[fifcia] Operacja w Polsce – Wrocław

Witam serdecznie wszystkie dziewczyny przed i po operacji plastyki brzucha .

Nie jestem dobrą pisarką ale spróbuję opisać swoją historię. Jestem mamą dwójki dzieci 12 i 13 lat i żoną jednego męża od 15 lat, a znamy się całe wieki. Po ciążach została mi pamiątka w postaci rozstępów w dole brzuszka, których nigdy nie mogłam zaakceptować. Nigdy nie byłam korpulentną osobą, moja waga przed ciążami to 50-52kg. Obecnie ważę 58 kg. Niestety pomimo, że podczas ciąży pierwszej przytyłam tylko 6kg a drugiej 10 kg to moja skóra niestety nie dała rady i pojawiły się rozstępy a brzuch nigdy nie był już ładny. Tak naprawdę to zawsze chciałam zrobić plastykę brzucha ale mąż zawsze mówił że jest to mi niepotrzebne i tak odkładałam to na później i właśnie wtedy przypadkowo znalazłam ten blog i wasze opisy oraz zdjęcia. Pokazałam mężowi, a On odrazu powiedział: „Kochanie zrób sobie ten brzuszek bo widzę że bardzo tego chcesz.” I Stało się. Długo się nie zastanawiałam, natychmiast zaczęłam szukać lekarza, który zna się na swoim fachu. Mieszkam we Wrocławiu. Podpytałam moją kosmetyczkę czy zna jakiegoś dobrego chirurga od plastyki brzucha- padło na doktora Waclawowicza. Na dodatek na blogu, Gosia, która opisuje swoją historię też miała operacje u doktora W. Decyzja zapadła. Konsultacja była tylko jedna w lipcu 2017, a termin operacji został wyznaczony na wrzesień 2017r. Cena to 12 tys. -plastyka brzucha i zszycie mięśnia prostego.

Dlaczego pisze -bo chciałam wszystkim dziewczynom przekazać, że to super mieć znów piękny brzuch, bez żadnych rozstępów i oczywiście po to jest moja obecność na blogu Kashmer żebym mogła pytać was o rady bo kto jak nie wy dziewczyny, które już to mają za sobą może być większą skarbnicą wiedzy .Wiec do rzeczy jestem 12 dni po operacji i przedstawiam moje zdjęcia przed operacją 🙈i dzisiaj w 12 dniu po 😊

 

Reklamy

[jolinda84] KARBOKSYTERAPIA… bye, bye tygrysie paski

Dziewczyny…..
Karboksyterapia, czyli po mojemu jest to wpuszczanie podgrzanego dwutlenku węgla za pomocą cieniutkiej kaniuli w zmienione miejsca. Ale to wiem teraz, bo wcześniej nie pytałam co to za zabieg, na czym polega i jak wygląda po prostu jak ta kobyła poszłam- weszłam 🙂
W salonie przywitała mnie Pani Marzena- miła, uśmiechnięta i cudowna kobieta! Myślę- extra, będzie fajnie 🙂
Nie czytałam niczego w encyklopedii googla, bo po co??
Położyłam się na kozetce a  Pani M. włączyła maszynę i zainstalowała igiełkę…igiełkę?? Ajjjjjj!!!! No ok! Na akupunkturę chodzę, w ciąży insulinę wstrzykiwałam to co mi tam taka cienizna zrobi 😀

Kurna oleś!!! Bolało, oj bolało dlatego, że A- nie spodziewałam się ataku (hehehhe), B-mam- miałam kilka głębokich rozstępów- a ten gaz rozdzierał mi od środka rozstęp, żeby w ciągu kilku godzin, dni się regenerował…..dałam radę!!! Ale pomyślałam sobie, że ja chyba wolę mieć pręgi niż cierpieć :(:(:(:( wyszłam pokłuta, obolała i zmęczona psychicznie :(:(:(:(
Dowiedziałam się jeszcze, że mam totalnie brak elastyczności skóry, zero jędrności:(:(
Mam 32 lata i skórę zniszczoną ciążami, genetycznie suchą i niejędrną skórę- wszystkie nieszczęścia świata- stara babcia 😦

Dwa dni później gdy ukłucia mi zeszły….rozstępy zrobiły się jakby płytsze?? Te które miałam ciachnięte- o kurcze!!!!! Jaka różnica po jednym zabiegu!!!!!
Pomyślałam, że „zesram się a nie dam się”- zęby w ręczniki i jadę z tym gazem 🙂

I tak jestem po 4 zabiegach (może 5- nie pamiętam) a ja widzę, że rozstępy są jaśniejsze,płytsze a skóra jest jędrna i gładsza.

Zrobiłam kilka zdjęć i nakręciłam filmik- mam nadzieję, że moje golizny nie trafią do znajomych więc na fb proszę mnie nie oznaczać.
Dla własnego zaspokojenia ciekawości jakie zmiany we mnie się dzieją będę je regularnie dokumentować 🙂

A namiary na salon to:
WROCŁAW
http://www.miuestetic.pl/contact.html
miuestetic.pl
Ostatnio się zorientowałam, że jest to salon Pani Marzeny Daleckiej- tej samej, która ma szkołę kosmetyczną i szkołę wizażu i stylizacji :)Więc przypadkiem nie mogłam trafić lepiej.

 

Trafiamy w paski, po jednym, po malutku- będzie pięknie

fullsizeoutput_2cf4

Cel- pal w rozstęp

fullsizeoutput_2cf5

Tutaj widać jak rozstęp się wypchał.

[jolinda84] Najlepsze spotyka mnie……przypadkiem

Przypadek,

Podobno nic nie dzieje się przypadkowo…..
Pierwsze moje wpisy a tym blogu, notabene dwa lata temu, były o moich decyzjach dot. plastyki brzucha- wiele razy pojawiało się w nic słowo- przypadek.

Otóż, deprasja zaprowadziła mnie na konsultacje do chirurga plastyka- miała być to dla mnie tląca się nadzieja na plastykę, na którą mój mąż się nie zgadzał, bo droga, bo nie wyglądam tak źle (??????) i że strach…..i przypadkiem okazało się, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych i muszę mieć operację dla ratowania zdrowia a nawet życia?!!!
O kochanie!!!!! Nie ma, że boli skoro mam być cięta to nie przez rzeźnika, któremu wsio ryba jaką okrętką mnie sfastryguje tylko mam być w dobrych, profesjonalnych rękach….i tak, po krótce, cudownym przypadkiem pozbyłam się zwisa….

I znowu przypadek 🙂
Parę tygodni temu napisała do mnie kochana założycielka tego bloga- robiła porządki na swojej stronie i chciała dopytać jak się czuję- swoją drogą bardzo dziękuję za miłą pogawendkę- fajnie czasami zamienić zdanie z kimś życzliwym…..
Na jej prośbę postanowiłam powrócić z kilkoma tekstami, ponieważ PRZYPADKIEM (serio, serio) pozbywam się bardzo skutecznie rozstępów- co prawda miałam już kilka zabiegów przed rozmową z „kashmer „ale obiecałam zdokumentować to co ze sobą robię. Strasznie mi szkoda, że nie zaczęłam się focić od pierwszego zabiegu, byłoby widać niesamowitą różnicę!!!!!!
Cel pozbycia się rozstępów obrałam sobie jeszcze ze świeżo zrobionym brzuszkiem. Ale koszt psychiczny przejścia operacji był dla mnie zbyt duży, żeby zdecydować się na inwazyjne metody. Bałam się, poza tym trochę byłam spłukana, do tego byłam tak szczęśliwa bez „intruza”, że same rozstępy postanowiłam …yyyy pokochać?

Po raz kolejny przypadek…….
W listopadzie 2016 musiałam z rodzinką na 3-4 dni zamieszkać z teściami- u Nas trwał remont i jak to bywa na obczyźnie (brak obowiązków- zero prania, zero gotowania i zero dzieci- dziadkowie ogarnęli wszystko) z nudów wertowałam internet…i przypadkiem gabinet kosmetyczny szukał modelki na pedicure medyczny- ot ale przypadek, dawno nie robiłam nic ze stopami, akurat mam nagniotkę i co mi tam idę!!!!
Był to gabinet kosmetyczny przy szkole kosmetycznej (dodatkowo mają szkołę wizażu i stylizacji) i dziewczyna na mnie trenowała pedicure. Poznałam Panią Marzenkę, która uczyła kosmetyczkę. Rozmowa zeszła w naturalny sposób, od stóp poprzez różne choroby do przepukliny, operacje przepukliny i operacje plastyczne i inne życiowe sprawy. Od słowa do słowa dowiedziałam się, że istnieje jedna jedyna metoda na pozbycie się rozstępów- KARBOKSYTERAPIA. Kremy, peelingi, masaże próbowałam i jakiś większych efektów nie widziałam. Nie byłam w ogóle nastawiona na żadne zabiegi na ciało, bo przecież miałam te tygrysie paski pokochać i do tej pory  nic tak za specjalnie nie działało!!!
Dodatkowo nastawiłam się, że trzeba na takie cud- terapie wydać jakieś grube pieniądze. W sumie jestem bezrobotna- jestem szoferem własnych dzieci, ale one płacą mi w naturze.
Umówiłam się na zabieg bo dowiedziałam się, że kilka zabiegów wystarczy, żeby było czuć różnicę a i cena jest do przeżycia ok. 200-250zł na jeden raz w zależności jak duży obszar trzeba ogarnąć. Umawiać się należy co ok 10-14 dni- u mnie wychodzi dwa max trzy razy w miesiącu. Do wiosny będę jak nówka- nieśmigana 😀

Myślę, że tyle w gwoli wstępu, w kolejnym wpisie opiszę sam zabieg. Mam cudne zdjęcia i filmik, napiszę gdzie robię te zabiegi i jak z całego serca polecałam mojego plastyka tak daję ręce i głowę i wszystko za „moją” Panią Marzenkę. Jestem słaba psychicznie i mało odporna na ból dlatego jak trafiam na kogoś z podejściem, dobrym sercem i MEGA profesjonalizmem nie pójdę nigdzie indziej- nawet za darmo 🙂

Jola

 

[madchicca] Body under construction vol2.New possibilities ;)

Witam  😛

Ogromnie mi miło, że jesteście ciekawe i dopytujecie co u mnie … Tak więc nie mogłam uczynić nic innego jak wyskrobać chwil parę i zasiąść do pisania 🙂

Dziś jest 51 dni po operacji 🙂

20151127_121328

Wszystko goi się bardzo dobrze… Jakiś 3,5tyg temu zeszły mi ostatnie strupki które odkryły dwa szwy na środku brzucha. Trochę się tym przejmowałam, ale po wizycie u pana doktora, zostałam skutecznie uspokojona. Szwy po 2 tyg odpadły same.

20151127_121516

Nie mam żadnych problemów z chodzeniem. Nic mnie nie ciągnie nie boli… wszystko jest tak dobrze,że nawet 2 tyg temu udałam się na fitnes. czywiście z zamiarem,że delikatnie… będę odpuszczać itp. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale jako,że trochę głupio tak nie wykonywać wszystkich ćwiczeń, postanowiłam do czasu kmpletnego powrotu do sprawności ćwiczyć w domku. Jak się jednak okazało nie był to dobry pomysł, zaczął mnie boleć brzuch w środku w okolicy pępka i ból nie ustępował parę dni. Wstyd się było przyznać komu kolwiek, tak więc przy kolejnej wizycie u doktora subtelnie zapytałam (dodając,że tak pytam tylko czysto hipotetycznie) czy może mi jeszcze coś w środku pęknąć… Na co ku mojej trwodze lekarz stwierdził,że tak ponieważ, jeszcze nie zrosło się nic w środku tak maksymalnie i że powinnam zaczekać jeszcze jakieś 4 tyg. Momentalnie zrobiło mi się gorąco… przypomniał mi się bół w okolicy pępka … Drażyłam temat dalej :”Ale Panie Doktorze skąd ja będę wiedziała,że nie pękłam w środku ?” Na co on odpowiedział,że napewno zauważę, ponieważ wszystko mi wylezie… ( co kolwiek miałoby to nie oznaczać ) to mnie z lekka uspokoiło, ponieważ nic mi nie „wylazło” :P. Oczywiście dałam sobie totalnie spokój z ćwiczeniami … na razie.

Na jednej z ostatnich wizyt dr poprosił,żebym porozmawiała z dziewczyną, która się dopiero zastanawiała nad zabiegiem. Tak więc opowiedziałam jej wszystko na temat swojego zabiegu, samopoczucia, na temat opieki w szpitalu itd itp. I oczywiście starałam się ją przekonać,że WARTO, bo daje to bardzo dużo… Przecież niedawno sama byłam w tej sytuacji… W sumie bardzo fajne doświadczenie 🙂

Częstotliwość moich konsultacji chirurgicznych, nie jest spowodowana moją miłością do dr. W 🙂 ( chociaż ostatnio nad tym uczuciem zawisły czarne chmury 🙂 , tylko właśnie pracujemy nad  szczegółami mojej kolejnej operacji naprawczej ale tym razem robimy piersi 🙂 ) . W chwili obecnej już wszystko mamy raczej ustalone. Dobrany rozmiar wkładki, kształt i oczywiście data zabiegu. Jestem już po USG jescze muszę kupić biustonosz i 13 grudnia zostaje przyjęta do szpitala 14 będę poddana zabiegowi. Powiem Wam szczerze,że z biustem jest dużo trudniej, ale gdy już się dobierze rozmiar. Przymierzy… pochodzi… i dobierze się te idealne… to daje duużą frajdę… Ale o piersiach to już innym razem…

Trzymajcie za mnie kciuki ponieważ listopad daje mi się ostro we znaki… 😛

Do zczytania 🙂

Ania

 

 

[madchicca] Body under construction vol.1 Back to life :)

Witam w poniedziałek 🙂

Dziś jest 12 doba po operacji . Wszystko goi się niesamowicie szybko ładnie i bez problemu.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wyszukiwała powodów do paniki tam gdzie ich nie ma. Ale do rzeczy , jeszcze na konsultacjach dr mówił,że w 4-6 dobie po operacji dopadnie mnie depresja, będzie mi się chciało płakać itp. Stwierdził,że mam z tym nie walczyć i poddać się temu, ugotować rosół taki porządny- domowy, który jak mniemam miałam zjeść  i poczuć się lepiej. Także od 5 doby po operacji czujnie czekałam na wzmożony przypływ depresyjnych emocji… Jako,że nie miałam praktycznie wcale apetytu nie w głowie było mi gotowanie rosołu. Nastroje miałam strasznie zmienne, acz nie przechodziły raczej w skrajności. Córka dreptała sobie do szkoły a młody siedział ze mną w domu bo się bidulek jak na złość pochorował, ja starałam się ogarniać wszystko pomalutku uważając żeby się nie przemęczać. W praktyce wyglądało to tak,że wykonywałam wszystkie prace domowe co 20 min zalegając na 10 min na kanapie 🙂 Tempo raczej żółwie, ale przynajmniej miałam w większości wszystko ogarnięte

W 8 dobę – dzień moich urodzin, obudziłam, się strasznie obolała. W sumie nic mi nie szło i byłam przybita tym,że siedzę sama,że ciężko mi się chodzi. Bolały mnie plecy i nie mogłam wygodnie siedzieć. Przy zmianie opatrunku zauważyłam,że zrobił mi się jakiś siniak z prawej strony. Wymyśliłam sobie już martwicę, jakiś krwotok wewnętrzny ( diagnozuję się za pomocą googli 😉 ) … Postanowiłam nie dzwonić do EMC bo dzień później miałam się udać na zdjęcie szwów.  Ranę od powrotu do domu staram się naświetlać lampą Bioptron,żeby się lepiej i szybciej goiła, także gdy już nadszedł wieczór, rozwinęłam się z pasa i opatrunku i leżałam naświetlając miejsce gdzie pokazał się krwiaczek-siniaczek- vel powód do paniki .W pozycji półleżącego nieszczęścia,  odbierając życzenia na fejsiku, rozmyślałam nad tym jak wyglądały moje urodziny w ubiegłym roku (były niespodziewanie dość huczne i bardzo udane :)), czułam jak wzbiera we mnie rozpacz.

20151015_174727_resized

Koło godz 21 wparowały mi do domu dziewczyny z tortem winem i mega prezentem ( nagrały mi filmik na którym znajomi i Ci mniej znajomi składają mi życzenia urodzinowe)… zastały mnie w tej dość niezręcznej sytuacji. Płakałam jak bóbr za szczęścia … bolał nie brzuch , plecy i wszystko, ale muszę przyznać że mam CUDOWNĄ przyjaciółkę, która to wszystko zoorganizowała mimo tego,że miała milion swoich problemów na głowie. Nie spałam do rana, koło 5 przyjechał małżonek a ja nie mogłam się powstrzymać i musiałam mu cała w emocjach wszystko opowiedzieć. Także na zmianę opatrunku jechałam na 11 ledwo żywa, ale przeszczęśliwa… To tyle z depresji…

Buka przed zdjęciem szwów 🙂

Snapchat-1487117543816146148_resized

Ale wróćmy do meritum.

W 9 dobie po operacji zdjęto mi szwy. Dostałam pozwolenie na prysznic całego ciała 🙂 Poprosiłam męża o pomoc, jako,że jestem naczelną panikarą. Odważyłam się stanąć bez pasa, było mega dziwnie, brzuch spuchnięty nad raną i na wzgórku łonowym. Spanikowałam już wchodząc pod prysznic, ale małżonek mnie zgadał, oblał wodą i i jakoś poszło… Zrobiło mi się słabo i szybko przydrepatałam do sypialni i zaległam na łóżku dając ranie się przewietrzyć i wyschnąć. Następne kąpiele były już bezproblemowe .

Z każdym dniem jest lepiej … wszystko jest lepsze 🙂

Jestem podekscytowana swoim brzuszkiem i  nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę mogła chodzić bez pasa… Ale przestrzegam wszystkich zaleceń . Dziś już wsiadłam za kierownicę i stwierdzam,że nie mam problemu z prowadzeniem auta także największy problem UZIEMIENIEM już za mną 🙂

Dodaję foteczki z wczorajszego wieczoru . Dodam,że brzusio spuchnięty jeszcze 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Pozdrawiam i do „zczytania”

Ania

[madchicca] Body under costruction

Witam,

Strasznie się cieszę,że mogę dołączyć do Waszego grona i podzielić się z Wami swoją historią.

Od zawsze byłam potężniejsza, nie gruba ale zawsze jednak trochę bardziej papuśna od moich koleżanek. W wieku 16 lat się zakochałam w starszym 5 lat chłopaku. Gdy masz 16 lat a chłopak 21 to wszyscy wokół uważają,że jest to problem, jakby na to nie patrzeć on pełnoletni student ja jeszcze liceum. Spotykaliśmy się po kryjomu i z tego wszystkiego zaszłam w ciąże w wieku 17 lat. W rodzinie dramaty, dużo by pisać… Ja za to wszystkie stresy związane z ciążą po prostu postanowiłam zajadać. Przybyło mi 30 parę kg, pod koniec ciąży prawie dobiłam 100 kg. Oczywiście brzuch popękał bardzo… był wielki . Ale jako nastoletnia matka skupiłam się na wychowywaniu córki, zrobiłam maturę i poświęciłam się obowiązkom mamusiowym. Po 5 latach wzlotów i upadków… Zaszłam w drugą ciążę, oczywiście postanowiłam uważać… i obiecałam sobie,że nie przytuję tyle co wcześniej, zważywszy na to,że startowałam z większej wagi wyjściowej. Niestety plany czasem zbaczają z kursu i przez przenoszoną ciąże przytyłam 30 kg i na wadzę pokazało się 112 pod koniec … Z nadzieją iż po porodzie wszystkie nadprogramowe kg odpłyną jak wody płodowe postanowiłam się nie przejmować.

W 2008 roku w maju postanowiliśmy z partnerem zalegalizować nasz związek, wyznaczyliśmy datę na 25 października tego samego roku . Córa miała prawie 6 lat syn pól roku, wszystko pięknie ślicznie, ale ocknęłam się … waga w tym okresie koło 85 kg pokazywała… Pomyślałam sobie kurde … jaką ja suknię na siebie włożę. Może to zabrzmi śmiesznie, ale najbardziej stresowało mnie to,że kupując suknię będę ją mierzyć z manekina który ma rozmiar 38 i pani ściśnie mnie tym sznurkiem od gorsetu jak baleron… MASAKRA… Ogarnęłam się niesamowicie i w dniu swojego ślubu na wadze zobaczyłam 57 kg ( i to jeszcze przed Chodakowską) Cudnie.. nikt mnie nie poznał sukienka w rozmiarze 38 była na mnie za duża, wszyscy w szoku…

FsgXBTID

Ale wszystko zaczęło mi zwisać dosłownie i w przenośni 😛 … skóra na brzuchu wisiała mi jak fartuch. Musiałam nosić wysokie majtki,żeby okiełznać skórę która praktycznie żyła własnym życiem. W ciuchach wyglądałam rewelacyjnie za to bez to jakaś porażka. Żeby poczuć się lepiej napisałam do Shape opisałam swoją historię (tylko o odchudzaniu nie o problemie z brzuchem).. opublikowali ją… Parę lat później zaprosili mnie do Warszawy na sesję zdjęciową Metamorfoza z Shapem. Zrobili fryzurę, make up, ubrali w ładne ciuchy … wyszły super zdjęcia… tyle. Szał opadł i moja zmora – brzucho… nadal nie dawała mi spokoju… Gdy miałam gorszy dzień myślałam o tym,żeby go wyciąć nożycami, bo przecież gorzej nie mogło być.

Ania

W tym roku mąż zmienił pracę… zaczęło się układać postanowił dobrodusznie,że powinnam zrobić plastykę brzucha. Zaczęłam czytać o miejscach we Wrocławiu gdzie wykonują takie zabiegi. Mimo, że podczytywałam Wasze forum, to niestety operacja w Czechach w ogóle nie wchodziła w rachubę. Umówiłam się na konsultacje z jakimś ponoć super hiper chirurgiem. Pojechałam z mężem i na dzień dobry już byłam na NIE. Nie wiem jak to opisać… po prostu nie stykło między nami.. Gdy zaczął w ogóle gadać już chciałam wyjść…Dzień później opowiadałam to wszystko swojej przyjaciółce i okazało się,że jej mama pracuje w EMC we Wrocławiu i poleca mi pana dr Wacławowicza.( jakoś mi umknęło że gosiar1976 też była tam operowana, przyznaje się bez bicia). Po pierwszej wizycie absolutnie się zakochałam, pan Wacławowicz posiada tak samo specyficzne poczucie humoru jak i ja, także od razu podjęłam decyzję. Umówiłam termin, w międzyczasie mieliśmy konsultację z mężem. Teściowa zaoferowała,że zostanie z dziećmi na te 4 dni które miałam spędzić w szpitalu.

No i zaczęły się schody… W tyg. poprzedzającym datę operacji dostałam telefon, czy nie mogłabym zjawić się we wtorek zamiast w czwartek w szpitalu, szybki tel do teściowej czy może, stwierdziła,że nie ma problemu. Ok, kompletowałam sobie spokojnie wszystko co było mi potrzebne do szpitala. Nad ranem w dzień przed operacją dostałam telefon,że teściowa miała poważny wypadek samochodowy ale na oko nic poważnego jej się nie stało jest tylko poobijana. Ogarnęła mnie panika ponieważ posypał mi się cały plan i obawiałam się,że będę musiała odwołać całą operację. Nie mogłam spać i gdy tylko okazało się,że już pora w miarę przyzwoita i mogę zacząć wydzwaniać cała we łzach obdzwoniłam wszystkich możliwych znajomych i znalazło się rozwiązanie… Po milionie telefonów i wpadnięciu w histerię niemalże jedno dziecko zostało w jednym miejscu a drugie w drugim ale sytuacja została opanowana.

We wtorek spakowałam się załatwiłam wszystkie sprawy i udałam się z duszą na ramieniu do szpitala. Zwiozła mnie tam sąsiadka i zostałam przyjęta na oddział.Trafił mi sie piękny dwu osobowy pokój z łazienką (nie jestem pewna ale mam wrażenie,że to ten sam którym swego czasu była gosiar1976) Po jakiejś godzinie przyjechał dr Wacławowicz i przedyskutował ze mną jeszcze raz szczegóły związane z operacją. Pobrali mi litry krwi dali wytyczne kiedy mam już nie jeść i nie pić i poszłam spać.

W środę z rana dostałam koszulę z troczkami z przodu i jednorazowe pantalony . Wcisnęli mi tego motylka do kroplówki i chyba dostałam jeszcze dwie kroplówki przed zabiegiem ale teraz nie pamiętam. Rano odwiedził mnie doktor i zapytał czy mam jakieś pytania, powiedziałam,że nie a on na to ” To dobrze bo nie chce mi się gadać !”  ( uwielbiam go :)) Pół godz przed godz zabiegu zabrali mnie do zabiegowego i zrobili zdjęcia przed i obrysowali mi brzuch . Wróciłam do pokoju wykonałam ostatnie telefony do rodziny i zabrali mnie o 12 na sale operacyjną. Na miejscu kazali mi rozłożyć ręce jak na krzyżu i …. Już nic więcej z tamtąd nie pamiętam.

Później obudziłam się jadąc do jakiegoś pokoju po zabiegowego gdzie miałam spędzić noc. Pamiętam,że jak się obudziłam to czułam ból, nie był on duży ale strasznie mi przeszkadzał. Poprosiłam o coś przeciwbólowego dostałam morfinę, nie pomogła mi i dostałam coś innego. Koło 18 przyszła do mnie przyjaciółka i pogadałyśmy (twierdzi,że nigdy nie chce już mnie oglądać w tym stanie), w sumie nie pamiętam o czym.  Przez całą noc chodziły koło mnie pielęgniarki i coś tam robiły…

W czwartek o 5 miałam pionizację i poszłam do toalety przy pomocy pań pielęgniarek, w drodze powrotnej jednak musiały mnie panie prowadzić bo zrobiło mi się słabo. Koło 8 wróciłam do pokoju . I już sama zaczęłam wstawać, bez problemu i nawet nie bolało tylko ciągnęło. Cały czas myślałam o tym,żeby jak najszybciej zacząć w miarę normalnie funkcjonować ponieważ wracałam do domu i miałam być sama z dziećmi.( w sumie mają 13 i 8 lat także nie ma przy nich dużo roboty ale jednak) Przyszedł doktor miałam zmianę opatrunku żartował „jaka laska od razu,żebra widać” Itp. Stwierdził że udało mu się wyciąć więcej niż zamierzał i że wszystko pięknie ślicznie. Zobaczyłam swój pępek pierwszy raz od 12 lat 😀

W piątek dostałam wypis wytyczne od doktora itp . Przyjechałam do domku. Czuję się dobrze… nie mam problemu z niczym tylko przeszkadza mi fakt,ze mam ochotę zrobić wiele ale nie mogę. I jestem uziemiona i zależna… a nie lubię tak . Lubię sobie wszystko ogarniać po swojemu.

Teraz jestem 5 dni po operacji, wszystko goi się cudnie z każdym dniem jest coraz lepiej  Czekam z niecierpliwością na zdjęcie szwów. Ale jestem zadowolona… Dr Wacławowicza uwielbiam, szpital rewelacja.. zapłaciłam 11700 PLN .

W planach mam w styczniu robić piersi 🙂

Uf… ale się rozpisałam… mam nadzieję,że będzie Wam się chciało to czytać. 🙂 Zamieszczam zdjęcia z przed i po … I te dzień po operacji 🙂

Ania

brzuch przed brzuch przd2 12092512_944760532227602_2066203888_n (1)

[tchorz] Nowy brzuszek w Warszawie

Cześć!

Na wstępie bardzo dziękuję za zaproszenie do bloga.

Operację miałam 29 lipca w AGKlinik w Warszawie u dr Adama Gumkowskiego i  myślę, że była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu 🙂

Ale od początku….

Jestem mamą dwójki – córcia ma 8 lat, synek pół roku. Pierwsze dziecko urodziłam mając 20 lat. Wtedy się bałam, czy dam radę, dzisiaj wiem, że lepiej nie mogło się stać. Niestety mój brzuch przeszedł niezbyt korzystną metamorfozę. Z młodej, szczupłej (54kg) dziewczyny, po porodzie została nadal młoda, ale ponad 70kilogramowa Mama z brzuszkiem w tygryska,jak to mawia Pani Chodakowska. Mój brzuch już nigdy nie wrócił do formy. Pomijając rozstępy, po 2 latach i intensywnym odchudzaniu, brzuszek został lekko odstający a w jego dole pozostała pomarszczona skóra, która im byłam szczuplejsza, tym wyglądała gorzej. Wówczas myślałam, że na zawsze już pożegnam  się z 2-częściowym kostiumem kąpielowym. Po 7 latach okazało się, że będzie nas +1. Ta ciąża dała mi bardziej popalić. Co prawda nie pojawił się ani jeden nowy rozstęp, ale przytyłam ponad 30kg i tak, wychodząc ze szpitala z dzidziusiem miałam na wadze 89kg i przerażenie w oczach. Postanowiłam coś ze sobą zrobić. Zawzięłam się.Od dnia porodu (a był to tłusty czwartek br.) odstawiłam wszystkie słodycze, cukier i białe pieczywo, a po zakończeniu połogu (czyli równe 6 tygodni po porodzie) zaczęłam ćwiczyć. Schudłam 28kg w 5 miesięcy, jednakże brzuch został (załączam zdjęcia brzucha po odchudzaniu).

Nie wiedziałam czemu mimo diety i ćwiczeń brzuch jest wystający i wygląda jakbym miała za kilka miesięcy rodzić kolejne dziecko. Grzebiąc w internecie w poszukiwaniu pomocy natrafiłam na nieinwazyjny zabieg MedContour. Absolutnie nie w głowie mi były wówczas „operacje plastyczne”. Byłam przekonana, że ciężka praca i nieinwazyjne zabiegi wystarczą, abym wróciła do „normalności”. Ponieważ efekty, jakie widziałam w internecie były dla mnie satysfakcjonujące, ale nie byłam do końca pewna, czy to odpowiedni zabieg dla mnie, postanowiłam umówić się na konsultację w gabinecie medycyny estetycznej. I znów zaczęłam grzebać, czytać, aż uznałam, że najszerszy zakres usług oraz najlepsze efekty w tym zakresie w Warszawie proponuje AGKlinik dr Gumkowskiego.

Umówiłam się na wizytę, Pan doktor mnie całą obejrzał, zrobił zatrwożoną minę i poprosił, abym położyła się na leżance. Zbadał mój brzuch i powiedział, że nie ma najlepszych wieści – rozstęp mięśni prostych brzucha na całej długości. Aby mi udowodnić słuszność diagnozy zaprezentował mi, że jest w stanie „włożyć” niemal całą dłoń w mój brzuch na wysokości pępka. Miałam wrażenie, że dotyka mi kręgosłupa przez brzuch – okropność. No i niestety – jedyna możliwość, operacja.

Wyszłam z gabinetu zupełnie skołowana. W końcu przyszłam, żeby dowiedzieć sie, czy lepiej iść na ultradźwięki, czy laser. Operacja nie była brana pod uwagę. Jednakże po konsultacji z innymi lekarzami, okazało się, że nie ma innego wyjścia.

Po przemyśleniu sprawy umówiłam się ponownie z doktorem, a na wizytę wybrałam się z moim Partnerem. Podczas tej wizyty doktor opowiedział nam ze szczegółami jak widzi moją operację oraz zaproponował połączenie plastyki brzucha z korektą biustu (o tym opowiem w następnym poście).

Kilka szczegółów o kosztach, przebiegu operacji i zaleceniach:

Za operację brzucha w AGKlinik zapłaciłam 12 000 pln. Była to tzw wersja „mini”, bo nie miałam za dużo skóry do wycięcia, ale dr musiał dostać się aż pod mostek, żeby zszyć moje mięśnie na całej długości. W ramach zabiegu była również liposukcja. Do Kliniki przyjechałam około 15tej w dzień operacji, oczywiście z kompletem badań i na czczo. Operacja rozpoczęła się około 17:30. Klinika jest bardzo ładna, czysta, a pielęgniarka, która zajmuje się pacjentkami po operacjach – Ilonka, bardzo ciepła  i uczynna. Po operacji obudziłam się w nocy, w pokoiku z łazienką, czułam się dobrze, tylko bardzo bolało. Ale szybko dostałam kroplówkę i było lepiej. Niestety później miałam problemy ze spaniem, bo nie mogłam się ułożyć, bolały mnie plecy (ale było to związane również z tym, że miałam jednocześnie operowany brzuch i podnoszone piersi, więc ból i dyskomfort razy 2). Ilonka siedziała ze mną, zagadywała, podawała leki, wałek pod nogi, dodatkową poduszkę… aż w końcu udało się zasnąć. Rano przyszedł czas na wstanie z łóżka do toalety. Ledwo, ale doczłapałam się jakoś, również przy pomocy Ilonki. Zaproponowała mi śniadanie (za które podziękowałam), wypiłam herbatę i 3 godziny później, po zmianie opatrunków zostałam wypisana do domu. Nie miałam żadnych drenów.

Rana jeszcze w Klinice przy zmianie opatrunku wyglądała tak:

IMG_5041

A dwa  dni po operacji brzuszek wyglądał tak:

IMG_5042

Pierwsza wizyta kontrolna zaplanowała była na 7 dni po operacji,ale o tym opowiem już  w kolejnym poście 🙂

[czarnula] Czas oczekiwania na lepsze jutro

Witam Was dziewczyny.

Na wstępie chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować koleżance “kashmer” za zaproszenie do tego bloga. Gdyby nie ona -nie byłoby mnie tutaj. Dziekuję. 😘

Z tego co Was tutaj czytam, wszystkie opisujecie swoje przeżycia związane z operacją bądź w kilka miesiecy przed nią. Chciałam tym co są juz “po” bardzo pogratulować odwagi i wyglądu a tym co są “przed” życzyć wytrwałości i powodzenia.

Jak narazie ja nie mam się czym chwalić bo jestem “w drodze” do tego szczęścia ,które Wy juz macie bądź bedą miały za chwilę.

Opiszę troszkę siebie.

Moja sytuacja jest nastepująca. Kiedyś jako nastolatka ważyłam sobie nie mało, ale nie napiszę ile bo nie ważyłam się wcale😀. Przyszedł wiek ślubu i rodzenia dzieci😀. 14-ście lat temu przyszły na świat moje bliźniaki (syn i corka) ,w ciąży z nimi przytyłam 16kg ,czułam sie dobrze ,ale oczywiscie brzuch w ostatnich miesiącach rósł jak balon.Nie pomagały kremy, nie pomagało nic,brzuch stał sie jednym rozstępem. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie.Wrocilam do swojej wagi z przed ciąży, ale nadal to nie była waga wyrażona. Pozniej sprawy sie skomplikowały i wyjechałam do Anglii w której mieszkam i zyje juz 13-ście lat. Pewnego dnia spojrzałam w lustro i doznałam “szoku” jak ja wyglądam.Stanęłam na wagę i okazało sie, że ta nie miała dla mnie litości i pokazała 104kg żywej wagi.Powiedzialam DOSYĆ!!!!!!!!. Zebrałam sie w sobie i do dzieła i to dzieło trwało rok czasu,dieta,ćwiczenia, siłownia i tym sposobem zgubiłam 41kg.W między czasie (podczas diety) zaszłam znowu w ciąże . Z jednej strony radość z drugiej “boooze znowu przytyje”, ale ta radość była silniejsza.Dbałam o siebie cała ciąże, w grudniu 2013 roku urodziłam syna. Wszystko było fajnie, pięknie, waga wróciła do normy, ale niestety brzuch mam tragiczny. Jest to moja codzienna zmora, z którą nie moge sobie poradzić. Wszelkie ćwiczenia, kremy rezultatów nie dały i wiem, że nie dadzą. Zaczęło sie szperanie po internecie za “ratunkiem”. Ktoregoś pięknego dnia “wyszperałam” ten oto blog a dokładnie opis swojego przeżycia związanego z operacja koleżanki “kashmer”,ujęło mnie to na tyle ,że nie mam nic w głowie tylko “pozbędę sie Ciebie, cholerny spuszczony balonie (czyt.brzuchu)” 😃. Zaczęłam pisać komentarze pod wpisami u koleżanki “kashmer” bez większego przekonania, ze odpisze bo posty były z 2011 roku, ale co tam pomyslałam spróbuje. Ku mojemu zdziwieniu koleżanka odpisała -hura!!!!-😀. Podała kontakt do Dr.Furmanka i tak oto w ten sposób napisałam e-maila. Nie dało mi to spokoju, postanowiłam zadzwonić. Byłam zdziwiona bo Dr. odebrał za drugim razem. Odebrał, ale usłyszałam tylko “przepraszam, ale mam duzo pacjentek i nie jestem w stanie odpisać na e-maila od razu, proszę czekać, ale najbliższy czas operacji to marzec 2016”. Myślałam, że usłyszę konkrety a tu d…a. Ponieważ jestem osobą niecierpliwą i jakoś ta rozmowa z Dr. zdołowała mnie troszkę napisałam do koleżanki “kashmer”, porozmawiałyśmy i poczułam ulgę. Naprawdę ta dziewczyna potrafi dać “kopa”w działaniu!!!!.Dziekuję!!!!. Postanowienia? “Bombardowanie” Dr.Furmanka e-mailami co drugi dzień, aż będzie odzew😀😀😀. To tyle na dzisiaj i obiecuje, że tutaj wrócę, mam nadzieję , że powrót będzie szybki z dobrymi wiadomościami.

Pozdrawiam😊😊😊

[kashmer] Pisanie na blogu

Witam Was serdecznie:)

Jest kilka dziewcząt, które piszą do mnie maile informując o oczekiwaniu na operacje, bądź już po:)

Serdecznie zapraszam do podzielenia się swoją historią na blogu, można wszelkie pytania zadawać na przykład na Facebooku, albo w mailu do mnie, wtedy prześlę zaproszenie. Wszelkie instrukcje są w zakładce „Zasady na blogu”.

Super, że blog się przydaje i dużo dziewcząt czerpie pożyteczne informacje dla siebie:)

Buziaki!

[enem86] Powoli do przodu.

Hej dziewczyny!

Patrze na nowe posty wasze i zazdroszczę brzuszków 😉

Tymczasem ja doszłam do siebie i działam. Dzisiaj wróciłam od alergologa, obecnie dostałam skierowanie do kliniki w Katowicach na oddział immunologi i alergologi. Tam wykonają mi testy wrażliwości na wszystkie środki znieczulające, oczywiście muszę zostać tam 3-4 dni bo i same badania obarczone są jakimś ryzykiem. Ale generalnie jestem dobrej myśli, badania pokażą jakie leki są dla mnie bezpieczne- wtedy będę mogła znów zacząć działać w kierunku płaskiego brzucha.No chyba, że się okaże że żadne nie są bezpieczne…ale mam nadzieje że nie….niektórzy pukają się w głowę jak mówię, że chce jeszcze próbować i chwilami mam wątpliwość, ale potem myślę że przez następne kilkadziesiąt lat ,muszę żyć w swoim ciele i chciałabym się nie wkurzać patrząc w lustro? Czy to głupota?

Tymczasem pozdrawiam was ciepło!

[nora] To już 2 miesiąc :)

Hej dziewczyny!!! Dziś dokładnie mija drugi miesiąc jak mam płaski brzuszek – z tego jestem bardzo zadowolona :)nic się nie zmieniło robię wszystko 🙂 i to na wysokich obrotach życie w sumie wraca już do normy. No jest jedno „ale” bo nie może jeszcze być wszystko jak dawniej chodzi o dźwiganie. Podnoszę max do 6kg, co prawda zdążyło mi się unieś moja malutka córcie jak upadła, albo ona nie świadomie mi się uwiesiła na rękach szczęście nic się nie stało. Staram się pilnować, bo czym mniej odczuwam już skutki operacji tym bardziej się zapominam. Ściągnęłam pas całkowicie, tak miałam w zaleceniach na wypisie nosić pas przez dwa miesiące, jednak nie czułam się komfortowo i nosze bieliznę wyszczuplająca w formie majtek firmy Plie po sam biust, trzymają fajnie mięśnie i nie dają dyskomfortu. Blizne smaruje maścią z witaminą A i D niestety muszę zacząć smarować cotratubexem, bo widzę że zaczynają w niektórych miejscach pojawiać się zgrubienia.

To chyba tyle. mam do was pytanko czy po 3 m-cach rekonwalescencji zaczęłyście wszystko normalnie dźwigaćP1150728 P1150729 P1150730???

[gosiar] 20 m-cy po operacji…

 Czesc dziewczyny,

Nie bede sie tu rozpisywac bo nie ma o czym. W sierpniu mina 2 lata od operacji, moge powiedziec tylko to, ze jestem szczesliwa, ze to byly dobrze wydane pieniadze. Niczego nie zaluje. Zyje jak kiedys, jem wszystko to, na co mam ochote. Staram sie tylko unikac smieciowego jedzenia. Co do cwiczen to nie jestem zbyt aktywna fizycznie, nie lubie biegac i pocic sie na silowni. Ale rower, skakanka czemu nie.

Pozdrawiam Was 🙂

Oto kilka najnowszych fotek.

brzuch3

brzuch1

[nora] Miesiąc już za mną …

Witam was moje drogie na wstępie moich opowiastek chciałabym przeprosić, że tak długo milczałam. Z braku czasu i nawału obowiązków domowych nie miałam chwili, aby zasiąść przed ekranem. Jestem już miesiąc i tydzień po operacji moje samopoczucie jest dobre 🙂 praktycznie robię już wszystko co należało do moich obowiązków. Najgorsze są dla mnie noce nie wiem dlaczego, ale mam odruch napinania mięśni brzucha, chyba dla tego , że jak leżę na plecach to cała cierpnę i tak automatycznie je napinam co skutkuje późniejszym ich bólem tak jakby zakwasy. Jedynym wyjściem z sytuacji był powrót do pasa na noc raz go zakładam raz ściągam i tak w kółko, wiec noce to dla mnie udręka. W pasie śpię już na boku, ale bez pasa ani rusz. Poduszki z pod nóg wyrzuciłam jakieś 3 tyg po operacji tak samo z pod pleców i spałam już płasko. W ciągu dnia plecy jeszcze dają o sobie znać są przeciążone, bo mięśnie brzucha nie pracują. Martwi mnie cały czas lewa strona brzuszka – och jak ładnie teraz można o nim mówić 🙂 jest cały czas spuchnięta nad blizna pozioma i od pępka w bok tak jakby bardziej był widoczny mięsień prawa strona jest za to płaska jak deska. Nie wiem z czego to wynika, czy to opuchlizna, czy tak zszyte mięśnie???? Odczekam może jeszcze jakiś czas i najwyżej udam się do mojego chirurga. martwica, która się pojawila ładnie się goi został w tym miejscu już niewielki strupek.

Czynności które wykonuje to:

– wszystkie prace z wiązane z utrzymaniem czystości w domu ( pranie, odkurzanie, mycie podłóg, naczyń gotowanie itp )

– samochodem jeździłam już po 2 tyg ( skrzynia manualna )

– nie odpoczywam w dzień ( nie ma czasu choć by się przydało )

Moje pytanie do was kobitki od kiedy odważyłyście położyć się na bok bez pasa???? Moje próby kończą się dziwnym uczuciem ciągnięciabrzuch.

A oto zdjęcia przed i po 🙂

[enem86] Nie dla psa kiełbasa…

Cześć kochane.

Niestety…nie pochwalę się zdjęciem po.

Zamiast z płaskim brzuchem, skończyłam na intensywnej terapii w w szpitalu na Porubie,

Ciężko mi w chwili obecnej wogóle o tym pisać, w wielkim skrócie kiedy już sobie zasnęłam na stole, lekarz zaczął ostrzykiwać mój brzuch lidokaina i adrenalina. Nagle zaczęłam puchnąć i zrobiłam się czerwona, próbowali mnie wybudzić ale bezskutecznie zaczęło spadać tętno przestałam oddychać, wezwali pogotowie które musiało mnie intubować zawieziono mnie na czeski ojom, tam przez trzy godzin było ze mną bardzo kiepsko. Ale jakoś mnie odratowali, obudziłam się rurką w ustach, nosie, w klatce piersiowej- podłączona do mnóstwa aparatury. Nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jestem. Potem od pielęgniarek i lekarzy dowiedziałam się że wpadłam w ciężki wstrząs anafilaktyczny, którego o mało co nie przypłaciłam życiem.

Jestem już w domu dochodzę do siebie, jest ciężko- jestem tak słaba, że ciężko mi się podnieść z łózka, wszystko boli ale boli też dusza….raz, że była to dla mnie prawdziwa trauma a po drugie może to śmieszne w tej sytuacji… bo ktoś by powiedział „ciesz się dziewczyno, że żyjesz”, ale mam poczucie takiej strasznej niesprawiedliwości- nie chciałam dużo, nie był to jakiś mój kaprys, że coś mam i sobie poprawie bo tak mi się widzi, chciałam się pozbyć defektu który truł mi samopoczucie i poczucie własnej wartości przez tyle lat…czy to aż tak dużo?

Na 99% była to reakcja na lidokaine, lekarze mówili że jeśli mam uczulenie na lidokaine to z dużym prawdopodobieństwem też na inne leki znieczulające bo one są w większości z tej samej grupy. I tak naprawde nie wiadomo na jakie jeszcze inne leki jestem uczulona, każda operacja wiąże się z ryzykiem, każdy wstrząs anafilaktyczny jest silniejszy tak powiedzieli- tego o mało nie przeżyłam przy następnym mogłabym już nie mieć takiego szczęścia,

Narazie to tyle dziewczyny, łzy mi się cisną na oczy.

Pozdrawiam was

[kashmer] Kilka fotek po dwóch latach po operacji

Nadchodzi lato, a ja już się nie boję:)

Nie mam problemu z tym jak wyglądam, a jeszcze dokładnie pamiętam masę kompleksów, koszmarnego samopoczucia, kiedy ktoś mnie chciał przepuścić w kolejce, bo jestem w ciąży… A ja z wózkiem i z córką, a mój brzuch wypinał się dziarsko do przodu, bez mojej kontroli.

Biegam już bez problemów, pewne ćwiczenia fizyczne są jednak dla mnie niedostępne. Już nie porobię 100 brzuszków, co najwyżej kilka i ostrożnie, bo czuję miejsce, gdzie mięśnie były szyte, pomimo tak odległego czasu, kiedy poddałam się operacji. Myślę, że nie wszystkie kobiety mają tę przypadłość po takim czasie od operacji, trochę mnie to ciekawi. Więc jeżeli jest tu kto po tak długim czasie, proszę o opis:)

Dodatkowo pracować zaczęłam nad zgubieniem wreszcie lekkiej nadwagi i powrocie do liczby kilogramów sprzed dwóch ciąż. Ważyłam wtedy około 50 kilo. Niestety po Świętach Bożego Narodzenia dobrałam 6 kilo i rok zaczęłam z wagą 67 kilo. Dziś ważę 58, zgonić zostało jeszcze 8. Jestem na dobrej drodze, nie odmawiam sobie niczego, liczę solidnie kalorie ale zapewniam organizmowi odpowiednią dawkę węglowodanów, tłuszczy i białka. Nie segreguję jedzenia, nie wyrzuciłam majonezu, pizzę też zjem. Wszystko jednak kalkuluję, żeby nie okazało się, że nagle zemdleję. To chyba pułapka na nas kobiety, gdzie zewsząd bombardują nas hasłami „Dieta cud”, nie jedz tego, nie jedz tamtego. To wszystko jest bez sensu. Je się wszystko, co się lubi, słodycze również (aczkolwiek po ciążach mój organizm totalnie odrzucił słodycze, zostawiając mi małą alternatywę w postaci herbaty z cukrem i kawy, w którą zawsze walnę półtorej łyżeczki cukru). Nie zwariowałam, aby nie napić się piwka, czy wina, a niektóre z moich koleżanek wykluczyły to ze swojej diety, wykluczając się jednocześnie z jakże cudownego „wypadu” w babskim gronie do pubu. Ja wtedy tak rozplanuję to, co mam zjeść, że starczy mi miejsca na dwa browarki. A waga w dół. Też nie za dużo, staram się wolno zmniejszać nacisk swojej osoby na kulę ziemską. I tak oto powoli, ale idzie w dół moja waga. A brzuchal wygląda jak na zdjęciach poniżej.

Dodam jeszcze, że witam serdecznie nowe koleżanki w gronie, bardzo się cieszę, że czytałyście i chcecie się podzielić. Ja staram się żadnej z Was nie zostawić bez odpowiedzi, jednak moje życie biegnie, a raczej galopuje w szaleństwie, tracę poczucie dat, dni tygodnia… W pracy mam ogromy natłok, w domu z dziećmi nie lepiej. Jednak staram się jak najszybciej Wam odpowiedzieć i niektóre z Was dodać do grona naszych zaszczytnych „pisarzy”:)

Pozdrawiam, kashmer

PS. Z uwagi na zbliżające się Święta Wielkanocne – życzę spokoju i relaksu:)))

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[enem86] czas na mnie :)

Witam wszystkich!!

Zanim zdecydowałam się na operację z wypiekami studiowałam wszystkie wpisy na Panu Oponce. Pomogły mi one zarówno w podjęciu ostatecznej decyzji jak i w psychicznym ale i organizacyjnym przygotowaniu się na zabieg:). Dlatego zdecydowałam się aby również podzielić się moją historią.

Ale zacznijmy od początku.

Obecnie mam 29 lat, niecałe 6 lat temu zaszłam w ciążę, która od początku była problematyczna. Dużo czasu spędziłam w szpitalach, zastrzyki hormonalne, brak ruchu sprawiły że przybyło mi 23 kg, dodatkowo brzuch bardzo szybko urósł do gigantycznych rozmiarów, miałam bardzo dużo wód płodowych, oczywiście od mniej więcej 12 tygodnia do końca co chwilę słyszałam pytania typu: „czy to aby nie bliźniaki?” i inne komentarze na temat rozmiaru mego brzucha. Bardzo szybko pojawiły się rozstępy i mimo smarowania rożnymi, również drogimi produktami z dnia na dzień ich przybywało i na koniec mój brzuch wyglądał jak jeden wielki rozstęp. Ciąża zakończyła się cesarką, potem w bardzo szybkim tempie zaczęłam tracić wagę po 3 tygodniach byłam już lżejsza o 11kg, brzuch niestety już wtedy był galaretowaty i obwisły- i nagle zaczęłam znowu rosnąć wszerz, dosłownie z dnia na dzień. Diagnoza- pociążowe,zapalenie tarczycy, które przeszło w Hashimoto. Moja waga żyła własnym życiem, traciłam 20 kg potem tyłam zpowrotem i tak w kółko. Obecnie moja waga ustabilizowała się w miarę, dużo ćwiczę, od lat jestem cały czas na diecie i hormonach.

Generalnie akceptuję swoje ciało, jednak brzuch to moje największe przekleństwo, obwisły, wiszący i poorany rozstępami. Z jego powodu przez tyle lat nie jeździłam nad wodę czy na basen, bo nawet zakładając stroje ciążowe ala sukieneczka kiedy materiał zmókł i okleił brzuch- „obwis” pokazywał się w całej okazałości, Obciślejsze bluzeczki też poszły w niepamięć- zresztą wszystkie wiecie jak to jest.

W którymś momencie- siedząc po raz kolejny sama w domu kiedy cała moja rodzina pojechała nad wodę, stwierdziłam że tak być nie może.

Zaczęłam research w internecie, ale przeglądając oferty polskich klinik stwierdziłam, że nie jestem w stanie wydać takiej sumy. Dopiero podczas wizyty u kosmetyczki usłyszałam o doktorze Furmanku i o fakcie, że w Czechach taki zabieg można zrobić taniej. Zaczęłam znowu grzebać w internecie i tak trafiłam na Pana Oponkę. Oglądając zdjęcie przed i po i czytając wasze przeżycia, ostatecznie przekonałam się, że muszę to zrobić. Podjęłam próbę kontaktu z doktorem i tu zaczęły się schody. Najpierw napisałam do niego maila, szybko mi odpisał na kiedy są wolne terminy. Po tym mailu kontakt się urwał, nie odpisał mi już więcej-a próbowałam kilkakrotnie. Postanowiłam zadzwonić, również bez rezultatu dzwoniłam kilkakrotnie w rożnych dniach i godzinach i wkońcu ALLELUJA! Odebrał, poinformował mnie, że najpierw mam wysłać mailem zdjęcia brzucha a on mi poda termin i cenę. Tak też zrobiłam i …. znowu echo, podesłałam zdjęcia jeszcze kilkakrotnie i z innych maili ale nic, doktor milczał jak zaklęty, próbowałam się jeszcze raz dodzwonić bez skutku.  W między czasie przypomniałam sobie, że znajoma powiększała sobie piersi w Czechach u doktora Polaka w Ostrawie- co prawda  ceny miał dużo wyższe niż Furmanek i kasował w Euro ale i tak wychodziło to sporo taniej niż w Polsce.

Napisałam maila, doktor bardzo szybko odpowiedział, kazał również podesłać zdjęcia. Odpisał mi że, koszt operacji mojego brzucha wyniósłby 1400€ plastyka plus 500€ liposukcja i 40€ badania, jeśli chce możemy ustalić od razu termin i wtedy w tym samym dniu konsultacja i operacja, albo że możemy zrobić jedną konsultację  ekstra. Wybrałam opcję drugą i trzy dni później ruszyłam do Ostrawy (mieszkam pod czeską granicą więc do Ostrawy mam 40 min). Klinika mała, przytulna, bardzo kameralna, Panie bardzo miłe w taki niewymuszony sposób :). Doktor w gabinecie dokładnie obmacał i ponaciągał brzuch, potwierdził to co napisał w mailu czyli plastyka plus liposukcja. Popytałam go jeszcze trochę, doktorek może i nie najsłodszy ale bardzo rzeczowy. Ostatecznie poprosiłam o termin, najbliższy był z 5 tygodni i na taki też się zdecydowałam. Wpłaciłam zaliczkę 400€.

To było niecałe 5 tygodni temu 😀 zabieg mam za trzy dni czyli we wtorek, w klinice mam się stawić o 11tej zabieg około 15:30.Trochę zjada mnie stres, ale wiem że będzie dobrze. Znieczulenie do kręgosłupa nie ogólne. Oczywiście tydzień temu dopadło mnie zapalenie gardła ale na szczęście udało się to opanować.

Także dziewczynki kochane trzymajcie kciuki!! Odezwę się niedługo!

Pozdrawiam serdecznie i dołączam kilka fot znienawidzonego Pana Oponki 🙂

[jolinda84] Po kontroli….

Kochane, byłam u swojego lekarza po zalecenia.
Byłam u niego po 6 tygodniach od zabiegu i już jestem uskrzydlona 😀
Wszystko się ładnie goi i układa i mogę powoli wracać do aktywności fizycznej. Mogę zacząć biegać, pływać, i inne drobne ćwiczenia fizyczne. Ze względu na operowaną przepuklinę muszę wszystkie sporty uprawiać bezwzględnie w pasie a na co dzień dla mojego dobra też jeszcze używać pasa- tak do 3 miesięcy.
Teraz zostało mi tylko wdrożyć mój słodki plan….bo chcieć i móc to jedno a leń siedzący we mnie to drugie. Ale z doświadczenia wiem, że najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Także, trzymajcie kciuki 🙂

[jolinda84] 6 tygodni…..zalecenia

Cześć dziewczyny,

Wczoraj minęło 6 tygodni od cięcia. Jest tak inaczej, tak cudownie, że już zapominam o każdej niedogodności, która towarzyszyła odzyskiwaniu siebie. Każdy dzień jest inny i gdyby nie moje wcześniejsze wpisy tutaj na forum to na pewno nie byłabym w stanie opowiedzieć jak się czułam, jak ten proces gojenia się odbywał. Do dobrego szybko się przyzwyczajamy 😀 I dobrze!!! Nie mogę też powiedzieć, że żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej- bo nie mogłam. Fakt marzyłam o plastyce od urodzenia Mateuszka, czyli od 5,5 roku ale przecież już wtedy powiedziałam sobie, że jeszcze urodzę drugiego smyka, poczekam aż trochę podrośnie i wtedy wytnę skutki uboczne ciąż 🙂

Teraz, gdy już czuję się dobrze, gdy już dochodzę do pełni sił to tylko jedna rzecz spędza mi sen z powiek….nie miałam kiedy iść na kontrolę do mojego lekarza. Nie mam żadnych zaleceń 😦 Ostatnio co miałam zalecone, to noszenie pasa przez 6 tygodni, a po miesiącu od operacji smarowanie rany kremami na blizny.
Miałam iść wczoraj, czyli dokładnie po 6 tygodniach, do lakarza- ale małż mnie wyrolował, bo coś mu w pracy wyskoczyło 😦
Chciałam się dowiedzieć czy faktycznie pas już zdjąć, czy lub kiedy będę mogła się kąpać w wannie, w basenie. I czy już ćwiczyć, jak ćwiczyć no i ew. jakieś inne zalecenia. W poniedziałek mogę iść ale czy zdążę to już inna kwestia- bo z synem do dentysty muszę iść. No nic- poczekam…ostatnio uczę się cierpliwości 😀

Poniżej zdjęcia: 6 tygodniowe

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[nora] Ściągniecie szwów…..

Dziś mija 13 dzień rekonwalescencji. Dwa dni temu miałam mieć ściągniecie szwów no i miałam, ale tylko z blizny poziomej i tylko co drugi szew reszta została nietknięta. Samopoczucie coraz lepsze staram się prostować, ale jakoś powracam samoczynnie do lekko zgarbionej pozycji. Mięsień coraz mniej boli, śpię nadal na plecach z wielka poducha pod nogami z odpiętym pasem. Przemogłam się i rozpięłam pas pod prysznicem, ale fajnie spłukać się wodą 🙂 wrażenie – nie było strasznie tak jak myślałam. Na kontroli dowiedziałam się że zrobiła mi się martwica na szczęście nie postępuje dalej, w tym miejscu będzie szeroka blizna. Po za tym wszystko się ładnie goi, tak jak podejrzewałam zbiera się trochę płynu po mojej lewej stronie, ale na razie nic z tym nie robimy może sama się wchłonie – zalecenie nagrzewać brzuchal termoforem 1x dziennie po 10 min.

Dołączam zdjęcia proszę się nie wystraszyć ja już przywykłam do tego widoku i staram się pokochać go takim jakim jest 🙂 kolejną wizytę mam 16,03,15r następne ściągnię
cie szwów.

dzień 9 – brzuch na leżąco

dzień 11 – brzuch na stojąco strzałka zaznaczenie braku pępka; kółko wytworzenie się martwicy

[nora] 10 dni za mną

Witam wszystkie kobitki 🙂 pierwsze co chce zrobić to złożyć Wam Życzenia z okazji Dnia Kobiet !!!!

Dziś mija mi okrągłe 10 dni. No i co ……. no i nie jest źle mogłoby być lepiej, ale nie ma co narzekać.Brzuch mam cały martwy tak jak pisałyście taki dziwny w dotyku, szwy wogle mnie nie ciągną, pewnie z racji tego iż nie mam tak na ciągniętej skóry jak wy tzn. poniżej pępka jest spoko, ale powyżej niego jakieś zmarszczenia fałdy itp. o ile można nazwać mój pępek pępkiem :(. Nie będę narzekać, bo wiedziałam na co się piszę, ale nie mogę się przełamać by zrobić zdjęcia i wstawić tu na bloga. Za każdym razem przy zmianie opatrunku cała dygotam jak mam go ściągnąć i zobaczyć co jest pod nim. Moje samopoczucie ok. Bólu jako tako nie czuje, co prawda biorę przeciwbólowo Nimesil, ale tylko z tego względu, bo jest przeciwzapalny no i pomaga na ból kręgosłupa przy okazji. Innych specyfików takich jak ketonal, tramal czy ibuprofen nie mogę, bo reaguję alergicznie.

Bardzo mało leżę w ciągu dnia, a jak leżę to odpinam pas by brzucho trochę się przewietrzył. W nocy tez spie z odpiętym pasem (zalecenie lekarskie) od 2 dni, ale mam go pod plecami w razie „W” gdybym musiała wstać do toalety to myk myk i go zapinam. Po całym dniu brzuch puchnie tak jak pisałyście martwi mnie lewa strona koło biodra, bo wygląda to tak jakby płyn tam się zebrał hmmmm. W ogóle miałam katar – to był koszmar ani porządnie wydmuchać nos ani oddychać, na szczęście minął po 3 dniach w zamian zaczęło drapać w gardle i jak tu kaszlnąć. Pewnie że nie kaszlałam przecież Kshmer pisała nie kaszleć nie kichać nie śmiać się!!!! Z tym ostatnim mam problem, bo mój mąż jest tak dowcipny, że non stop palnie jakąś głupotę, albo wymyśla śmieszne zabawy z dziewczynkami i jak tu się nie śmiać?? Kilka razy wyłam z bólu od śmiechu. Dwa dni temu miałam przygodę z moja 1,5 roczną córeczką – siedziałam sobie spokojnie na tapczanie, córcia stała miedzy moimi nogami i się tuliła 🙂 no i ni stąd ni zowąd wzięła rozmach i tyłem głowy uderzyła prosto w środek brzucha wrrrrrrr…… cóż za ból. Od razu leciałam się położyć zdjęłam pas i opatrunek, ale na szczęście nic się nie stało bynajmniej z zewnątrz. Staram się prostować, ale za bardzo mi to nie wychodzi. Niby stoję prosto, ale łopatki są przygarbione – czuje jak mięsień na wysokości mostka ciągnie i pulsuje przy każdej próbie wyprostowania, martwi mnie to bo tylko w tym miejscu stale go czuję, Wiem, że niektóre z was tez tak miały no, ale jak długo???

Jutro jadę na ściągnięcie szwów miedzy 15-17 jestem ciekawa jakie dostane dalsze zalecenia no i czy ten płyn tam się zbiera? Wiem że na pewno będę mogła iść pod prysznic bez pasa, ale czy dam rade bez niego? Gdy go ściągam na leżąco mam wrażenie ze zaraz cały brzuch się rozsypie, a co dopiero stać bez niego.

Pozdrawiam was cieplutko do usłyszenia 🙂

[nora] 27,02,2015 No i już po wszystkim

Kochane w piątek miałam operacje powlok brzusznych – zszyte mięśnie proste i naciągnięta skóra.Do kliniki miałam wstawić się na 15:45 ostatni posiłek w domu do godziny 10:00 a płyny do 12:00. Na miejscu wypisałam niezbędne formularze i ankiety, trafiłam na sale 2 osobowa chodź z początku byłam sama. Po chwili przyszedł chirurg, aby obejrzeć mój brzuch i powiedzieć jak przebiegnie operacja. Stwierdził ze jednak będzie musiał ciąć pionowo, kurcze przecież nie taka była umowa porozmawialiśmy i powiedział ze spróbuje od biodra do biodra. Zażyczyłam sobie jeszcze, aby cieęie przebiegało w miejscu cięć cesarskich – nie mogę mieć ładnego pępka to chociaż niech jedna blizna pozioma jest. Powiedział mi też, ze będzie musiał ciąć pod pępkiem zgodziłam się, ale szczerze powiem że nie spodziewałam się ze będzie to aż takie doże cięcie. Po chwili przyszedł anestezjolog z nim tez odbyłam długa rozmowę z racji tego, iż dwa razy w swoim życiu przeszłam „Świadomą narkozę” tzn. obudziłam się w trakcie operacji i czułam dosłownie wszystko. Lekarz zapewnił mnie, ze poda taką dawkę leku że na pewno się nie obudzę no i na szczęście tak było.

Na sale jechałam o 16:30 wszystko odbyło się ekspresowo nic nie pamiętam wybudziłam się z wielkim bólem dopiero o 21:00. Kaszlałam czułam jak mięśnie mi się rozrywają, potworny ból, później wymiotowałam coś strasznego. Dostałam leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne spalam do rana. Następnego dnia po przebudzeniu strasznie kręciło mi się w głowie i znów wymioty- czułam jak wszystko w środku piecze i rozrywa. Znów leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Do samego popołudnia również dostawałam kroplówki nic prawie nie piłam i jadłam czułam się koszmarnie. Późnym popołudniem dopiero poczułam głód dostałam słodki kisiel i później jogurty. Organizm dochodził do siebie zaczęłam sama wstawać z łózka wszystko szło do przodu.

W niedziele czas do domu o 7:00 przyszedł lekarz mnie obejrzeć stwierdził ze wszystko jest ładnie i wtedy ujrzałam ta wielka kotwice i ten biedny nieszczęsny pępek. Wyciągali mi dren, bo miałam tylko jeden zmienili opatrunek no i wróciłam do domu.

Wiedziałam, ze cudów przecież nie będzie z tym moim brzuchem pociesza mnie tylko fakt ze będzie płaski i nie będę musiała już stale nosić obcisłych pasów, wiedziałam ze i tak już mój brzuch nie ujrzy światła dziennego, ale patrząc na wasze brzuchy jest mi trochę przykro ze i ja takiego jednak nie mogłam dostać.

W domu dochodzę do siebie. chodzę prawie prosto ciec wcale nie czuje tylko mięśnie od czasu do czasu. Sama wchodzę do wanny się podmyć, wycieram się. Wstaję i kładę się do łózka też o własnych siłach. Coraz częściej wstaje bo kręgosłup od leżenia daje strasznie w kość, a  i noce są straszne bo plecy bolą. Brzuch coraz mniej się odzywa.

Dziś jestem 4 dni po operacji przy kolejnej zmianie opatrunku zrobię fotki.

Na ściągniecie szwów idę 09.03.2015r.

[jolinda84] 4 tygodnie…..DEPRESJA, czyli o tym jak tu zadowolić kobietę?

Pogoda depresyjna, w około wszyscy chorzy….i jak na złość dopada mnie deprecha!!!!!
Wczoraj minęły 4 tygodnie od operacji i cholera jasna moja depresja była wycięta!!! A ja się czuję jak wrak kobiety i zamiast się cieszyć z nowego brzusia to myślę o tym, że jestem pocięta, jeszcze usztywniona, zdrętwiała i nie mam na nic siły.

Mam ochotę się wygadać, bo zastanawiam się czy też macie „żale” i słabsze zdrowie psychiczne?
Moja depresja zaczęła się po urodzeniu pierwszego dziecka i z różnym natężeniem atakowała moją głowę.
W najgorszych momentach było ciężko…konieczne leki i nawet terapia grupowa.
Najskuteczniejsza terapia została włączona właśnie 4 tygodnie temu, była to moja wymarzona plastyka i  teraz szlag mnie trafia, że zamiast cieszyć się życiem ja znowu zamulam!!!!!
Muszę znowu odwiedzić psychiatrę i poprosić o leki- piszę tutaj, bo wstukując każdą literkę uświadamiam sobie, że muszę o siebie zadbać- dla dzieci i dla siebie. Pisząc dla Was robi mi się lżej!!! I po raz kolejny uświadamiam sobie, że moje myślenie na każdy temat jest zbyt wyidealizowane i gdy napotykam choćby na najmniejsze utrudnienie to później mocno to odchorowuję.
Okres pooperacyjny też sobie zbyt pięknie wyobraziłam i teraz kiedy nadal jestem słaba i odczuwam jeszcze różne dolegliwości to odbija się na mojej psychice 😦 Załamuje się 😦 Chciałabym już wrócić do jakiś ćwiczeń, biegania a widząc jak mi idzie zwykłe chodzenie to średnio to sobie wyobrażam w najbliższej perspektywie.
A dodatkowo chyba robię z siebie sierotę, żeby usłyszeć jakieś słowa otuchy….a powinnam wziąć się w garść i nie użalać się nad sobą.
Zdjęcia z okazji 4 tygodni

[jolinda84] Już 3 Tygodnie. Nowa Jolinda i powrót do rzeczywistości…

Dziewczyny dzisiaj strzeliło trzy tygodnie od operacji….
Ostatnie 3 tygodnie to w moim życiu jazda na wysokich obrotach, wiele zbiegów zdarzeń i przez to czuję się słabo. Czytam Wasze posty i przeżycia i wiele sobie sama wyjaśniam i dzięki temu mój lekarz nie musi mnie wysłuchiwać- ja oszczędzam na telefonie i paliwie 😀

Od zabiegu przez 2 tygodnie byliśmy u moich teściów…..masakra, armagedon. Fakt, zwracam honor pierwsze kilka dni extra!!! Ja leżałam, spałam a Oni śmigali przy garach i dzieciach- ja bezwzględne ZERO obowiązków. Po kilku dniach dzieci się pochorowały, teście wrócili do pracy a mój mąż mimo urlopu miał awaryjną sytuację w pracy więc siedział non-stop przy komputerze i latał od klawiatury do nocnika. Ja ledwo, ledwo ale co mogłam to pomagałam- czeski film.
Cały tydzień zamiast odpoczywać to śmigałam zamiast odpoczywać. W między czasie pochorowała się teściowa- na dodatek to moja córa ją zaraziła 😀 więc podświadomie musiałam czuć się winna!
Więc drugi tydzień rekonwalescencji u teściów wyglądał jak szpital polowy- WSZYSCY chorzy- cały dom. Tylko ja się uchowałam, bo byłam w trakcie antybiotykoterapii.

Po powrocie do domu, miało być spokojnie…miała do mnie mama przyjeżdżać i mi pomagać, ale jest chora….płakać mi się chce…

Odbija się wszystko na mnie…jestem zmęczona, blada, dopada mnie depresja. Nie mogę z domu wyjść z kilku powodów. Dzieci jeszcze dochodzą do siebie a ja opadam z sił-. Właśnie widziałam u jednej z Nas wpis o suplementacji i zamierzam za chwile skorzystać z pomocy i wezmę całą zalecaną kurację!!! Nie robiłam badań ale wydaje mi się, że wyniki miałabym …anemiczne. Zresztą każdy zabieg w moim życiu wygląda tak samo….mocne osłabienie organizmu i mnóstwo recept. Zawsze dłużej dochodzę do siebie niż inni 😦

To zdjęcie dzisiaj, które widzicie to już wygląda chyba w miarę OK- ostatnie kilka dni miałam skórę wokół blizny mocno opuchniętą i z widocznymi zgrubieniami- też od Was wiem, że mógł zacząć się zbierać płyn i albo uda się go rozmasować albo lekarz odciągnie płyn za pomocą igły. Masowałam, dbałam, natłuszczałam ale bywa z tym różnie. W tej chwili to martwią mnie boczki bo robią się jakieś uskoki 🙂 może za jakiś czas to się jakoś wyrówna. Na dole miałam duże, grube rozstępy i pewnie nie dało się ładnie tego zszyć….stąd takie góry i doliny.
W moich zaleceniach jest, że mogę bliznę smarować specjalnymi preparatami na blizny dopiero po miesiącu więc liczę, że wzmocnię działanie tych moich dotychczasowych specyfików  i efekt do lata będzie WOW!!!!

[Przed i 3 tygodnie po]

Featured image

[Moje zmartwienie- odcięcie nóg od talii]

Featured image

[jolinda84]13 dni po…

13-stka bywa przewrotna…szczęśliwa albo pechowa.
Dla mnie zdecydowanie jest to 13-sty dzień mojego szczęścia 🙂
Zrobiłam sobie z miłą chęcią małe porównanie…
Od trzech dni smaruję się dodatkowo kosmeceutykami, które nabyłam w SPA w listopadzie te parę miesięcy temu.
Zaczęłam to robić na własną odpowiedzialność, bo już mi kilka razy skórę ratowały np. w poparzeniach gdzie trzeba było tkankę i naskórek wypielęgnować…
Ja z dnia na dzień widzę różnicę, zdjęcia tego nie oddają bo są robione w różnych światłach i w różnych pozycjach ale ja jestem dobrej myśli.

A moje samopoczucie i ruchliwość awansowały 🙂 czuję się dużo lepiej, chodzę szybciej, łatwiej się podnoszę ale tylko w pasie…gdy ściągam pas do mycia to nie mogę oddychać, w głowie mi się kręci- to wszystko pewnie przez narządy wewnętrzne, bo u mnie zmieniły trochę położenie gdy lekarz już naprawił przepuklinę i rozstęp mięśni prostych brzucha- wcześniej wywalało mi się to wszystko na wierz a teraz to wszystko jest zczepione 😀

Pozdrawiam

Jola

Featured image

[nora] zaczynam odliczanie – zostało 16 dni i coraz większe obawy

Zaczynam powoli odliczać. Strach u mnie ma Wielkie oczy, ale zarazem czuje jakąś ekscytację, że w końcu będzie po wszystkim. Nie ma możliwości takiej, abym nie myślała o tym codziennie, mężowi też w kółko nawijam hehehe on się teraz śmieje że wrócę jak predator do domu z jakimiś wężykami, ale zapewne nie będzie mu do śmiechu jak zostanie z dwójka dzieci jako pani domu hihi. Wertuje wasze posty od początku do końca, aby przygotować się na wszystko. Stale oglądam programy „Życie bez wstydu”, „Sekrety chirurgii”. Ostatnio się trochę przestraszyłam mianowicie dziewczyna miała mieć plastykę brzucha, niestety w dzień operacji okazało się, że hemoglobina poniżej normy i odłożyli na później. Mam nadzieje, że moja będzie w normie od 3 miesięcy jadę na żelazie, bo była zaniżona , bym się załamała jakby mi przesunęli termin :(.

Dziś zostało mi 10 dni a miesiączki nie widać 😦 coraz bardziej obawiam się że pokrzyżuje mi plany !!!!

Mam tez problem z dobraniem pasa jak nie za duży w obwodzie to wydaje mi się za krótki i bądź tu mądry? Kobitki powiedzcie mi jak zapinane były wasze pasy na rzep???? Jak wysoko sięgały od mostka, aż za biodra biodra??? ten co zamierzam kupić co prawda jest od mostka, ale sięga do bioder i wydaje mi się, że akurat będzie kończył się na samym szyciu 😦 Nie wiem co robić – dacie jakieś rady????

[jolinda84] Jaka kolej rzeczy?

Kochane,
Rozpisuję się jak głupia. To chyba syndrom nadmiaru emocji 😀
Zastanawiam się czy w ogóle któraś czyta moje wypociny…tak czy nie to nie ma znaczenia, bo samo pisanie jest frajdą i sposobem na zrzucenie emocjonalnego balastu 😀

Dzisiaj krótko, bo męczy mnie kilka kwestii…..zastanawiam się co i w jakim czasie można zacząć robić….

Rano wzięłam pierwszy prysznic…jak zdjęłam pas to ciężko mi było nawet słowa wypowiadać, trudniej też się oddychało i jakiejś chwili pojawiły się drobne zawroty głowy. Ale ciepła woda zrekompensowała mi wszelkie niewygody…..

Prysznic mam za sobą… a kiedy Wam udało się wstać bez „pomocnej dłoni”? Ja z pozycji leżącej jeszcze sama się nie podniosę (10-ty dzień). Próbuję sama się lekko nachylać, kucać ale podnieść cielsko to dla mnie na razie wyczyn nieosiągalny.

Czy Wasze brzuchy są twarde jak kamień i odrętwiałe?? Kiedy to zejdzie? Ja mam wrażenie odrętwienia szczególnie w okolicach całego brzucha od pępka w dół. Do tego wszystko jest twarde a nie podejrzewam o to moich wyrobionych mięśni 🙂
Od kiedy używałyście maści na blizny? Mi pozwolono po miesiącu. A śmieję się, że zabieg był 29.01 a luty ma tylko 28 dni, heheheh więc nie dotrzymam terminu i zacznę dzień przed lub dzień po 🙂

Ok, a teraz moje najbardziej nurtujące pytanie…kiedy zaczęłyście uprawiać sex?? Zastanawiam się czy są przeciwwskazania czy to kwestia własnej psychiki? Po 10 dniach od godziny „0” to sobie jeszcze tego nie wyobrażam 😀

Pozdrawiam

Kilka fotek z 8 dnia „po”

Featured imageFeatured image

[jolinda84] Niecierpliwa….9 dni po…

Dziś jest 9 dzień od kiedy nie mam już przyczepionego do siebie pasożyta, Pana Oponki 🙂
Nie żałuję, nie tęsknię 😀
Każdy dzień jest lepszy, ja jestem silniejsza.
Z nudów, w trakcie rekonwalescencji, przeglądam miliony sklepów internetowych z ciuchami, strojami kąpielowymi, zaczynam szukać super oferty wakacyjnej- pierwszy raz od dawna cieszę się na plażing 🙂 Ohhhh

Jestem jednak niecierpliwa i nosi mnie, bo nie mogę się jeszcze normalnie ubrać- bo wszystko jeszcze jakieś przyciasne, pije mnie w brzuchacza i parę centymetrów dodaje mi ten pas, z którym muszę żyć w symbiozie przez najbliższe dwa miesiące, uuuuu. Nie wcisnę się jeszcze w wymarzone ciuszki 🙂
To nic, to nic, spokojnie….mam pomysł!!! Cieszę się, że jest dopiero początek lutego i mogę pod kurtką schować wszystko co mi jeszcze przeszkadza. Przecież dzień, gdy zacznę śmigać, musi kiedyś nastąpić 🙂
I wymyśliłam sobie, że przez najbliższe dwa miesiące uzbieram sobie pieniążki by obkupić się na wiosnę!!! Hahahha, wysprzedam swoje nieużywane już ciuszki, buty i torebki i dołożę do budżetu na nowe zakupy 🙂

Pozdrawiam Wszystkie Panie……Może nie wszystkie jesteśmy idealne…ale za to każda z Nas jest wyjątkowa 😀

[jolinda84] O drenach, szwach i innych masakrach

Witam,

Dziś o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i pierwszym wrażeniu…..

Dzień wyjęcia drenów wypada na 4 dzień od godziny ZERO. W gabinecie, leżąc na stole zaczęłam trząść się jak galareta. Dziwne, bo przed wycięciem oponki te parę dni temu, aż tak się nie denerwowałam.
Ale to pewnie dlatego, że wtedy wiedziałam, że będę smacznie lulać a te wszystkie czynności pooperacyjne dzieją się w realu, na żywca 😀
Zanim napiszę czy bolało i jak długo to napiszę, że na ból nie jestem odporna nic a nic. A dokładnie to mój próg bólu wynosi wielkie, bezwzględne ZERO. Boję się bólu jak śmierci 😀
Bolało, mnie bolało….. Nie trwało to długo ale bolało, ku…mać!!! Nie widziałam nic ale czułam jak mi skórę wyrywają. Miało być tylko nieprzyjemnie 😦 Pan Doktor tylko stwierdził, że pępek jeszcze choruje ale ma do tego prawo, bo był przesuwany  i leczony z przepukliny i jakoś specjalnie mam się nie martwić.

Wróciłam do domu zjechana psychicznie i fizycznie, jak się cieszę, że mam już to za sobą, chciałam tylko odpocząć…

Wieczorem poprosiłam męża i teściową (z tych dobrych teściowych :D) o pomoc przy opatrunku, bo coś mi się gaza przekręciła pod pasem i nie chciałam by rany mi się ocierały o materiał pasa.
I wtedy zobaczyłam swój brzuszek…na leżąco ale jednak coś nie coś widziałam…fuck ON jest płaski i bez rozstępów, nawet ładny….i jest…łezka w oku….
Mam jeszcze pępuch zakryty ale i tak perspektywa, po zagojeniu się ran, jest świetlana 😀
Wieczorem nie mogłam zasnąć…musiałam w necie przejrzeć stroje kąpielowe dwuczęściowe, yupi!!!
Omijałam jednoczęściowe i tankini z daleka, heheheh

I tak powolutku nadszedł dzień 7 i moment zdjęcia szwów:D Przez ten ból przy drenach pojechałam jak na skazanie, bałam się kilkukrotnie bardziej niż ostatnio.
Na stole trzęsłam się znowu jak galareta….Pani widząc moją bladą twarz i trzęsawkę były bardzo delikatne…i faktycznie trochę szczypało i szarpało ale do przeżycia.
Lekarz mnie pocieszył, że z pępkiem na pewno będzie OK, muszę o niego dbać wg zaleceń a te zgrubienia i marszczenia po szwach też muszą się z czasem rozejść….

Mocno ufam, że tak będzie!!!!

Teraz, gdy to piszę jest 8 dzień po operacji i jestem już prawie wyprostowana, ale do wstawania z pozycji leżącej nadal potrzebuję pomocnej dłoni 🙂

JOLA
Na zdjęciu zaznaczyłam jak przesunął się pieprzyk przed i po
Kolejne zdjęcie to dreny- tak to właśnie wisi 🙂

Jolinda przed i poFeatured image

[jolinda84] Godzina „ZERO”, czyli pożegnanie Pana Oponki :)

Witam,

O sobie i o tym jak doszło w ogóle do podjęcia decyzji o operacji plastycznej pisałam w poprzednim poście. Dzisiaj chciałam opisać przebieg samej operacji…..

Dziś z perspektywy przeszło tygodnia relacja będzie brzmiała nieco inaczej niż jeszcze kilka dni temu…..emocje pooperacyjne opadają a za to rosną te związanie z efektem końcowym…

Jestem z Wrocławia i Klinka, którą wybrałam jest też z Wrocławia. Chirurg to dr Andrzej Bieniek…cudny człowiek.

Pan doktor na co dzień jest ordynatorem Kliniki Chirurgii Plastycznej w Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu…a po pracy „dzierga” prywatnie 🙂

Ja byłam umówiona 29.01.2015 na godzinę 17:30. Bałam się, że operacja się nie odbędzie, bo dzień wcześniej walczyłam z jelitówką, a tydzień wcześniej miałam wyrywaną „ósemkę” z przygodami i w ogóle wszystko się srało !!!! Dosłownie i w przenośni.

Udało się i w TEN dzień czułam się na chodzie. Co chwila zerkałam na zegarek by nie zapomnieć, że ostatni posiłek i napój miał być do 11:30
Jak tylko weszłam do tej małej, kameralnej Kliniki to już wszyscy czekali tylko na mnie- nie bałam się chociaż wmawiałam sobie, że jadę na rzeź niewiniątek….ale ten cały personel mnie rozczulił, czułam się ważna i strach w ogóle odleciał gdzieś w kosmos 🙂
Mąż odjechał do mojego ojca, który mieszka niedaleko a ja zostałam- sama Go wygoniłam, bo nagle zaczął mnie denerwować- hipochondryk zadawał więcej pytań niż ja!!! A ja już byłam spokojna…
Przebrana w jakieś przezroczystości, obmalowana w górę, w dół, w bok itd. poszłam na stół….Atmosfera przyjemna, mocno mnie dopingowali i opowiadali każdy swój krok, bym się tylko nie denerwowała. Nawet zdarzył się między nami jakiś żarcik 🙂
Anestezjolog już mnie podłączył pod kable, wenflony i kazał położyć się na boku i wygiąć do znieczulenia podpajęczynówkowego czyli w kręgosłup, jeszcze się nie wbił a ja już niczego więcej nie pamiętam….

Obudziłam się po dwóch godzinach, trzęsłam się jak osika, ale nic nie bolało. Mąż dotarł za chwile, ale był krótko, bo ja chciałam już odpoczywać…całą noc była ze mną pielęgniarka anestezjologiczna i zaglądała do mnie regularnie. Byłyśmy tylko we dwie.

Godzina 7 rano, pielęgniarka już mnie pionizowała a ja musiałam być dzielna i tu powiem szczerze pomogło mi to forum 🙂 Naczytałam się Waszych historii i byłam na wszystko przygotowana, myślami byłam z Waszymi przeżyciami i wiedziałam co kiedy i jak może boleć.
Lekarz przyjechał sprawdzić mój stan, poinstruował mnie co i kiedy robić i mogłam do domu jechać. Po drodze każda dziura w jezdni chciała mnie zabić, a parę schodów wyglądało jak Mont Everest. Wstawałam tylko z pomocą męża i to w specjalnie opracowany sposób 😀
Ja Zosia Samosia nawet z łóżka nie mogę sama wstać!!! Musiałam się wyciszyć do zera i liczyć na ramię męża. Z dnia na dzień było coraz lepiej, czekałam tylko na dzień wyjęcia drenów.
To może na tyle w tym poście,
Kolejny będzie o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i zdjęcia przed i po.

[jolinda84] Wiele lat marzeń…..i zbieg okoliczności :)

Cześć Dziewczyny!!!!
Zanim padła decyzja o operacji plastycznej wiele lat walczyłam z powrotem do sylwetki sprzed ciąży. O tym jak i co robiłam może później. Przedstawię siebie w kilku zdaniach.
Urodziłam dwójkę dzieci- 2x wielki brzuch, nad którym debatowano…..”a czy tu na pewno nie chowają się bliźniaki?” Już po pierwszej ciąży miałam luźną skórę ale po roku od porodu byłam szczupła- czułam się dobrze w ubraniach, ale o ich zdjęciu nawet nie było mowy!!!! Nad bikini wisiało widmo zwisu pociążowego :(. Ten zwis pociążowy to moja robocza ksywa na tą paskudnie luźną skórę, która jest pamiątką po ciąży (+24kg!!!!!)
Pojawiły się pierwsze marzenia o operacji plastycznej brzucha…aaach!!!
Synek Mateusz teraz ma 5,5 lat

Druga ciąża to dodatkowe 34kg, (auć) no i wielki płód w stosunku do matki- ja drobna mimo tych dodatkowych WIELU kilogramów a córcia 4400g. Fachowo to się nazywa niewspółmierność płodu do matki. No i po drugiej ciąży moje ciało to armagedon. Co prawda rosnąca ciąża ładnie wypełniała ten worek brzuszny (nazewnictwo moje to mistrzostwo świata, heheh), ale już samo pokazywanie brzuszka nie sprawiało mi tyle przyjemności co w pierwszej ciąży. Może dlatego, że za pierwszym razem nie byłam świadoma co ze mnie zostanie po wydostaniu się maluszka na świat. 
Drugi poród: dusza uradowana dzieciną 🙂 a dla ciała bilans jest zdecydowanie ujemny. Oj na pograniczu bankructwa.
Mnóstwo kilogramów do spalenia, mnóstwo skóry do ….wchłonięcia??
I zaczęłam swój dzielny powrót do figury sprzed ciąży. To co wyprawiałam to były cuda wianki, a może liczyłam na cuda wianki ?
Przeróżne zabiegi, maści i te kupne i te w domu mieszane, ćwiczenia, bieganie, dieta- to wszystko tak na serio i zaliczyłabym siebie do tych wytrwałych aż tu nagle …fuck…kontuzja!!!! O nie!!!!
No i lipa…jeszcze trochę i wpadłabym w jakąś depresje……i słusznie…..tak dobrze mi szło, kilogramy leciały w dół, cera, włosy, ciało wyglądały apetyczniej- jedyne co spędzało mi sen z powiek to ten cholerny zwis pociążowy, podrugociążowy większy i brzydszy- ale ćwiczenia i te inne moje starania przynosiły efekty- może nie spektakularne ale byłam na dobrej drodze do fajnego, względnego samozadowolenia.
Zapadła decyzja, wyczekiwana od narodzin pierwszego dziecka, upragniona od ponad 5 lat. Zapisałam się na konsultację do chirurga plastyka. Zapisałam się z ciekawości….ciekawa byłam jaki będzie koszt moich marzeń, jak to będzie wyglądać itd. Ale i tak wiedziałam, że droga do przekonania męża do wydania 10 000zł będzie długa i wyboista. Przecież jest OK a ludzie mają inne, większe problemy…acha i tekst roku….nie myśl ciągle o swoich przyjemnościach i o swojej,,,dupie (nie wiem czemu o dupie skoro to brzuch jest problemem, hehe), ważne, że dzieci są zdrowe !!!!
Wracając do konsultacji chirurga-czarodzieja- plastyka…
Chciałam znać cenę marzeń….yyyyy i się okazało, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych brzucha….no i kwitek by skonsultować przepuklinę z chirurgiem ogólnym…..
Wyszłam z gabinetu chyba blada i z dziwnym wyrazem twarzy…
No i zaczęło się…
Wizyta u chirurga ogólnego potwierdziła diagnozę „plastyka” ale też powiedział coś co pomogło mi podjąć decyzję taką po mojej myśli.
Jego słowa: „Jeżeli planuje Pani poprawić brzuch, to warto się zastanowić od razu nad plastyką brzucha gdzie chirurg przy okazji podreperuje przepuklinę i mięśnie, po co ciąć się kilka razy?” Jupi, Jupi, Jupi- przepuklina nie leczona, może być nawet stanem zagrożenia życia, czyli muszę przekonać męża do wyłożenia kasy na stół…..operacyjny 😀
ZGODZIŁ SIĘ……to te święte słowa „ogólnego” bardziej zadziałały- bo to już nie moje widzimisie tylko opinia lekarza!!!!!!
Bla, bla, bla …kolejne dni to znowu wizyta u plastyka, zrobienie badań, zebranie kasy i oczekiwanie na operację.
Czekałam 2 tygodnie i dzisiaj jestem już tydzień po operacji….Efekt? Nie wiem, nie widziałam, tzn. zerknęłam i jest chyba OK.
Włączył mi się syndrom zrzędzenia i jak niewierny Tomasz, nie uwierzę póki nie zobaczę się w pełnej krasie. Bo na leżąco to i nawet przed operacją wyglądałam lepiej niż na stojąco 😀
Dziś mam zdjęcie szwów….idę zaraz kombinacje alpejskie zastosować do umycia głowy.
Natchnęło mnie do napisania eseju, bo powoli schodzą ze mnie emocje…
Ale jestem konsekwentna w powrocie do ładnej figury i jeszcze przed operacją byłam u dietetyczki po indywidualną dietę, by schudnąć bez ćwiczeń, bo na jakiś czas muszę o tym zapomnieć :(……..
Obiecuję za jakiś czas (dzień, dwa) wrzucić zdjęcia

Jola