zdecydowałam się na pierwszą kąpiel. Zdjęcie pasa na stojąco było strasznym doświadczeniem. Miałam uczucie, że brzuch mi zaraz ucieknie a zawartość wypłynie. Dziwne uczucie latającej galarety, mimo, że w dotyku jest twardy. Nie byłam w stanie się wyprostować bez pasa, więc niestety fotek na stojąco na razie nie będzie. Umyłam się na stojąco pod prysznicem i od razu wskoczyłam w pas. Ulga niezmierna. Poleżałam troszkę i wstałam. Ku mojemu zaskoczeniu wyprostowałam się niemal do pionu, co przed kąpielą mi nie wychodziło.

Blizna jest już co raz ładniejsza, strupki nikną, na pępku już ich nie ma wcale. Pobolewa chwilami w środku, to tu, to tu ale generalnie wracam do funkcjonowania. Jeżdżę autem, chodzę powoli na krótkich dystansach.

Pas. Jest z nim problem. Zszyty z trzech elementów odkształca się i ucieka do góry, drażniąc mi dolny szew. Mój problem to duża różnica między talią a biodrami i to powoduje podwijanie się pasa. Po za tym rzepy odkształcają się i albo ja schudłam albo to się naciąga bo zapinam je co raz dalej. Tak jak podpowiedziała nam dzisiaj Marta, rozglądam się za gorsetem. Mam tylko wątpliwości, czy jest odpowiednio ciasny i boję się zamówić przez internet, spróbuję najpierw w sklepach namierzyć.

Rozglądam się również za silikonowymi plastrami i znalazłam to: http://www.sutricon.pl/

Zamierzam zakupić.

Wizualnie – znajomi wariują ;) Rożnica jest ogromna, wyglądam jakbym gdzieś zgubiła z 10 kg. A spadło tylko 4. Koleżanka napisała maila do dr. Furmanka z prośbą o termin operacji.

Zdjęcia na stojąco zrobiłam w pasie, by pokazać na ile się jestem w stanie wyprostować.ObrazekObrazekObrazek

P.S. Justa trzymam kciuki 🙂

[kashmer] W pracy

Sporo milczałam ostatnio, usuwajac sie w cień margaritki. Muszę przyznać, że świetnie daje radę i życzę jej oby dalej wszystko było bez żadnych komplikacji.
Przez ten czas, kiedy mnie nie było, troszke się u mnie wydarzyło. Jeżeli chodzi o brzuszek, goi się w dalszym ciągu. Szwy są w porządku, nic się nie sączy, gdzieniegdzie są bardziej opuchnięte, zgrubiałe w środku, po bokach zupełnie już płaskie i przylegające do ciała. Schodzi opuchlizna z brzucha, jednak po miesiącu nadal bez pasa czuję się niepewnie, dlatefo zamierzam pobyć w nim jeszcze trochę czasu. Zastanawiam się nad plastrem silikonowym, o ktorym pisze Martuś w komentarzach. Kosztuje około 400 zł, ale czy jeżeli o zdrowie chodzi to warto oszczędzac? Czasu nie cofne i to, co zrobie dzis bedzie miało wpływ na potem.
Dodatkowo zamienię już zużyty teochę pas na gorset. Lato daje o sobie znać.
Mniej wiecej parę dni temu zauważyłam niteczkę od szwu wewnętrznego na pepku. Dookola niej sie juz zaróżowiło. Probowałam ja wyciagnac pencetą, ale bez skutku. Przemywałam wobec tego miejsce spirytusem w sprayu, zakleiłam plastrem i po dwóch dniach koniec, ktory wystawal- odpadł.

20130703-131513.jpg
Dalej z takich niepokojacych rzeczy, to fakt, ze mam mała harmonijke pod pepkiem. Na razie nie wykracza poza linie bielizny. Poczekam, aż to sie wszystko zagoi i jezeli bedzie taka potrzeba w przyszlym roku, wybiore sie na poprawkę, mam nadzieje tylko kosmetyczną. Poki co nie zaprzątam tym sobie zbytnio glowy.
Czasem czuje pociagniecia w okolicy szwow, kiedy sie ruszam, chodze, siadam. Czasem cos tam da o sobie znac. Brzucha w okolicach pepka nie czuje, miejsca po liposukcji bokow nie sa zasinione, wygladaja ladnie, ale kiedy na chwile opre sie bokiem, to czuje jeszcze w ktorym miejscu byly.
Z prawej strony szwu, na samym koncu czulam nitke, takie wzmocnienie bokow i male zgrubienie, przez ktore rowniez wyczuwalna byla nic. Tez odpadlo:).
Szew smaruje contratubexem, rano i wieczorem. Wiem, ze mam na bakier z dbaniem o blizne, stad pomysl z plastrem silikonowym bardzo mi przypadl do gustu- Martus, rzuc linka, prosze:)
W pracy siedze po 8 godzin, co nie sprzyja jeszcze brzuchowi. Staram sie robic spacery, bo wiem, ze juz powinnam sie normalnie ruszac i nie pierniczyc. Chodzic, ale nie dzwigac.
I na koniec- weszlam mimo pasa w spdenki przed druga ciaza. Sa jak ulal. Problem w tym, ze kiedy zdejme pas, zlecą na kostki:) Trzeba bedzie sie zaopatrzyc w nowe ciuchy. Postanowilam wywalic WSZYSTKO z szafy i zacząć nowy rozdział w moim życiu odzieżowym:)

I na koniec mam pytanko: ktora z Was, gdzie i kiedy bedzie miała operacje? Musimy trzymac kciuki!

[marggarita75] Powoli do przodu

Czas ucieka szybko, dzisiaj 12 dni po zabiegu. Ze szwu schodzą strupki, zaczyna się odsłaniać niteczka. Po okładach z oktaniseptu zniknęły wypukłe grudki i tam nic już nie boli. Natomiast wokół połowy pępka mam wypukłe zgrubienie, które jest sztywne i odczuwalne. Przy lekkim nacisku boli. Ścisnęłam się mocniej pasem bo mam wrażenie, że brzuch od pępka w dół zrobił się nie co wydęty.

Stwierdzam, że sama operacja to pikuś przy obawach które następują potem. Strach przed utratą efektów zabiegu wyzwala w człowieku hipochondrię. Zauważałam też, że bez pasa czuję się niepewnie. Wprawdzie to tylko chwile kiedy leżę, jednak mam wrażenie, że wszystko w środku mi drży i za chwilę ucieknie. Nie wyobrażam sobie pojutrze kąpieli bez jego obecności. No i świetnie kształtuje mi figurę, mam wcięcie w talii jakbym chodziła w XIX wiecznym gorsecie 🙂

W środę pierwszy prysznic i po nim zrobię pierwsze fotki na stojąco.

A dzisiaj wygląda to tak:

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Niepokoje

IMAG0099

Zgodnie z zaleceniami moja pielęgnacja rany polega na spryskiwaniu oktaniseptem, przemywaniu szarym mydłem i wietrzeniu. Strupki zaczynają odpadać i w dole brzucha blizna jest naprawdę cieniutka. Natomiast na lewym boku, w miejscu gdzie ostatnio mnie pobolewało są dwie malutkie wypukłości na szwie. Nie mam pojęcia, czy to na skutek ucisku pasa ( w tym miejscu jest kość biodrowa) czy być może zerwania plastra razem ze strupkiem. Poczytałam ulotkę z oktaniseptu i zgodnie z jej wskazówkami nasączyłam nim gazik i robię okłady. Jak do jutra nie będzie poprawy to znów wędruję do chirurga. Po za tym po jednej stronie pępka boli mięsień. Boli przy poruszaniu i czuję jak napuchł. Doczytałam na blogu, że kashmer miała podobny problem po kichaniu więc na razie nie dramatyzuję. Prawdopodobnie za dużo chodziłam.

Ogólnie czuję się dobrze. Wczoraj pół dnia spędziłam na hamaku, wstaję bez problemu, mięśnia już nie czuję. Męczące jest chodzenie, chwila i muszę usiąść. Nie mogę się doczekać momentu jak będę mogła się zacząć prostować. W sumie dr. Furmanek nie powiedział mi kiedy to ma nastąpić. Skóra jest drętwa. Tak sobie wydedukowałam na chłopski rozum, że prawdopodobnie operacja powoduje chwilowe uszkodzenie nerwów w skórze i dlatego nie czuć bólu. Ale drętwota w dotyku nie jest przyjemna. W pasie wyglądam naprawdę szczupło, a co więcej bardzo fajnie podnosi się biust 🙂

[marggarita75] Zdjęte szwy i konsternacja

Wróciłam od chirurga w lekkiej konsternacji. Ale po kolei…

Zgrubienie, które wpędziło mnie w stres rano zniknęło zanim dotarłam do doktora. Wychodzi na to, że jestem panikara i wyszukuję na siłę problemy.

Doktor zaczął od wypytania mnie o powód przybycia. Zainteresowało go, dlaczego zrobiłam operację w Czechach a nie w polskim szpitalu w ramach NFZ. Zrobił oczy, kiedy mu uświadomiłam, że to nie jest refundowane 🙂 Wyjaśniłam, że w Czechach koszt tego zabiegu jest co najmniej o połowę niższy a opinia i doświadczenie lekarza operującego bez zarzutu. Zaskoczył mnie, bo spodziewałam się jakiegoś wyrzutu z jego strony, że nie zaufałam polskim lekarzom. Natomiast doktor stwierdził, że w Polsce nie ma zbyt wielu fachowców w tej dziedzinie i uznał za jak najbardziej słuszne i logiczne poddanie się tak poważnej operacji w szpitalu z oddziałem intensywnej terapii i zespołem specjalistów.

Zdjęłam pas, doktor odkleił plaster (poszło trochę krwi) i z uznaniem pochwalił robotę dr. Furmanka. Powiedział, że zszyte jest pięknie, bardzo fachowo i ładnie się goi. Zdjął szwy z pępka. Nic nie bolało, pępek jest drętwy i czułam momentami tylko lekkie ciągnięcie.

Zalecenia. Tu zaskoczenie największe. Blizny przemywać dwa razy dziennie szarym mydłem, odkażać oktaniseptem, nie zaklejać i wietrzyć. Szok. Mam leżąc odpinać pas i pozwolić oddychać ranie. Pas nosić jak najdłużej, 6 tygodni to mało, wkładając do pępka kulkę z gazy. Co do cotratubexu – można smarować po odpadnięciu strupków ale nie koniecznie. Ponoć przy takim szyciu blizna powinna ładnie się goić. A jak ma się rozejść to i tak się rozejdzie. Koniecznie zwolnienie, mam 24 lipca przyjść na kontrolę i po kolejne L4. Wracać powoli do życia, bez dźwigania i szaleństw ale ruszać się.

Troszkę jestem zagubiona, bo różni się to od zaleceń, które dostała kashmer. Chyba z trzy razy spytałam go, czy na pewno tego nie zaklejać…

Najświeższe fotki, bez plastrów już nie wygląda tak gładkoObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] W oczekiwaniu na wizytę u chirurga

Dzisiaj o 17 idę na zdjęcie szwów. Tymczasem od wczoraj pobolewa mnie szew na lewej kości biodrowej, Szczególnie odczuwam to przy wstawaniu bo akurat podnoszę się tą stroną. Postanowiłam więc odpiąć pas i sprawdzić, co się dzieje. Znalazłam w tym miejscu małe zgrubienie i to ono właśnie mnie boli. Podejrzewam, że mógł się tam zebrać płyn, bo na stan zapalny to chyba za mało boli. Nie zmienia to faktu, że się cholernie boję. Na samą myśl o strzykawkach mam zimny pot na czole.

No nic, podejmując ryzyko operacji, trzeba liczyć się z niespodziankami. Wieczorem zdam relację i wrzucę fotki. Trzymajcie kciuki 😦

[kashmer] Równy miesiac:)

Tak jak obiecałam, dokumentuję pierwszy miesiac. Okrągły.

Z tej okazji siedzę z whiskey z lodem i czuję, ze zaczynam wreszcie, po paru latach się sobie podobać…

Jestem już dorosłą babą, zdaję sobie sprawę, że czas leci, nie odzyskam tego wyglądu sprzed 10 lat. Wiem jesdnak, że zrobię wszystko, by było najlepiej jak może być. W związku z tym poczyniłam pewne postanowienia. Zajmę się sportem. Obowiązkowo. Nie znoszę siłowni, ale mam las pod nosem, więc miejsca do ćwiczenia sporo. Niech tylko mi nie 2 miesiące jeszcze i startuję. Oczywiście najpierw powoli, potem coraz mocniej. Koniec z babsztylem, czas na kobietę.

Informuję jednocześnie co się dzieje:

1. Chodzę do pracy, spędzam w pozycji siedzącej około 8 godzin. Dodatkowo dobijam się w domu.

2. Sprzątam normalnie, umiem już nastawić pranie i znowu muszę wypakowywać zmywarkę:( Oczywiście żartuję. Wróciłam do życia normalnie, minus dźwiganie. Nie dźwigam i już.Maksymalnie kilo na rękę i symetrycznie. Wszystko inne robię. Chodzę normalnie, prosto, kiedy leżę to od dziś troszeczkę na boczku, kiedy oglądam wiadomości.

3. Śpię na plecach w dalszym ciągu. Czasem w pasie, czasem bez pasa.

4. Chodzę w pasie. Cały czas.

5. Jeżdżę normalnie samochodem.

6. Chodzę na czworakach (to odnośnie zabaw z dziećmi oczywiście…;)

7. Smaruję blizny maścią poleconą przez doktorka.

Dodatkowo zastanawiam się nad usunięciem, bądź zmianą pasa. W przypadku liposukcji, w miejscu, gdzie pas się załamuje (złożony jest z trzech części, takich obręczy, z których każda z pleców zawija się na brzuch w postaci 3 łapek na rzepy (chyba ten opis tylko mi coś mówi…) widzę wgłębienia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest powikłanie. Po zdjęciu pasa i przespaniu całej nocy, te wgłębienia zrobiły się dużo mniejsze. Zastanawiam się, czy nosząc ten pas nie utrwalę sobie tego. Zobaczymy. Fotek miejsca nie udało mi się zrobić, nie sięgam aparatem. Kiedy indziej.

A poniżej fotencje:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[marggarita75] Pierwsza przejażdżka

Stan mojej głowy i lodówki na etapie „światło i mróz” wymusił dzisiaj konieczność odpalenia samochodu. Plan opracowałam taki, że do sklepu zasuwa młoda a ja czekam w samochodzie, natomiast do fryzjera podjeżdżam pod same drzwi. Jakby nie było, największą trudność sprawia mi chodzenie. I na tyle to wypaliło. Jednak chwilowe poruszanie się samochodem bez wspomagania nie sprzyja osobom po plastyce brzucha. Trudność w operowaniu kierownicą jest ogromna i czułam napinające się mięśnie w brzuchu. Wróciłam do domu padnięta. Leżę i czuję jak mnie pobolewa mięsień w okolicach pępka i oczywiście zaczynam się martwić. Jutro popołudniu wizyta u chirurga i do tego czasu będę teraz niespokojna.

[marggarita75] Nadmiar energii

Dzisiaj jestem szósty dzień po operacji. Czuję się doskonale. Zaczyna mi dokuczać nadmiar energii. Normalnie jestem cały dzień po za domem i przymusowy areszt sprawia, że czas ciągnie się jak guma do żucia. Większość czasu dzisiaj przesiedziałam w fotelu w pół odchylonej pozycji i wreszcie przestał mnie boleć kręgosłup. Zdarzyło mi się nawet kichnąć i nie umrzeć 😉 Nie mogę się już doczekać wizyty u chirurga. Pod plastrami wszystko swędzi. Dzisiaj wiedziona szaleństwem odkleiłam plaster z dziurek po drenach bo tam swędzenie dokuczało najbardziej. Dziurki pięknie się zasklepiły, zdezynfekowałam i nic tam już nie przyklejam.

Jestem zaszokowana, że niecały tydzień po operacji jestem w takiej formie. Mam nadzieję, że jeszcze chwila i będę mogła opuścić mury. Czekam na opinię chirurga…
Wczoraj napisałam maila do dr. Furmanka, opisując problem z leżeniem na plecach i z zapytaniem czy na pewno mogę spędzać już czas na siedząco. Odpowiedział, że jak najbardziej, unikać natomiast leżenia na boku.

A to brzuch po usunięciu plastra.ObrazekObrazekObrazek