[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[martka892] Witajcie

Hej hej witam wszystkie Panie te po jak i przed operacją. Wracam odmieniona w 100% – szczesliwa kobieta. Zaczne od poczatku;
W ciazy przytylam ponad 20kg. W koncowej fazie ciazy wazylam prawie 90kg. Urodzilam we wrzesniu 2011 zdrowa coreczke i wtedy tez zaczal sie moj koszmar. Wygladalam jak gruba swinia z meeeeeega rozstepami. Z dnia na dzien zaczelam sie odchudzac w ciagu 6 msc schudlam do wagi 54kg. Cwiczylam duzo plus zajmowanie sie dzieckiem itd – maz w ciaglych delegacjach wiec wszystko bylo na mojej glowie. Po tych 6 msc wygladalam extra bombastycznie. Laseczka ale tylko w ubraniu….Niestety skora na brzuchu nie wciagnela sie dodatkowo wielkie glebokie rozstepy swedzialy niemilosiernie…i takim oto sposobem wpadlam w depresje, ktora skonczyla sie wizyta u psychiatry i przyjmowaniem antydepresantow. I tak mordowalam sie 2 lata mimo,iz wiedzialam o tych wszystkich plastykach itd. to po prostu nie bylo mnie na nie stac. Az pewnego dnia natknelam sie na forum beautywpolsce i tam przeczytalam o dr Furmanku z Czech i o tak zaskakujaco niskich cenach za zabieg. Bez zastanowienia do niego zadzwonilam i umowilam sie na konsultacje. Czekalam 3msc.
Nadszedl dzien konsultacji sierpien 2014- pojechalam z mezem, wizyta trwala ok 15 min. Doktor zaproponowal mi termin operacji na maj 2015. To byl wtedy najblizszy termin…
Bylam szczesliwa i odliczalam dni…pieniadze mialam juz odlozone. Jednakze niespodziewanie udalo mi sie zamienic z jedna z dziewczyn i wskoczylam na listopad 2014r.

Dzien operacji

Wrazenia; bardzo pozytywne.
Szpital,lekarz i caly personel miło mnie zaskoczył. Mimo że jest to szpital państwowy warunki ma bardzo dobre.
Przyjechalam rano na czczo, pobiegalam troszke po piętrach zrobiłam wszystkie badania skonsultowalam sie z anestezjologiem zapłaciłam za zabieg i pożegnałam się z moim kochanym mężem i córcią. Dla nich wynajelam nocleg na czas mojego pobytu u Pani Kasi w Cieszynskiej Chacie.
Pielegniarka zaprowadzila mnie na sale i kazala sie wykompac oraz czekac na konsultacje z Dr Furmankiem. Czekalam ok 3h po czym zawolano mnie do gabinetu. Dr bardzo mily odpowiadal na moje wszystkie pytania. Narysowal linie cięcia na moim brzuchu zrobil zdjecia itd.
Wrocilam na sale i czekalam podniecona na zabieg. Przed zabiegiem pielegniarka założyła mi cewnik/do przeżycia /i uciskające pończochy. Chwile przed zabraniem mnie na sale operacyjna dostalam glupiego jasia…cos tam chyba działał bo jechalam calkowicie wyluzowana.
Operacja trwala ok 3h. Wszystko poszło gładko. Obudzilam sie z lekkimi mdlosciami. Ale szybko zasnelam. W sumie nie bolało jakoś strasznie, nieprzyjemne było tylko oczyszczanie drenów. I tak zleciał moj caly pobyt tam…w dzien wypisu czulam sie strasznie. Krecilo mi sie w glowie mialam mdlosci bylo mi slabo – wszystko przeszlo gdy lekarz wyjal mi dreny zalozyl pas – wstalam jak nowonarodzona. 2 tyg dochodzilam do siebie w domu po czym wrocilam do pracy. A teraz słowa ku pokrzepieniu; WARTO BYŁO mimo bólu mimo tego ze wszyscy wokol byli przeciwko,  wsparcie mialam tylko w mężu ktory i tak swoje mowil nawet w dniu operacji…Nie zastanawiajcie się, jeśli tylko macie środki finansowe to nie zwlekajcie. Szkoda czasu. Jedyne czego żałuje to  że nie zrobiłam tego conajmniej rok wcześniej. Polecam dr Furmanka.

Zdjęcia przed

Zdjęcia po:

Pozdrawiam!

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[kashmer] Kilka fotek po dwóch latach po operacji

Nadchodzi lato, a ja już się nie boję:)

Nie mam problemu z tym jak wyglądam, a jeszcze dokładnie pamiętam masę kompleksów, koszmarnego samopoczucia, kiedy ktoś mnie chciał przepuścić w kolejce, bo jestem w ciąży… A ja z wózkiem i z córką, a mój brzuch wypinał się dziarsko do przodu, bez mojej kontroli.

Biegam już bez problemów, pewne ćwiczenia fizyczne są jednak dla mnie niedostępne. Już nie porobię 100 brzuszków, co najwyżej kilka i ostrożnie, bo czuję miejsce, gdzie mięśnie były szyte, pomimo tak odległego czasu, kiedy poddałam się operacji. Myślę, że nie wszystkie kobiety mają tę przypadłość po takim czasie od operacji, trochę mnie to ciekawi. Więc jeżeli jest tu kto po tak długim czasie, proszę o opis:)

Dodatkowo pracować zaczęłam nad zgubieniem wreszcie lekkiej nadwagi i powrocie do liczby kilogramów sprzed dwóch ciąż. Ważyłam wtedy około 50 kilo. Niestety po Świętach Bożego Narodzenia dobrałam 6 kilo i rok zaczęłam z wagą 67 kilo. Dziś ważę 58, zgonić zostało jeszcze 8. Jestem na dobrej drodze, nie odmawiam sobie niczego, liczę solidnie kalorie ale zapewniam organizmowi odpowiednią dawkę węglowodanów, tłuszczy i białka. Nie segreguję jedzenia, nie wyrzuciłam majonezu, pizzę też zjem. Wszystko jednak kalkuluję, żeby nie okazało się, że nagle zemdleję. To chyba pułapka na nas kobiety, gdzie zewsząd bombardują nas hasłami „Dieta cud”, nie jedz tego, nie jedz tamtego. To wszystko jest bez sensu. Je się wszystko, co się lubi, słodycze również (aczkolwiek po ciążach mój organizm totalnie odrzucił słodycze, zostawiając mi małą alternatywę w postaci herbaty z cukrem i kawy, w którą zawsze walnę półtorej łyżeczki cukru). Nie zwariowałam, aby nie napić się piwka, czy wina, a niektóre z moich koleżanek wykluczyły to ze swojej diety, wykluczając się jednocześnie z jakże cudownego „wypadu” w babskim gronie do pubu. Ja wtedy tak rozplanuję to, co mam zjeść, że starczy mi miejsca na dwa browarki. A waga w dół. Też nie za dużo, staram się wolno zmniejszać nacisk swojej osoby na kulę ziemską. I tak oto powoli, ale idzie w dół moja waga. A brzuchal wygląda jak na zdjęciach poniżej.

Dodam jeszcze, że witam serdecznie nowe koleżanki w gronie, bardzo się cieszę, że czytałyście i chcecie się podzielić. Ja staram się żadnej z Was nie zostawić bez odpowiedzi, jednak moje życie biegnie, a raczej galopuje w szaleństwie, tracę poczucie dat, dni tygodnia… W pracy mam ogromy natłok, w domu z dziećmi nie lepiej. Jednak staram się jak najszybciej Wam odpowiedzieć i niektóre z Was dodać do grona naszych zaszczytnych „pisarzy”:)

Pozdrawiam, kashmer

PS. Z uwagi na zbliżające się Święta Wielkanocne – życzę spokoju i relaksu:)))

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[kashmer] 7 miesiąc po operacji

Witam Was wszystkie serdecznie:)

Macie fajne brzuchale:)

U mnie coraz lepiej, przyzwyczajam się do wyglądu brzucha i jego niedoskonałości. Pisałam do dr. Furmanka wiele razy, jednak moje maile ze zdjęciami zostawały bez odpowiedzi ponad pół roku. Aż wreszcie odpisał:

otrzymalem Pani zdjecia, na ktorych widac piekny efekt plastyki brzucha. Blizna jest troche poszerzona i jeszcze czerwona, co mozna by bylo sprobowac skorygowac aplikacja masci sylikonowych /jak np Dermatix /, albo laserem. Mala zmarszczka nad blizna, ktora Pani pokazuje na zdjeciach, po moim zdaniu nie jest warta korekty operacyjnej, ktora przynioslaby w tych miejscach nowa, prawdopodobnie tak samo czerwona i w kazdym razie bardziej widoczna blizne.
Z powazaniem MUDr.D.Furmanek

Ogólnie przeszkadza mi to, bo w tym miejscu utworzył się zrost. Czasem czuję, jak pociągnie coś w tym miejscu. Skóra się marszczy. Dobrze, że minimalnie, ale i tak nie wiem, co będzie dalej.

Nabieram jednak wątpliwości, czy w ogóle można to skorygować. Pisałam jeszcze do jednego chirurga w Polsce, odpisał, że i tak aby cokolwiek robić, należy poczekać aby było rok albo i więcej po operacji. Więc czekam, a potem pójdę dać się pooglądać i zobaczymy, co z tego wyniknie. Na razie jest tak:

[kashmer] Milczący Furmanek

Zmogła mnie choroba, angina ropna. Nic przyjemnego, ale wracam do żywych. Oczywiście wczoraj i przed wczoraj byłam w pracy, bo łykam antybiotyk i czuję się dużo lepiej, a choruję od poniedziałku – dziś niedziela. Oczywiście czas „wolny” dał mi możliwość przeprowadzenia przemyśleń, różnej natury, ale oczywiście i tych dotyczących mojego brzucha. Cały czas wraca w mojej głowie temat „marszczaka”. Czy powinnam go poprawić itd. Poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym i nie wiem, czy powinnam to zrobić teraz, czy potem itd. Chciałam się skontaktować z Furmankiem, w zasadzie starania to wysłanie 5 maili ze zdjęciami. I cisza…. Teraz Dr. Furmanek już mnie nie widzi? Nie mam pojęcia, czemu nie odpisuje. To też mnie niepokoi, bo przyzwyczaił mnie do szybkich odpowiedzi. A tu zonk. Boi się mnie? Sam fakt ciszy z jego strony mnie niepokoi, bo od razu myślę, że nie odpowiada, bo uważa, że mogę go pociągnąć do darmowej poprawki, a może wie, ze to jego jakiś błąd, że może za bardzo pociągnął skórę czy cokolwiek? Bo przecież gdyby nie miał nic sobie do zarzucenia, to odzywałby się tak jak wtedy, a pierwsze moje zapytanie do niego wysłałam jakiś miesiąc po operacji? Podejrzewam, że spróbuję się do niego po prostu dodzwonić, ma telefon… No ciekawe. W sumie, gdyby się od razu odezwał, chyba nie miałabym rosnących obiekcji.

Dodatkowo – tak piszę, bo zauważyłam, że kiedy noszę spodnie, to blizna się obciera i czerwienieje. Chyba muszę zacząć smarować:)

A poniżej obecne zdjęcia „marszczaka” i w ogóle…

Marszczak

Na szczęście owo zmarszczenie nie idzie w górę, zatrzymało się. Jednak ja pracuję nad zgubieniem wagi, więc nie wiem, jak to będzie.

Całość

W portkach normalnie to wygląda. Do nowych rozstępów się przyzwyczaiłam. Leje na nie:)

marszczak

Blizna zgrubiała. A może marszczak to zrost? Oczywiście wszystko jeszcze się zmienia. Ja po prostu muszę się skonsultować w tej sprawie z lekarzem, który… mnie unika:)

marszczak

Marszczak na stojąco. W sumie pięknie się chowa pod bielizną, więc chyba dlatego mogłabym sie do niego przyzwyczaić.

brzuch

Marszczaka nie widać, aczkolwiek jest na „granicy krytycznej”

Kolejną myślą, jest skontaktowanie się z którymś z lekarzy w Polsce. Może świeży pogląd coś wyjaśni. Zobaczymy.

W każdym razie, jestem zadowolona z operacji, nie żałuję. Jest to spora ingerencja w organizm, jednak efekt jest wart. Tak czy inaczej mam już za sobą występ w kostiumie dwu-częsciowym i uważam, że był udany. Nie czuję się zakompleksiona. Jedynie sprawdzam, czy zmarszczak siedzi za majtami:) To wszystko. Ruchowo jestem całkowicie sprawna, unikam forsowania brzucha, ćwiczeń, bo po szyciu mięśni niestety ćwiczenia jak kiedyś trzeba sobie odpuścić, chyba już na zawsze. Rok czasu po operacji w ogóle zamierzam mieć „zezon ulgowy”. Myślę, że potem zacznę już dokładnie wiedzieć, na czym stoję.

[kasiula81] Kojejna szczesciara!

Witam dziewczyny.Malutkie info o przebieg mojej operscji.

Na operację pojechalam do Czech 15 października. W pelni przygotowana, dotarlam na 7 rano do kliniki , zrobiono mi potrzebne badania I przygotowano do operacji ktora odbyla sie o 10. Około 12.30 zostalam przebudzona nie wiedzac po co I dlaczego? Po poludniu znalazlam sie u siebiu w pokoju. Pokój dzielilam bardzo mila dziewczyna ktora miala robione biersi-bardzo ladne zreszta.Bylam przeszczedliwa ze mam to juz za soba.Po bokach oczywiscie 2 piersioweczki (jedna zabralam ze soba do domu) zadnego mega bolu nie bylo;) 😉 Jak juz pisalam wczesniej wycieli mi 750 gram. W drugiej dobie wrocilam do domu.Kojejne dni w domu byly ok bez tabletek, tylko standardowo jak u Wszystkich”plecy dawaly czadu”Wczoraj w 7ej dobie bylam wyciagnac dren..spoko chociaz balam sia jak cholera.Wlasnie w tej 7i8ej dobie troche napuchlam nie wiem czemu?Jest to widoczne na zdieciach prawa strona mocniej.Troche mnie to martwi ale to chyba normalne, tylko dlaczego z jednej strony bardziej?Jestem bardzo zadowolona chociaz mysle ze ciecie moglo byc troszke nizej podobno nie dalo rady, albo wycinamy maximum rozstepow albo ciecie musi byc wyzej.

Oto fotki mojego wielkiego brzuchala po cc:2013-10-23 16.36.302013-10-23 16.38.35 20131023_195459

[kashmer] 4 miesiące za mną

Postanowiłam i ja napisać, jak się zmieniło przez ten czas odczuwanie przeze mnie brzucha.
Nie chodzę w pasach juz wcale. Od miesiąca conajmniej. Nic. Smaruje doraźnie, lepiej powiedzieć- kiedy mi się przypomni. Czyli w zasadzie wcale. Od mojego ostatniego wpisu smarowałam blizne dosłownie 3 razy żelem. Ech. Nie mam ja mocnego charakteru pod tym względem. Ale blizny są ok. Z uwagi na fakt, iż nie noszę pasa- cały czas blizna pozioma ma kontakt z odzieżą. Stąd jest bardziej czerwona, niż ta na pępku.
Ćwiczę -tak na razie spokojniutko. W domu. Taki sobie areobik przy muzyczce. Brzuszków jeszcze nie trzaskam. Mam czas. W planie siłownia, a konkretnie rowerek i bieżnia. Innych ćwiczeń raczej nie lubie:(
Jeżeli chodzi o ból, to w zasadzie go nie ma. Czasem czuję, że coś tam w środku było robione- głównie mięsień. Mam wrażenie, że jeszcze jestem lekko opuchnięta wokół pępka. Zobaczymy.
Oczywiście doktor się nie odezwał do mnie w związku z moim marszczakiem. Nic:) Może był na urlopie a może nie dokoał się jeszcze do mojego maila sprzed dwóch miesięcy. Zobaczymy. Na razie marszczak jest ze mną, nie rozrasta się i nauczyłam się go tolerować.
Chudnę:) ważę obecnie 60kg. Czyli 5 na minusie od początku przed operacją. Wolno. Ale chyba tak trzeba. Nie za szybko, żeby znów skóra nie obwisła:)
Reasumując- cieszę się coraz bardziej z podjętej decyzji. Naprawdę.
Załączam fotki:

20131002-133401.jpg

20131002-133415.jpg

20131002-133430.jpg

20131002-133442.jpg

20131002-133456.jpg

20131019-115255.jpg

20131019-115318.jpg

20131019-115337.jpg

[marggarita75] Spotkanie z chirurgiem

Udałam  się na planową wizytę kontrolną do mojego chirurga. Szłam z duszą na ramieniu bo szew, który wykluł się z brzucha nie odpadł sam i wiedziałam, że czeka mnie  jego wyciąganie. Zrobiłam sobie też listę kilku pytań.

Z wyciąganiem szwu zrobiło się śmiesznie. Z dygocącymi nogami położyłam się na stole, doktor, podszedł, pociągnął i mówi z uśmiechem – a nie próbowała pani sama tego wyciągnąć? To ja, że owszem, tydzień temu 🙂 Doktor zaczął się śmiać i stwierdził, że powinnam był spróbować dzisiaj. Bo nitka odpadła jak pociągnął.

Z listy pytań:

1. orbitrek, rower – mogę wsiadać nawet dzisiaj

2. Pas – nosić jak najdłużej bo wtedy modeluje się ładnie sylwetka. Pas najlepiej w dzień, na noc uciskowa bielizna. Nie do przejścia, pas jest już niezdatny do noszenia.

3. Blizna – tylko i wyłącznie contratubex! Plastry wg. doktora to zbędny wydatek, drogi i zupełnie niepotrzebny. Sprawdziłam wypis z Trzyńca i tam też contratubex jest wymieniony jako jedyny.

4. Spanie – w dowolnej, pasującej mi pozycji.

Ogólnie doktor powtórzył zdanie sprzed miesiąca, że szew jest zrobiony po mistrzowsku, goi się pięknie i nie mam powodów do zmartwień. Mam funkcjonować już całkiem normalnie. Jedyne co nie opalać blizny ale za to pod koniec wakacji mogę się wykąpać w morzu 🙂

[marggarita75] 4 tygodnie metamorfozy

Dzisiaj mija równo cztery tygodnie. Przeleciało jak z bicza. Sporo się wydarzyło przez ten czas w moim życiu, tak jakby zlikwidowanie największego kompleksu spowodowało odmianę mojego losu i lawinę pozytywnych zdarzeń 🙂 A może to odzyskana pewność siebie i poczucie zadowolenia sprawia, że przeznaczenie staje się łaskawsze.

Czuję się dobrze, powoli znika napięcie z brzucha. W sobotę nawet poimprezowałam. Generalnie jeśli chodzi o pielęgnację blizny, to na dzień zakładam plaster, wieczorem ściągam, myję bliznę szarym mydłem i smaruję maścią Dermabliz z alantanem. I tak zostawiam na noc.

Noszę uciskowe majty, czasem na noc pas, czasem założę gorset. Z gorsetem zrobił się problem. Jest on wzmocniony fiszbinami. Jedna z nich przebiega przez środek brzucha i przy dłuższym siedzeniu tak wgniotła mi szew, że zrobiła się ranka. Musiałam na razie zrezygnować w tym miejscu z plastra, odkażam octenisteptem i znów się goi. Wyszła mi w tym miejscu też mała pętelka szwu. W przyszłym tygodniu mam wizytę i chirurga, dzisiaj z nim rozmawiałam i mam się nie niepokoić, po prostu trzeba będzie to wyciągnąć.

Ściskać brzuch zamierzam jeszcze równo miesiąc. Zastanawiam się nad liposukcją ud i bioder, po powrocie dr. Furmanka z urlopu będę się z nim kontaktować w tej sprawie, bo widzę teraz dysproporcje miedzy talią a biodrami i wkurza mnie to.

A wyglądam teraz tak:

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Tak wygląda wystający szew:Obrazek

A tak ja w majtach: Obrazek

[kashmer] zdjęcia- półtora miesiąca po operacji

Chodzę w pasie, nie mam gorsetu. Na razie nie będę mieć – brak czasu…:(

Teraz miło wspominam ten miesiąc leżenia, bo teraz codzienność mnie goni minuta za minutą. Znów nie ma czasu na nic i gdyby nie Wy, blog by pewnie umarł śmiercią naturalną.

Bardzo Wam chcę podziękować, ze zgodziłyście się pisać, pokazać siebie. Mam nadzieję, że wszystkie będziecie w drugim miesiącu po operacji tak szczęśliwe jak ja. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie bez powikłań, a te jeżeli nastąpią będą proste do korekcji.

W ogóle fajne z Was babki – prywatnie, bo miałam tę możliwość kontaktu  z Wami poza blogiem oraz blogowo;)

To taki wstęp:))

Tak jak obiecałam wrzucam fotki w ciuchach. Czasem tak pójdę wyrzucić śmieci, albo podejdę so sklepiku po drugiej stronie ulicy. Na co dzień jak wspomniałam, chodzę jeszcze w pasie. Jeszcze dwa tygodnie myślę i go porzucę. Po trzecim miesiącu po operacji zaczynam lekkie ćwiczenia:)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[kashmer] Ściągnięty szew

Mój szew wygląda jak na zdjęciach poniżej. Nie wiem, czy ma mnie to niepokoić, czy nie. Czuję się dobrze, nie boli. W ciuchach wyglądam dużo lepiej. Brzuch płaski.
Napiszę do Furmanka, co ewentualnie będzie można z tym zrobić i kiedy. W ogóle jak on to widzi.
Pępek goi się też ok. W sumie w ogóle ok.
To marszczenie po prostu mnie rozprasza:)

20130711-095728.jpg

20130711-095751.jpg

20130711-095803.jpg

20130711-095810.jpg

20130711-095818.jpg

20130711-095827.jpg

20130711-095835.jpg

20130711-095842.jpg

[marggarita75] Trzy tygodnie a wieczność cała :)

Dzisiaj mija trzy tygodnie od mojego zabiegu. Powoli zapominam, że jestem po operacji. Wróciłam do w miarę aktywnego życia, oprócz dźwigania i generalnych porządków robię wszystko. Dzisiaj pierwszy raz obudziłam się o 7 rano, a nie w środku nocy. Może to wynik tego, że momentami obracam się już na bok. Brzuch robi się co raz bardziej płaski. Dzisiaj stojąc przed lustrem zobaczyłam już zarys mięśni na środku. Podoba mi się to co raz bardziej.

Plaster dzisiaj lekko odparzył mi skórę. Nie jest to widoczne, ale piekło lekko i do jutra rana go odstawiam.

Złapałam się na tym, że muszę się kontrolować i przypominać sobie, że pewne rzeczy są jeszcze dla mnie zabronione. Dzisiaj prześladowała mnie myśl, by wsiąść na orbitreka i spróbować polatać na najniższym poziomie. Opamiętałam się ale nie wiem na jak długo 🙂

A dziś wyglądam tak:

ObrazekObrazek

[kashmer] Nie zdejmuj pasa…

No i stało się. Jestem cała obolała na brzuchu. Z uwagi na upały i fakt, że ściskanie pasem (nie robię tego zbyt mocno) stało się dla mnie bardzo męczące, zaczęłam go unikać. Najpierw na noc- ale tu ok, bo śpię na pleckach i ani drgnę. Jednak również w dzień zaczęłam brykać po domu bez pasa. Dodatkowo dziś poszłam bez niego do pracy, bo chciałam już strasznie normalnie wyglądać.
Już w samochodzie (dziś nie automat, bo auto męża) pierwsze kilka zmian biegów i poczułam, że jednak mięśnie brzucha pracują za kierownicą. Dodatkowo brak pasa i po dojechaniu do żłobka, czułam już, że się coś tam nadwyrężylo. Podniosłam również mała by załozyc jej kapcie. Dodatkowo jeszcze podczas jazdy autem, musiałam kilka razy się odwrócić do dziecka z tyłu i klops. Kiedy dotarłam do pracy- przyjęłam pozycję siedzącą. Kiedy rozluźniłam mięsnie- czułam, jak jeden z nich drga od czasu do czasu i pulsuje. Dodatkowo, coraz bardziej, kiedy upływał czas, czułam jakby tworzyły mi się zakwasy na brzuchu. Nie fajnie. Brzuchal również opuchł.
Odliczałam w związku z tym czas pwrotu do domu i od razu z miejsca przywitałam się z pasem.
Wniosek?
Jestem dokładnie 38 dni po operacji i źle w pasie ale bez niego jeszcze gorzej…. Może to z uwagi na fakt, iż miałam szyte mięśnie?
Dodatkowo brykając bez niego nabawiłam się przez 4 dni nowych rozstępów na brzuchu, bo oczywiście wszystko co trzymał pas- wypchało skórę od środka. Jestem po prostu zajebista:)
Ech…

Ale na pocieszenie dodam, że leżę już i odpoczywam i czuję ulgę. Wracam do „normy”.

[marggarita75] W końcu wyprostowana

Dzisiaj po kąpieli zorientowałam się, że w końcu się wyprostowałam. Wykorzystuję więc okazję i wrzucam fotki na stojąco. Nie mam już wrażenia „uciekającego” i wypchanego brzucha, czułam się bez pasa całkiem swobodnie. Czekam na zamówioną bieliznę (wysokie majtki i gorset) i będę się już czuła komfortowo. W ramach dopełnienia szczęścia zakupiłam seksi dopasowaną koszulkę i z radością zobaczyłam w lustrze figurę bez wałków i zwisów 🙂

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Akcja plaster

Dzisiaj odebrałam z apteki zamówione plastry silikonowe, firmy Sutricon.

ObrazekObrazek

Koszt w aptece 139 zł, w internetowej 118 więc hurtowo bardziej opłaca się zamówić. W opakowaniu 5 szt. 5X30 cm.

Przy pomocy córki zaaplikowałam plaster na szew. Jego długość nie wystarcza na bliznę, trzeba docinać z drugiego i to niemały kawałek. Nie wiem czy to dobrze przykleiłyśmy, nie wykonalne mi się wydaje przyklejenie go by się nie marszczył na załamaniach. Z opisu wynika, że można go nosić do 5 dni ale zalecana jest zmiana co 24h. Raz dziennie należy go zdjąć i przemyć bliznę mydłem naturalnym. Trochę drogo :/ Jak na razie zamierzam zobaczyć, jak to działa na skórę.

A brzuch z nim wygląda tak:

Obrazek

Na pępek nie przyklejamObrazek

Czuję się dobrze, wczoraj poleżałam nawet na słoneczku i wymoczyłam nogi w jeziorku. Kąpiel w tym roku odpada 😦 Nadal nie czuję się na siłach by stanąć prosto bez pasa.

[marggarita75] Dwa tygodnie w nowym ciele

Zleciało. Dzisiaj równo dwa tygodnie po operacji. Wczoraj, z racji mega upału zdecydowałam się na pierwszą kąpiel. Zdjęcie pasa na stojąco było strasznym doświadczeniem. Miałam uczucie, że brzuch mi zaraz ucieknie a zawartość wypłynie. Dziwne uczucie latającej galarety, mimo, że w dotyku jest twardy. Nie byłam w stanie się wyprostować bez pasa, więc niestety fotek na stojąco na razie nie będzie. Umyłam się na stojąco pod prysznicem i od razu wskoczyłam w pas. Ulga niezmierna. Poleżałam troszkę i wstałam. Ku mojemu zaskoczeniu wyprostowałam się niemal do pionu, co przed kąpielą mi nie wychodziło.

Blizna jest już co raz ładniejsza, strupki nikną, na pępku już ich nie ma wcale. Pobolewa chwilami w środku, to tu, to tu ale generalnie wracam do funkcjonowania. Jeżdżę autem, chodzę powoli na krótkich dystansach.

Pas. Jest z nim problem. Zszyty z trzech elementów odkształca się i ucieka do góry, drażniąc mi dolny szew. Mój problem to duża różnica między talią a biodrami i to powoduje podwijanie się pasa. Po za tym rzepy odkształcają się i albo ja schudłam albo to się naciąga bo zapinam je co raz dalej. Tak jak podpowiedziała nam dzisiaj Marta, rozglądam się za gorsetem. Mam tylko wątpliwości, czy jest odpowiednio ciasny i boję się zamówić przez internet, spróbuję najpierw w sklepach namierzyć.

Rozglądam się również za silikonowymi plastrami i znalazłam to: http://www.sutricon.pl/

Zamierzam zakupić.

Wizualnie – znajomi wariują ;) Rożnica jest ogromna, wyglądam jakbym gdzieś zgubiła z 10 kg. A spadło tylko 4. Koleżanka napisała maila do dr. Furmanka z prośbą o termin operacji.

Zdjęcia na stojąco zrobiłam w pasie, by pokazać na ile się jestem w stanie wyprostować.ObrazekObrazekObrazek

P.S. Justa trzymam kciuki 🙂

[kashmer] W pracy

Sporo milczałam ostatnio, usuwajac sie w cień margaritki. Muszę przyznać, że świetnie daje radę i życzę jej oby dalej wszystko było bez żadnych komplikacji.
Przez ten czas, kiedy mnie nie było, troszke się u mnie wydarzyło. Jeżeli chodzi o brzuszek, goi się w dalszym ciągu. Szwy są w porządku, nic się nie sączy, gdzieniegdzie są bardziej opuchnięte, zgrubiałe w środku, po bokach zupełnie już płaskie i przylegające do ciała. Schodzi opuchlizna z brzucha, jednak po miesiącu nadal bez pasa czuję się niepewnie, dlatefo zamierzam pobyć w nim jeszcze trochę czasu. Zastanawiam się nad plastrem silikonowym, o ktorym pisze Martuś w komentarzach. Kosztuje około 400 zł, ale czy jeżeli o zdrowie chodzi to warto oszczędzac? Czasu nie cofne i to, co zrobie dzis bedzie miało wpływ na potem.
Dodatkowo zamienię już zużyty teochę pas na gorset. Lato daje o sobie znać.
Mniej wiecej parę dni temu zauważyłam niteczkę od szwu wewnętrznego na pepku. Dookola niej sie juz zaróżowiło. Probowałam ja wyciagnac pencetą, ale bez skutku. Przemywałam wobec tego miejsce spirytusem w sprayu, zakleiłam plastrem i po dwóch dniach koniec, ktory wystawal- odpadł.

20130703-131513.jpg
Dalej z takich niepokojacych rzeczy, to fakt, ze mam mała harmonijke pod pepkiem. Na razie nie wykracza poza linie bielizny. Poczekam, aż to sie wszystko zagoi i jezeli bedzie taka potrzeba w przyszlym roku, wybiore sie na poprawkę, mam nadzieje tylko kosmetyczną. Poki co nie zaprzątam tym sobie zbytnio glowy.
Czasem czuje pociagniecia w okolicy szwow, kiedy sie ruszam, chodze, siadam. Czasem cos tam da o sobie znac. Brzucha w okolicach pepka nie czuje, miejsca po liposukcji bokow nie sa zasinione, wygladaja ladnie, ale kiedy na chwile opre sie bokiem, to czuje jeszcze w ktorym miejscu byly.
Z prawej strony szwu, na samym koncu czulam nitke, takie wzmocnienie bokow i male zgrubienie, przez ktore rowniez wyczuwalna byla nic. Tez odpadlo:).
Szew smaruje contratubexem, rano i wieczorem. Wiem, ze mam na bakier z dbaniem o blizne, stad pomysl z plastrem silikonowym bardzo mi przypadl do gustu- Martus, rzuc linka, prosze:)
W pracy siedze po 8 godzin, co nie sprzyja jeszcze brzuchowi. Staram sie robic spacery, bo wiem, ze juz powinnam sie normalnie ruszac i nie pierniczyc. Chodzic, ale nie dzwigac.
I na koniec- weszlam mimo pasa w spdenki przed druga ciaza. Sa jak ulal. Problem w tym, ze kiedy zdejme pas, zlecą na kostki:) Trzeba bedzie sie zaopatrzyc w nowe ciuchy. Postanowilam wywalic WSZYSTKO z szafy i zacząć nowy rozdział w moim życiu odzieżowym:)

I na koniec mam pytanko: ktora z Was, gdzie i kiedy bedzie miała operacje? Musimy trzymac kciuki!

[marggarita75] Pierwsza przejażdżka

Stan mojej głowy i lodówki na etapie „światło i mróz” wymusił dzisiaj konieczność odpalenia samochodu. Plan opracowałam taki, że do sklepu zasuwa młoda a ja czekam w samochodzie, natomiast do fryzjera podjeżdżam pod same drzwi. Jakby nie było, największą trudność sprawia mi chodzenie. I na tyle to wypaliło. Jednak chwilowe poruszanie się samochodem bez wspomagania nie sprzyja osobom po plastyce brzucha. Trudność w operowaniu kierownicą jest ogromna i czułam napinające się mięśnie w brzuchu. Wróciłam do domu padnięta. Leżę i czuję jak mnie pobolewa mięsień w okolicach pępka i oczywiście zaczynam się martwić. Jutro popołudniu wizyta u chirurga i do tego czasu będę teraz niespokojna.

[marggarita75] Czas na piersi?

Pomysł, że po brzuchu zrobię operację biustu nie przyszedł wczoraj. Od dawna planowałam taką kolejność. Jednak rozważania kashmer i wizja kolejnego wyciągania drenów osłabiły moje zapały w tym kierunku. Zasada wymiany implantów co 10 lat spowodowałaby u mnie konieczność powtórnej operacji w wieku 48 lat. Jak dla mnie i dziwne to i chyba niepotrzebne w tym wieku. Tym bardziej, że moim problemem nigdy nie był mały biust ale jakby utrata jego zawartości. Przy obecnym rozmiarze 80 C-D zależałoby mi jedynie na ujędrnieniu go. Rozmawiałam o tym z dr. Furmankiem, który widziałby u mnie jedynie konieczność liftingu piersi. To jednak bardzo rozległy zabieg, ze znacznymi bliznami i efektem zmniejszenia biustu. Czyli nie o to mi chodzi.

Leżę, czytam, analizuję i co raz bardziej przekonuje mnie powiększanie piersi własnym tłuszczem. To jest chyba coś dla mnie. Zabieg polega na liposukcji tłuszczu z jednego obszaru ( u mnie uda idealnie się do tego nadają) i przeszczepie go do piersi. Bezoperacyjny, bez cięć i drenów. Cenowo podobny do operacji z implantami. Znalazłam też ciekawy artykuł uwzględniający każdy aspekt tego zabiegu http://klinikakolasinski.pl/korekcja-piersi-biustu/lipomodelling-piersi.html

Jedyne co ciężko znaleźć, to rzeczowe opinie osób, które go zrobiły. Czytając fora mam wrażenie, że większość opinii pisze zazdrosna konkurencja lub lekarze wykonujący ten zabieg. Przydałby się blog podobny do naszego 🙂

W nawiązaniu do brzucha spałam dzisiaj z jedną poduszką i jest lepiej. Siedzę już też po troszku w fotelu, umyłam na siedząco głowę, wydepilowałam nogi. Zaczynam czuć się swobodnie i gdyby nie chodzenie „na staruszkę” i niemożność kaszlania, zapomniałabym o operacji.

[kashmer] Sprawozdanie z wizyty u chirurga

Wróciłam od lekarza. Na szczęście okazało się, że szew jakby się schował, albo odpadł, bo nawet głupio mi się zrobiło, kiedy toi zdjęłam pas, a tu… śladu brak…. No ale popatrzył na szew i oowiedział, że pięknie się goi:)

Jednak cel mojej wizyty był też inny z zamierzenia. Przede wszystkim chodziło mi o to, żeby chirurg obejrzał moje znamię na prawej łopatce.
No to obejrzał… i wyciął. Teraz czekam trzy tygodnie na wyniki, bo wycinek poszedł do labolatorium…

Wieczorem rzucę fotki brzuchala:)

[kashmer] Dzień trwogi – wystający szew…

Trochę przerwy było. Ale oczywiście jak zawsze jest co napisać.
Zeszły mi strupki juz ze szwu pod brzuchem i oczom moim ukazała się piękna końcówka szwu rozpuszczalnego, która wybiła się elegancko na zewnatrz, zabierajac mi calkowicie radosc z zycia, osaczajac moje mysli. Od razu napisalam do dr. Furmanka, a ten jak zwykle zaraz mi odpisał. I dzieki mu za to, bo nerwy mam ogromne. A wyglada to tak:

20130622-082815.jpg
Po lewej ze strupkiem, a po prawej kiedy odpadł.

Dziś lecę wiec do chirurga. A w glowie mnostwo obaw. Ze bedzie bolec, bo w koncu to szew wewnetrzny, ze jak pociagnie to wyrwie i zostanie przetoka, ze zacznie sie to paskudzic, a tak dobrze bylo do tej pory…
Dzisiejsza noc spalam bez pasa, na plecach, bo rowniez zaczelam sie denerwowac, ze skora sie zaczyna marszczyc w tym miejscu. Ale przez noc sie rozprostowalo. Chociaz tyle. Marszczy sie wiec od siedzenia, bo ostatnio duzo przesiaduję i mniej leze. Od tygodnia tez rozładowuje i ładuje zmywarke, moze dlatego? No alez ile mozna lezec i nic nie robic:(
Juz niedlugo rąbnie miesiac, wiec tez trzeba wracać do normalności, poza tym jak jeszcze dlużej bede odpoczywac, to ja wroce do pracy, a mąż pojedzie prosto do wariatkowa;)
Notabene we wtorek wyjeżdża służbowo w delegacje, wiec przejde chrzest bojowy.

Odezwe sie po wizycie…. Boje sie panicznie.
A. Tak mi odpisał dr. Furmanek:

prawdopodobnie chodzi o szew rozpuszczalny, ktory dostal si na powierchnosc skory w miejscu blizny, polecam odwiedzic chirurga i szew usunac. Po usunieciu bedzie potrzeba aplikowac na to miejsce przez kilka dni masc dezynfekcyjna, jak na prz Betadine, dziurka napewno sie zagoji.

Z powazaniem

MUDr.D:Furmanek

[kashmer] Fotki kolejne brzuszka

Korzystam z ciszy, bo nasza marggarita75 właśnie w Czechach i czeka na zabieg, biega robi badania i się przygotowuje do zabiegu i chcę jej oddać pierwszeństwo na blogu teraz:)

Dodam, że już się prostuję i ciągnie coraz mniej. Właściwie normalnie zaczynam chodzić. Zalecenia – nie dźwigać! I tego się trzymam:)

Dołączam ostatnie fotki mojego brzuchala, wczorajsze:

20130619-105010.jpg

20130619-105028.jpg

[marggarita75] Grzecznościowo z własnym „fartuszkiem” ;)

A więc dołączam…
Korzystam z zaproszenia kashmer by na jej blogu podzielić się wrażeniami z mojej operacji. Połączył nas dr. Furmanek i chęć dzielenia z innymi doświadczeń z zabiegu. W końcu każda z nas ma inny próg odczuwania bólu, inne ciało, inaczej może wyglądać gojenie ran.
Godzina zero jutro. Dzisiaj wyruszam wieczorem do Trzyńca, gdzie zarezerwowałam pokój w hotelu Steel. Rano o godzinie 8 mam się stawić w ambulatorium chirurgii plastycznej. Postaram się uwiecznić hotel na paru fotkach i opisać jego standard.
Wszyscy pytają mnie, czy się stresuję. Otóż nie. Czekałam na możliwość zrobienia tego zabiegu wiele lat. Dziś mogę sobie na niego pozwolić i nie ma we mnie zawahania. Mam kilka obaw czy wyniki robione na miejscu w szpitalu nie wykluczą mnie z operacji, czy niemiłosierny upał jaki mamy obecnie da się przeżyć leżąc plackiem w grubym, ciasnym pasie. Ale nawet przez sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl, by zrezygnować.
Dołączam zdjęcia poglądowe znienawidzonego „fartuszka” i mam nadzieję, że będę mogła się podzielić dobrymi wieściami 🙂

IMAG0067 IMAG0069 IMAG0070

[kashmer] 4 tydzień po operacji

Z uwagi na fakt, iż już mogę się normalnie kąpać, czuję się lepiej, jeszcze kaszlę, to wrzucę fotki jak to wygląda zaraz po kąpieli.

Mam nadzieję, że to będzie lepiej wyglądać:) Już nie mogę się doczekać, żeby szwy zbledły.

Czuję, że ciągnie skóra, jakby było jej za mało aby się wyprostować.  Oczywiście wiem, że z każdym dniem wszystko się zmienia na lepsze. Jeszcze tydzień siedzę w domu i potem ruszam do pracy. Powinno być już dobrze:)

Jedyne co mnie męczy nadal, to kaszel, po którym czuję prawy mięsień prosty, jakby ulegał lekkiemu skurczowi. Ale nie boli:)

Oto fotki:

IMG_5567

IMG_5568

IMG_5570

IMG_5572

IMG_5573

IMG_5575

IMG_5577

IMG_5579

IMG_5580

[kashmer] Szwy, blizna pod brzuchem – początki pielęgnacji

A więc tak.

Poczyniłam przygotowania nt. zbierania wiedzy odnośnie dbania o bliznę pooperacyjną, a w tym wypadku mam do wyboru długi poziomy szew pod brzuchem, z tyłu malutkie po liposukcji oraz pępek. Zbieram informacje, napisałam do dr. Furmanka, nie wiem czemu mam to szczęście, ale doktór na wszystkie moje maile odpowiada w ciągu 3 godzin. Tak więc mam już od niego odpowiedź. Jednocześnie mój stały informator odnośnie spraw medycznych, członek rodziny również został „pociągnięty” za język i konfrontuje swoją wiedzę z chirurgami plastycznymi:)

Na początku należy pamiętać jedną rzecz. Operacja. Ona zawsze niesie ze sobą ryzyko złego gojenia się ran. Dlatego tak ważne są wytyczne pooperacyjne. Odpoczynek miesięczny to mus i przymus. Z licznych forum naczytałam się takich rzeczy, że mózg staje, że dziewczyny tydzień po operacji brały kąpiel w wannie, że sprzątały mieszkanie, odkurzały, chodziły na zakupy po centrach handlowych, zrywały opatrunki, zdejmowały pas, spały na boku i cały prawie wachlarz zachowań. To potem przeradza się w posty typu „a mnie się źle goi”, „mam wysięk z rany” itp. Decydując się na tego typu operację naprawdę należy sobie zorganizować prawie miesiąc lenistwa. Wiem, że to ciężkie, że praca wzywa, wiele z nas ma różne zawody… Mój również do lekkich nie należy. Jednak trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie, żeby to wszystko w łeb nie wzięło. Oczywiście pomijam tendencje do bliznowców które są genetyczne (warto zrobić wywiad, popatrzeć na mamę, tatę, siostrę, jeżeli przeszli oni w życiu jakieś operacje i mają blizny). To oczywiście nie jest regułą, że jeżeli mama ma tendencję do bliznowców, to Ty też będziesz mieć. Ryzyko ich wystąpienia natomiast rośnie. I nie prawdą jest to, że na gojenie i kształt rany pooperacyjnej ma wpływ TYLKO jej pielęgnacja. Dodatkowo należy pamiętać, że (same to zaobserwujecie, a większość z Was już zauważyła), że nie każda z dziewcząt, które przeszły operacje plastyczne brzucha jest taka sama. Każda blizna jest inna. Jedna wyżej, druga niżej, jedna bardziej zakrzywiona, jedna spoczywa na kościach biodrowych, druga je omija w górę itp. Od tego również zależy gojenie. Plus zachowania każdej z nas po operacji, czy wstaje nie powodując napinania skóry, czy prawidłowo nosi pas. Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście prawidłowa pielęgnacja blizn, gdzie na początku, przez pierwsze tygodnie należy ranę dezynfekować (np. octeniseptem) i nakrywać opatrunkami nie pozwalać jej na działanie siły odśrodkowej, czyli rozciągania skóry w miejscu zszycia powłok skórnych. Tam musi być stabilnie. Więc po operacji lekarz zakłada plastry, które oddychają na ranie – w moim przypadku jest to omnifix.

Dodatkowo ważne jest znalezienie lekarza, dobrego lekarza, do którego udawać się co jakiś czas, nawet pro-forma. Dla świętego spokoju, już pomijając fakt, że coś nas niepokoi. Lekarz od razu wie, czy wszystko jest ok, patrząc na konkretną bliznę jest w stanie zaproponować ewentualną zmianę leczenia, podpowiedzieć maść. Odradzam wczytywania się w fora. Widziałam posty dziewcząt, gdzie naprawdę coś się działo z brzuchem, wystąpiło zasinienie i zamiast natychmiast udać się do lekarza szukała pomocy na forum. Nie neguję przydatności forum, ale np. jak z tysiąca stron postów, czytając kilkudziesięciu permutacji wpisów, kilkudziesięciu, czasem setek kobiet, mających różne stadia gojenia się rany – znaleźć ten jedyny sposób dla siebie? Ja jestem daleka od tego typu posunięć. Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać, to tylko blog. U mnie na razie się wszystko odbywa ksiażkowo. Nic nie boli, zmieniam pozycje (siedzę trochę, postoję), w większości leżę (tylko na plecach) i odpoczywam.

Dźwięczą mi słowa dr. Furmanka, kiedy powiedziałam mu, że do 16 czerwca jestem na zwolnieniu: „Proszę w tym czasie tak ze trzy razy dziennie się przejść po mieszkaniu”. Trochę to chyba dmuchanie nanzimne? Kurczę, a ja w zasadzie więcej, dużo więcej łażę. I byłam pewna, że mogę próbować chodzić na spacery do parku! Ale coś w tym jest. NIE i już:)

Dr. Furmanek napisał mi w odpowiedzi:

u nas najwiecej sie uzywaja masci Contractubex albo Dermatix, ktorych mozna kupic w ktorejkolwiek apotece. Jesli sa blizny zupelnie zagojone, dezynfekcji nie trzeba. Masci albo plastry silikonowe aplikuja sie w ciagu 2-3 miesiecy po operacji, wg. potrzeby dluzej.

Słowa jednego z lekarzy, do którego napisałam:

Lepiej odkażać początkowo ranę –np. octeniseptem , natomiast plastry, opatrunki stosuje się wg zasad fizyki : w poprzek rany- tj jakby ściągając brzegi rany kolejnymi przylepcami do siebie a nie wzdłużnie- czyli zakrywając i nieco drażniąc ranę i zciągając do siebie mechanicznie oba „szczyty”rany, co powoduje,że łatwiej rozchodzi się ona na boki na długości.

W związku z powyższymi informacjami, udaję się do lekarza chirurga w Lux-Medzie w tę sobotę o 13:00 (tam mam abonament), aby ten nauczył mnie samej zmieniać opatrunek (jak kleić, czym kleić) oraz mi go oczywiście zmienił. Dodatkowo mam zamiar chodzić na wizyty co najmniej raz na tydzień teraz, a jak już pasa nie będzie to raz na dwa tygodnie i zmniejszając częstotliwość.

Także spokojnie, to nie takie straszne. Należy tylko czuwać i od razu reagować, jeżeli coś wydaje nam się nie tak.

Będę sukcesywnie dodawać treść do wątku.

[kashmer] Pierwsza kąpiel

Więc tak. Zrobiłam to. Odważyłam się na zdjęcie pasa raz przed lustrem to i poszłam na żywioł, wlazłam pod prysznic.
Najpierw (mam brodzik dość głęboki) położyłam na dno brodzika matę antypoślizgową, zeby nie fiknąć oberka. Pod brodzik dywanik, żeby wychodząc również się nie rozłożyć.
Po zdjęciu pasa delikatnie wlazłam, bez prostowania się całkowicie, w takiej pozycji lekko schylonej. Woda – nie za gorąca, ale też nie za zimna. I dalej szampon, mydło. Oczywiście z nerwów złapałam odżywkę do włosów, zamiast szamponu:)
Nie stałam pod strumieniem wody, najpierw się namoczyłam, umyłam a potem spłukałam. Ot i wszystko. Ale chyba ważne są własnie te rzeczy:
– nie poślizgnąć się
– nie stać pod strumieniem wody dłużej, niż wymaga to spłukanie (notabene pozycja średnia, odpada wyciąganie łap wyżej po mydlane rzeczy, więc szybko się chce wyjść)
– po wyjściu osuszyć się ręcznikiem bez wycierania i od razu założyć pas

Plastry na swoim miejscu, nie odkleiły się, więc nie będę ich odklejać.
Chwila konsternacji, bo patrząc na pas nagle straciłam pewność jak go założyć:))) Ale ok, ten co dają w Czechach jest wyraźnie profilowany, a rzepy zapina się z prawej na lewą. Blondynka;)
No i teraz się położę, odpocznę.
Jestem czysta od stóp do głów:))

PS. Kąpiel 15 dnia po operacji to moim zdaniem dobry termin. Wcześniej naprawdę czułam, że jeszcze nie jestem gotowa na zdjęcie pasa. Pokrywa się to w 100% z tym, co mówi dr. Furmanek. Kiedy powiedział, ze w weekend mogę próbować się umyć, mówił to bez przekonania. Kiedy po prostu powiedziałam mu, że rozumiem, że myśląc, że jestem kobietą, to muszę się umyć, ale ja chcę wiedzieć, kiedy on będąc na moim miejscu poszedłby pod prysznic od razu odparł – poniedziałek, a najlepiej wtorek. Więc słuchanie go ma sens. Wcześniej po prostu się podmywałam albo nad brodzikiem nachylona myłam górę nad pasem, nie zdejmując go.

W takim razie i pas będę nosić półtora – dwa miesiące, a spać na plecach półtora miesiąca licząc od operacji.

[kashmer] Zdjecia na stojąco bez pasa

No.
Odważyłam się wstać bez pasa i podejść do lustra.
Brzuchal okropnie pognieciony z uwagi na ściśniecie. Cały czas owinięty i rozpinam tylko na smarowania maścią, o ktorej pisałam wczesniej. Więc przepraszam za nieapetyczne zdjęcia:)
Dzis mam zamiar wejść pod prysznic:) pewnie sie zmyja zabrudzenia i sie troche wyprostuje skora. Wtedy tez pstrykne foty. Na razie wrzucam te. Kurcze. Moglabym wlasciwie chodzic bez pasa. Nic nie boli, ciagnie duzo mniej. Ale wiem, ze musi sie wszystko w srodku poukladac do nowego, mniejszego domka:)
Dodatkowo kiedy zaczne juz normalnie funkcjonowac, zaczne napinac miesnie. Na zdjeciach stoje normalnie, nie wciagam brzucha. Ot tak:)
Ale fajnie:)

20130611-075646.jpg

20130611-075703.jpg

20130611-075717.jpg

20130611-075731.jpg

No i takie male porównanie

20130611-095423.jpg

[kashmer] Zdjęcie szwów

20130608-112727.jpg
Właśnie wracam ze Szpitala od dr. Furmanka.
Przyjął mnie koło 10:00. Nie wzielam zadnych papierów, wypisow ze szpitala jak ta trąba i bałam się, ze bedzie problem. Ale wjechalam na 3 pietro, poszlam do punktu przyjec chirurgii plastycznej i okazalo sie, ze karta moja na mnie czeka uszykowana i wystarczyl dowod osobisty.
Dr. Furmanek kazał na siebie poczekać jakies 20 minut. Po czym zszedł z oddziału gdzie był i przyszedł do mnie.
Weszlam do gabinetu, on i pielegniarka usmiechnieci od ucha do ucha, przywitali sie ze mna. No i wyladowalam na kozetce. Zdjeto pas.
Potem doktor zerwal tasmy na szwach. Troche krwi polecialo w miejscach, gdzie sie oderwaly strupki. Nic nie bolalo. Od razu zdezynfekowal. Tu juz poszczypalo troche i potem tez. Nastepnie zdjal szwy z pepka. Pokazal mi go. Na razie go nie czuje. Nie rozumiem jak wyglada. Jest mocno splaszczony pod wplywem pasa. Napewno nie jest taki jak byl przedtem- brzydki i rozciagniety.
Potem usiadlam bez pasa. Pierwszy raz widzialam brzuchal jak siedze kiedy tak sobie swobodnie opada. Jest mala oponka koedy siedze, ale jest to spowodowane:
1. Rozciagnieciem skory po ciazy
2. Rozejsciem miesnia- wiec i zawartosc sie rozrosla. A teraz wszystko wepchniete pod pas. I tak koedy stoje nie moge sie wyprostowac, bo mam wrazenie, ze nie starcza skory. 🙂 Ponoc to normalne.

Dalej zdjeto szwy z tylu od liposukcji. Tu tez sie ladnie goi. Za miesiac powinnam dostrzec efekt. Reszta szwów jest rozpuszczalna.

Zalecenia:
– wykapac sie pod prysznicem we wtorek -środę.
– pas jeszcze miesiac nosic
– oszczedzac sie porzadnie
– nic nie dzwigac
– zadnej sauny, basenow i innych oczywiscie
-nie lazic za duzo przez tydzien
– powoli sie prostowac za jakies pare dni

[kashmer] Tydzień za mną

Dziś jeszcze lepiej się czuję. Myślę, że niedługo mąż będzie mógł odsapnąć. W piątek zdjęcie szwów. I rozmowa z Furmankiem:)
Wczoraj byłam u swojej lekarki, zaufanej po zwolnienie. Dostałam dwa tygodnie, więc byczę się do 16 tego. Potem wracam do pracy.
Moja Pani Doktór obejrzała brzuszek, powiedziała, że dobrze się goi. Ponaciskała tu i tam, wykryła stwardnienia dwa nieznaczne pod skórą w miejscu gdzie były dreny. Powiedziała, że to krwiaki pod skórą. Żeby nie powstały zrosty (chyba dobrze zdozumiałam), to dała maść. Smaruję się od wczoraj i serio czuję, że dziś są mniejsze. Oto maść:
20130605-084120.jpg

To taki żelik. Nic nie szczypie, w ogóle go nie czuć.
Lekarka pochwaliła moją decyzję. Stwierdziła, że decyzja doskonała, bo sama operacja przepukliny faktycznie nie ma sensu. Dobrze, że mogłam połączyć ją z plastyką.
Dziś wyglądam tak:
20130605-084358.jpg20130605-084409.jpg20130605-084421.jpg

20130605-084444.jpg

20130605-084452.jpg

Chodzę znacznie sprawniej. Leżę już normalnie na plecach, nie muszę miec juz podłożonych poduszek pod plecy. Nogi mam zgięte, jeszcze nie mogę rozprostować. Śpię nadal z poduchą pod kolanami. Ale wstaje szybko, używam już teochę mięśni brzucha. Dziś nawet wydmuchałam nos. Nie bolało:)

Ps. Pozdrawiam gorąco Was dziewczyny, które są tutaj ze mną i czytają wypocinki!:)