[juja84] Miesiąc za mną..

Samoakceptacja jest kluczem do sukcesu , która przekłada się na każdą płaszczyznę życia.
Wiele kobiet dokonuje coming outów szczycąc się ciałem w prążki, które jest piękne bo dało „mieszkanie” nowemu życiu. Zgadzam się z tym twierdzeniem, bo kocham moje dzieci ponad wszystko i gdybym wiedziała, że na zawsze zostawią zewnętrzny ślad na moim ciele to i tak nie zastanawiałabym się ani na chwilę.
Od zawsze coś było nie tak z moja skórą. W okresie dojrzewania chociaż nigdy nie miałam problemów z wagą pojawiły się rozstępy na udach. Dopóki ktoś tego nie nazwał nie zdawałam sobie sprawy, że coś jest nie tak.
W pierwszej ciąży (5 lat temu) przytyłam niewiele, bo około 12 kg. Wszystko poszło w brzuch i szybko zauważyłam czerwone pręgi. Po ciąży oprócz rozstępów pojawiła się obwisła skóra, co mnie dołowało, ale wtedy miałam jeszcze nadzieję, że ćwiczeniami uda mi się wszystko naprawić.
Niestety nic z tego.
W drugiej ciąży nie pojawiły się nowe rozstępy, ale kondycja skóry znowu się pogorszyła. Postanowiłam dołączyć do teamu pani Chodakowskiej dodatkowo zaczęłam biegać, co bardzo polubiłam, ale niestety niechcianej skóry nie mogłam się pozbyć…
Do decyzji o operacji dojrzewałam powoli. Na początku zaczęłam o tym przebąkiwać sama w to nie wierząc. Mąż mi odpowiadał, że najpierw mam sobie zrobić operację mózgu 
Myśl o operacji towarzyszyła mi w chwilach zwątpienia, stale pocieszałam się, że przecież mam wspaniałe dzieci i mogę być dumna, że jestem mamą, ale nie umiałam zaakceptować siebie.
Gwoździem do trumny były tegoroczne wakacje..
Pojechaliśmy ze znajomymi i było cudownie, ale ja czułam się skrępowana. Nikt nie dał mi odczuć, że nie wyglądam, ale czułam się źle w obecności moich przyjaciółek, które po ciążach wyglądają bez zarzutu. Podjęłam decyzję… Muszę to zmienić!! Zaczęłam głośno o tym mówić, ale dopiero wsparcie najbliższych (męża) dało mi zielone światło.
Zaczęłam szukać. Początkowo internet. WOW!! Jaki efekt po takich operacjach!!
Tak trafiłam na stronę Pan Oponka 
Przeczytałam Wasze historie, obejrzałam zdjęcia i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę to zrobić. Zaczęłam zastanawiać się nad chirurgiem. Poprzeglądałam strony polskich klinik, ale zniechęciły mnie ceny.
Kashmer zrobiła operację w Czechach i w związku z tym postanowiłam tam rozeznać rynek. Początkowo chciałam się poddać operacji u doktora Brzuchańskiego. Skontaktowałam się z pośrednikiem w postaci Tourmedica cena 8 500-12 000. Termin na początek lutego. Byłam zdecydowana, bo naczytałam się opinii na temat Pana doktora i byłabym w stanie mu zaufać. Rozmyśliłam się kiedy Pani zadzwoniła do mnie z informacją, że zaszła zmiana i inny doktor mógłby mnie zoperować w podanym terminie. Zrezygnowałam.
Następnie zdecydowałam się na doktora Furmanka. Rewelacyjne opinie, w Czechach więc taniej. Napisałam maila, na którego nie dostałam żadnej odpowiedzi. Dzwoniłam, ale doktor nie chciał mnie nawet zapisać na konsultacje ponieważ miał tyle roboty. Tłumaczył mi, że mam poczekać, aż odpisze na maila….
Czekała, czekałam, ale nie odezwał się.
Zaczęłam dalsze poszukiwania i tak trafiłam na estheticon i Foldyna klinik. Miał mało opinii, w sumie tylko jedna pani zdecydowała się pochwalić zdjęciami przed i po. Postanowiłam się z nią skontaktować i dowiedzieć czegoś więcej. Po rekomendacji zadzwoniłam do kliniki. Termin operacji wzbudził moje podejrzenia, ponieważ miałam poczekać zaledwie miesiąc!! Pierwszy termin został mi wyznaczony na 19.08. Nie byłam przygotowana psychicznie na tak szybki obrót sprawy. Poza tym zaczęłam zadawać sobie pytanie, że skoro mają takie terminy to i klientów mało. Odmówiłam…
Zaczęłam dalsze poszukiwania…
Ostatecznie wróciłam do Foldyna klinik. Operację miał przeprowadzić doktor Martin Paciorek. Klamka zapadła. Wiedziałam, że teraz albo nigdy.
Operacja została wyznaczona za 3 tygodnie czyli 18.10.2015 r. miałam się stawić w klinice z kompletem badań o 12.30.
Zawoził mnie mąż … chwile przed operacją były najgorsze. Towarzyszyło mi pytanie czy ja dobrze robię? Dzień wcześniej oglądałam program „Życie bez wstydu” i w tych chwilach myślałam sobie o młodych dziewczynach, które z taką euforią podchodziły do abdominoplastyki, pomimo złych wyników krwi i czasu oczekiwania na operację a ja za parę godzin miałam być po.
Doktor Paciorek okazał się przesympatycznym człowiekiem. Towarzyszyła mu Polka, która tłumaczyła. Odbyła się rozmowa z doktorem, obmalowanie brzucha, następnie się przebrałam, pożegnałam z mężem i zostałam zaprowadzona na salę operacyjną. Potem pogadałyśmy z siostrami
na sali a potem już smacznie spałam. Operacja trwała 3 godziny. Po przebudzeniu nie miałam zawrotów głowy ani nie wymiotowałam.
Opiekę miałam przednią. Szczególnie siostra Żaneta. Młoda dziewczyna, która opiekowała się mną idealnie. Zawsze uśmiechnięta i pomocna.
Sama klinika jest bardzo malutka. Operacje odbywają się dwa razy w tygodniu w środy i niedziele. Maksymalnie dwie pacjentki są wtedy operowane.
Jestem zadowolona, że się zdecydowałam. Zaczynam się sobie podobać.
Wybór doktora Paciorka był trafny, bo pomimo młodego wieku jest bardzo profesjonalny.
Dziewczyny decydujcie się bo warto!

Reklamy

[martka892] Witajcie

Hej hej witam wszystkie Panie te po jak i przed operacją. Wracam odmieniona w 100% – szczesliwa kobieta. Zaczne od poczatku;
W ciazy przytylam ponad 20kg. W koncowej fazie ciazy wazylam prawie 90kg. Urodzilam we wrzesniu 2011 zdrowa coreczke i wtedy tez zaczal sie moj koszmar. Wygladalam jak gruba swinia z meeeeeega rozstepami. Z dnia na dzien zaczelam sie odchudzac w ciagu 6 msc schudlam do wagi 54kg. Cwiczylam duzo plus zajmowanie sie dzieckiem itd – maz w ciaglych delegacjach wiec wszystko bylo na mojej glowie. Po tych 6 msc wygladalam extra bombastycznie. Laseczka ale tylko w ubraniu….Niestety skora na brzuchu nie wciagnela sie dodatkowo wielkie glebokie rozstepy swedzialy niemilosiernie…i takim oto sposobem wpadlam w depresje, ktora skonczyla sie wizyta u psychiatry i przyjmowaniem antydepresantow. I tak mordowalam sie 2 lata mimo,iz wiedzialam o tych wszystkich plastykach itd. to po prostu nie bylo mnie na nie stac. Az pewnego dnia natknelam sie na forum beautywpolsce i tam przeczytalam o dr Furmanku z Czech i o tak zaskakujaco niskich cenach za zabieg. Bez zastanowienia do niego zadzwonilam i umowilam sie na konsultacje. Czekalam 3msc.
Nadszedl dzien konsultacji sierpien 2014- pojechalam z mezem, wizyta trwala ok 15 min. Doktor zaproponowal mi termin operacji na maj 2015. To byl wtedy najblizszy termin…
Bylam szczesliwa i odliczalam dni…pieniadze mialam juz odlozone. Jednakze niespodziewanie udalo mi sie zamienic z jedna z dziewczyn i wskoczylam na listopad 2014r.

Dzien operacji

Wrazenia; bardzo pozytywne.
Szpital,lekarz i caly personel miło mnie zaskoczył. Mimo że jest to szpital państwowy warunki ma bardzo dobre.
Przyjechalam rano na czczo, pobiegalam troszke po piętrach zrobiłam wszystkie badania skonsultowalam sie z anestezjologiem zapłaciłam za zabieg i pożegnałam się z moim kochanym mężem i córcią. Dla nich wynajelam nocleg na czas mojego pobytu u Pani Kasi w Cieszynskiej Chacie.
Pielegniarka zaprowadzila mnie na sale i kazala sie wykompac oraz czekac na konsultacje z Dr Furmankiem. Czekalam ok 3h po czym zawolano mnie do gabinetu. Dr bardzo mily odpowiadal na moje wszystkie pytania. Narysowal linie cięcia na moim brzuchu zrobil zdjecia itd.
Wrocilam na sale i czekalam podniecona na zabieg. Przed zabiegiem pielegniarka założyła mi cewnik/do przeżycia /i uciskające pończochy. Chwile przed zabraniem mnie na sale operacyjna dostalam glupiego jasia…cos tam chyba działał bo jechalam calkowicie wyluzowana.
Operacja trwala ok 3h. Wszystko poszło gładko. Obudzilam sie z lekkimi mdlosciami. Ale szybko zasnelam. W sumie nie bolało jakoś strasznie, nieprzyjemne było tylko oczyszczanie drenów. I tak zleciał moj caly pobyt tam…w dzien wypisu czulam sie strasznie. Krecilo mi sie w glowie mialam mdlosci bylo mi slabo – wszystko przeszlo gdy lekarz wyjal mi dreny zalozyl pas – wstalam jak nowonarodzona. 2 tyg dochodzilam do siebie w domu po czym wrocilam do pracy. A teraz słowa ku pokrzepieniu; WARTO BYŁO mimo bólu mimo tego ze wszyscy wokol byli przeciwko,  wsparcie mialam tylko w mężu ktory i tak swoje mowil nawet w dniu operacji…Nie zastanawiajcie się, jeśli tylko macie środki finansowe to nie zwlekajcie. Szkoda czasu. Jedyne czego żałuje to  że nie zrobiłam tego conajmniej rok wcześniej. Polecam dr Furmanka.

Zdjęcia przed

Zdjęcia po:

Pozdrawiam!

[marggarita75] Przygotowania

Ponieważ obiecałam wrzucić fotki, to przy okazji coś napiszę 🙂

Na operację brzucha pojechałam „na wariata”. Czułam się dobrze, więc nie odczuwałam potrzeby skontrolowania stanu zdrowia. W dniu operacji wyszedł nieco większy cukier, operacja doszła do skutku ale doktor kazał to kontrolować.

Teraz postanowiłam zrobić badania krwi, do operacji jest prawie trzy tygodnie, będzie można wyregulować poziom w razie czego. Tym bardziej, że dwa miesiące temu miałam mały spadek hemoglobiny. Od doktora dostałam też zalecenie zrobienia usg piersi.

Tym razem również jadę dzień wcześniej, jednak zarezerwowałam hotel w Cieszynie. Jadę sama, więc z hotelu do szpitala dotrę taksówką, na kafeterii dziewczyny piszą o koszcie rzędu 50 zł.

Zaraz po wypisie wracam do domu, dzieli mnie 160 km więc nie widzę potrzeby zostania tam dłużej. Mam zaufanie do doktora, nie przewiduję komplikacji.

Wyglądam teraz tak:

20141002_084954[1]20141002_085000[1]-crop

[marggarita75] Prawie 5 miesięcy po…

Za chwilę minie 5 miesięcy od zabiegu. Zapomniałam o nim już całkiem, czasem jak poszaleje przypomina mi o nim mięsień, który był szyty. Bliznę smaruję raz dziennie contratubexem, jest gładka, miękka ale nadal fioletowa. Ta na podbrzuszu, pępek jest jaśniutki w porównaniu do niej.

Działam normalnie, pracuję, biegam i myślę o moim przyszłym biuście 😉

A wygląda to tak:

ObrazekObrazek

[kashmer] Milczący Furmanek

Zmogła mnie choroba, angina ropna. Nic przyjemnego, ale wracam do żywych. Oczywiście wczoraj i przed wczoraj byłam w pracy, bo łykam antybiotyk i czuję się dużo lepiej, a choruję od poniedziałku – dziś niedziela. Oczywiście czas „wolny” dał mi możliwość przeprowadzenia przemyśleń, różnej natury, ale oczywiście i tych dotyczących mojego brzucha. Cały czas wraca w mojej głowie temat „marszczaka”. Czy powinnam go poprawić itd. Poza tym nie jestem chirurgiem plastycznym i nie wiem, czy powinnam to zrobić teraz, czy potem itd. Chciałam się skontaktować z Furmankiem, w zasadzie starania to wysłanie 5 maili ze zdjęciami. I cisza…. Teraz Dr. Furmanek już mnie nie widzi? Nie mam pojęcia, czemu nie odpisuje. To też mnie niepokoi, bo przyzwyczaił mnie do szybkich odpowiedzi. A tu zonk. Boi się mnie? Sam fakt ciszy z jego strony mnie niepokoi, bo od razu myślę, że nie odpowiada, bo uważa, że mogę go pociągnąć do darmowej poprawki, a może wie, ze to jego jakiś błąd, że może za bardzo pociągnął skórę czy cokolwiek? Bo przecież gdyby nie miał nic sobie do zarzucenia, to odzywałby się tak jak wtedy, a pierwsze moje zapytanie do niego wysłałam jakiś miesiąc po operacji? Podejrzewam, że spróbuję się do niego po prostu dodzwonić, ma telefon… No ciekawe. W sumie, gdyby się od razu odezwał, chyba nie miałabym rosnących obiekcji.

Dodatkowo – tak piszę, bo zauważyłam, że kiedy noszę spodnie, to blizna się obciera i czerwienieje. Chyba muszę zacząć smarować:)

A poniżej obecne zdjęcia „marszczaka” i w ogóle…

Marszczak

Na szczęście owo zmarszczenie nie idzie w górę, zatrzymało się. Jednak ja pracuję nad zgubieniem wagi, więc nie wiem, jak to będzie.

Całość

W portkach normalnie to wygląda. Do nowych rozstępów się przyzwyczaiłam. Leje na nie:)

marszczak

Blizna zgrubiała. A może marszczak to zrost? Oczywiście wszystko jeszcze się zmienia. Ja po prostu muszę się skonsultować w tej sprawie z lekarzem, który… mnie unika:)

marszczak

Marszczak na stojąco. W sumie pięknie się chowa pod bielizną, więc chyba dlatego mogłabym sie do niego przyzwyczaić.

brzuch

Marszczaka nie widać, aczkolwiek jest na „granicy krytycznej”

Kolejną myślą, jest skontaktowanie się z którymś z lekarzy w Polsce. Może świeży pogląd coś wyjaśni. Zobaczymy.

W każdym razie, jestem zadowolona z operacji, nie żałuję. Jest to spora ingerencja w organizm, jednak efekt jest wart. Tak czy inaczej mam już za sobą występ w kostiumie dwu-częsciowym i uważam, że był udany. Nie czuję się zakompleksiona. Jedynie sprawdzam, czy zmarszczak siedzi za majtami:) To wszystko. Ruchowo jestem całkowicie sprawna, unikam forsowania brzucha, ćwiczeń, bo po szyciu mięśni niestety ćwiczenia jak kiedyś trzeba sobie odpuścić, chyba już na zawsze. Rok czasu po operacji w ogóle zamierzam mieć „zezon ulgowy”. Myślę, że potem zacznę już dokładnie wiedzieć, na czym stoję.

[kasiula81] Kojejna szczesciara!

Witam dziewczyny.Malutkie info o przebieg mojej operscji.

Na operację pojechalam do Czech 15 października. W pelni przygotowana, dotarlam na 7 rano do kliniki , zrobiono mi potrzebne badania I przygotowano do operacji ktora odbyla sie o 10. Około 12.30 zostalam przebudzona nie wiedzac po co I dlaczego? Po poludniu znalazlam sie u siebiu w pokoju. Pokój dzielilam bardzo mila dziewczyna ktora miala robione biersi-bardzo ladne zreszta.Bylam przeszczedliwa ze mam to juz za soba.Po bokach oczywiscie 2 piersioweczki (jedna zabralam ze soba do domu) zadnego mega bolu nie bylo;) 😉 Jak juz pisalam wczesniej wycieli mi 750 gram. W drugiej dobie wrocilam do domu.Kojejne dni w domu byly ok bez tabletek, tylko standardowo jak u Wszystkich”plecy dawaly czadu”Wczoraj w 7ej dobie bylam wyciagnac dren..spoko chociaz balam sia jak cholera.Wlasnie w tej 7i8ej dobie troche napuchlam nie wiem czemu?Jest to widoczne na zdieciach prawa strona mocniej.Troche mnie to martwi ale to chyba normalne, tylko dlaczego z jednej strony bardziej?Jestem bardzo zadowolona chociaz mysle ze ciecie moglo byc troszke nizej podobno nie dalo rady, albo wycinamy maximum rozstepow albo ciecie musi byc wyzej.

Oto fotki mojego wielkiego brzuchala po cc:2013-10-23 16.36.302013-10-23 16.38.35 20131023_195459

[kashmer] 4 miesiące za mną

Postanowiłam i ja napisać, jak się zmieniło przez ten czas odczuwanie przeze mnie brzucha.
Nie chodzę w pasach juz wcale. Od miesiąca conajmniej. Nic. Smaruje doraźnie, lepiej powiedzieć- kiedy mi się przypomni. Czyli w zasadzie wcale. Od mojego ostatniego wpisu smarowałam blizne dosłownie 3 razy żelem. Ech. Nie mam ja mocnego charakteru pod tym względem. Ale blizny są ok. Z uwagi na fakt, iż nie noszę pasa- cały czas blizna pozioma ma kontakt z odzieżą. Stąd jest bardziej czerwona, niż ta na pępku.
Ćwiczę -tak na razie spokojniutko. W domu. Taki sobie areobik przy muzyczce. Brzuszków jeszcze nie trzaskam. Mam czas. W planie siłownia, a konkretnie rowerek i bieżnia. Innych ćwiczeń raczej nie lubie:(
Jeżeli chodzi o ból, to w zasadzie go nie ma. Czasem czuję, że coś tam w środku było robione- głównie mięsień. Mam wrażenie, że jeszcze jestem lekko opuchnięta wokół pępka. Zobaczymy.
Oczywiście doktor się nie odezwał do mnie w związku z moim marszczakiem. Nic:) Może był na urlopie a może nie dokoał się jeszcze do mojego maila sprzed dwóch miesięcy. Zobaczymy. Na razie marszczak jest ze mną, nie rozrasta się i nauczyłam się go tolerować.
Chudnę:) ważę obecnie 60kg. Czyli 5 na minusie od początku przed operacją. Wolno. Ale chyba tak trzeba. Nie za szybko, żeby znów skóra nie obwisła:)
Reasumując- cieszę się coraz bardziej z podjętej decyzji. Naprawdę.
Załączam fotki:

20131002-133401.jpg

20131002-133415.jpg

20131002-133430.jpg

20131002-133442.jpg

20131002-133456.jpg

20131019-115255.jpg

20131019-115318.jpg

20131019-115337.jpg

[ marggarita75] Piersi

Decyzja zapadła. Zgłosiłam się do dr. Furmanka z prośbą o operację piersi. Mój plan był taki by zrobić lifting z wypełnieniem wkładkami. Wysłałam zdjęcia i przyszła odpowiedź.

Termin 16-go kwietnia 2014. Doktor proponuje sam lifting bez wkładek, stwierdził, że byłoby to zbyt ryzykowne i według niego niepotrzebne. Jeśli już to wkładki po 3 miesiącach od operacji. Opisał mi też szczegóły zabiegu – 3-4 godzinna operacja w narkozie, cięcie wokół otoczki, pionowo i w bruździe podpiersiowej. Koszt operacji z hospitalizacją i stanikiem 33400 koron. Muszę też wpłacić 160 zł zaliczki. To mnie akurat dziwi, bo przy brzuchu nie wysyłałam nic wcześniej.

No cóż, postanowiłam mu zaufać, chociaż boję się, że zmniejszy mi się rozmiar po operacji. Z drugiej strony, jeśli będą podniesione, mogłabym następnie zrobić to co planowałam wcześniej – wypełnić je własnym tłuszczem zamiast silikonu. Mam czas by pomyśleć.

I zakładam, że to będzie moja ostatnia operacja plastyczna 🙂

[kashmer] brzuchal po 2 miesiącach:)

Długo mnie tu nie było pod względem postów- ale raz, kompletnie nie mam czasu na nic. Praca, dzieci, praca, dzieci i koniec czasu:)
Ale do sedna.
Ciężko z pielęgnacją. Jakoś nie mam czasu. Więc nie mam plastrów, smaruję raz na tydzień, może i to tylko kremem dziecięcym, kiedy czuje, że skóra wyschła:(
Mimo wszystko goi sie swietnie.
Moje marszczenie sie nie zmienia. Ani lepiej ani gorzej. To, ze nie wystaje z galotów, spodni- czyni mnie spokojna i daje niemal olewczy stosunek do tej wady. Moze to kiedys skoryguje. Na razie nie mam czasu o tym myslec:)
Reasumujac:
-czuje brzuch, czasem cos ukluje
– czuje miejsca po liposukcji, kiedy naciska
– zszyte miesnie czuje, czasem swedza, ale juz ich uzywam.
-nosze gorset, praktycznie caly czas. Czesto w nim spie, koedy czuje sie zmeczona chodzeniem bez niego w dzien.
Oto foteczki:

20130826-152649.jpg

20130826-152735.jpg

20130826-153116.jpg

20130826-153216.jpg

20130826-153315.jpg

20130826-153410.jpg

[marggarita75] Spotkanie z chirurgiem

Udałam  się na planową wizytę kontrolną do mojego chirurga. Szłam z duszą na ramieniu bo szew, który wykluł się z brzucha nie odpadł sam i wiedziałam, że czeka mnie  jego wyciąganie. Zrobiłam sobie też listę kilku pytań.

Z wyciąganiem szwu zrobiło się śmiesznie. Z dygocącymi nogami położyłam się na stole, doktor, podszedł, pociągnął i mówi z uśmiechem – a nie próbowała pani sama tego wyciągnąć? To ja, że owszem, tydzień temu 🙂 Doktor zaczął się śmiać i stwierdził, że powinnam był spróbować dzisiaj. Bo nitka odpadła jak pociągnął.

Z listy pytań:

1. orbitrek, rower – mogę wsiadać nawet dzisiaj

2. Pas – nosić jak najdłużej bo wtedy modeluje się ładnie sylwetka. Pas najlepiej w dzień, na noc uciskowa bielizna. Nie do przejścia, pas jest już niezdatny do noszenia.

3. Blizna – tylko i wyłącznie contratubex! Plastry wg. doktora to zbędny wydatek, drogi i zupełnie niepotrzebny. Sprawdziłam wypis z Trzyńca i tam też contratubex jest wymieniony jako jedyny.

4. Spanie – w dowolnej, pasującej mi pozycji.

Ogólnie doktor powtórzył zdanie sprzed miesiąca, że szew jest zrobiony po mistrzowsku, goi się pięknie i nie mam powodów do zmartwień. Mam funkcjonować już całkiem normalnie. Jedyne co nie opalać blizny ale za to pod koniec wakacji mogę się wykąpać w morzu 🙂

[marggarita75] 4 tygodnie metamorfozy

Dzisiaj mija równo cztery tygodnie. Przeleciało jak z bicza. Sporo się wydarzyło przez ten czas w moim życiu, tak jakby zlikwidowanie największego kompleksu spowodowało odmianę mojego losu i lawinę pozytywnych zdarzeń 🙂 A może to odzyskana pewność siebie i poczucie zadowolenia sprawia, że przeznaczenie staje się łaskawsze.

Czuję się dobrze, powoli znika napięcie z brzucha. W sobotę nawet poimprezowałam. Generalnie jeśli chodzi o pielęgnację blizny, to na dzień zakładam plaster, wieczorem ściągam, myję bliznę szarym mydłem i smaruję maścią Dermabliz z alantanem. I tak zostawiam na noc.

Noszę uciskowe majty, czasem na noc pas, czasem założę gorset. Z gorsetem zrobił się problem. Jest on wzmocniony fiszbinami. Jedna z nich przebiega przez środek brzucha i przy dłuższym siedzeniu tak wgniotła mi szew, że zrobiła się ranka. Musiałam na razie zrezygnować w tym miejscu z plastra, odkażam octenisteptem i znów się goi. Wyszła mi w tym miejscu też mała pętelka szwu. W przyszłym tygodniu mam wizytę i chirurga, dzisiaj z nim rozmawiałam i mam się nie niepokoić, po prostu trzeba będzie to wyciągnąć.

Ściskać brzuch zamierzam jeszcze równo miesiąc. Zastanawiam się nad liposukcją ud i bioder, po powrocie dr. Furmanka z urlopu będę się z nim kontaktować w tej sprawie, bo widzę teraz dysproporcje miedzy talią a biodrami i wkurza mnie to.

A wyglądam teraz tak:

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Tak wygląda wystający szew:Obrazek

A tak ja w majtach: Obrazek

[kashmer] zdjęcia- półtora miesiąca po operacji

Chodzę w pasie, nie mam gorsetu. Na razie nie będę mieć – brak czasu…:(

Teraz miło wspominam ten miesiąc leżenia, bo teraz codzienność mnie goni minuta za minutą. Znów nie ma czasu na nic i gdyby nie Wy, blog by pewnie umarł śmiercią naturalną.

Bardzo Wam chcę podziękować, ze zgodziłyście się pisać, pokazać siebie. Mam nadzieję, że wszystkie będziecie w drugim miesiącu po operacji tak szczęśliwe jak ja. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie bez powikłań, a te jeżeli nastąpią będą proste do korekcji.

W ogóle fajne z Was babki – prywatnie, bo miałam tę możliwość kontaktu  z Wami poza blogiem oraz blogowo;)

To taki wstęp:))

Tak jak obiecałam wrzucam fotki w ciuchach. Czasem tak pójdę wyrzucić śmieci, albo podejdę so sklepiku po drugiej stronie ulicy. Na co dzień jak wspomniałam, chodzę jeszcze w pasie. Jeszcze dwa tygodnie myślę i go porzucę. Po trzecim miesiącu po operacji zaczynam lekkie ćwiczenia:)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[kashmer] Ściągnięty szew

Mój szew wygląda jak na zdjęciach poniżej. Nie wiem, czy ma mnie to niepokoić, czy nie. Czuję się dobrze, nie boli. W ciuchach wyglądam dużo lepiej. Brzuch płaski.
Napiszę do Furmanka, co ewentualnie będzie można z tym zrobić i kiedy. W ogóle jak on to widzi.
Pępek goi się też ok. W sumie w ogóle ok.
To marszczenie po prostu mnie rozprasza:)

20130711-095728.jpg

20130711-095751.jpg

20130711-095803.jpg

20130711-095810.jpg

20130711-095818.jpg

20130711-095827.jpg

20130711-095835.jpg

20130711-095842.jpg

[marggarita75] Trzy tygodnie a wieczność cała :)

Dzisiaj mija trzy tygodnie od mojego zabiegu. Powoli zapominam, że jestem po operacji. Wróciłam do w miarę aktywnego życia, oprócz dźwigania i generalnych porządków robię wszystko. Dzisiaj pierwszy raz obudziłam się o 7 rano, a nie w środku nocy. Może to wynik tego, że momentami obracam się już na bok. Brzuch robi się co raz bardziej płaski. Dzisiaj stojąc przed lustrem zobaczyłam już zarys mięśni na środku. Podoba mi się to co raz bardziej.

Plaster dzisiaj lekko odparzył mi skórę. Nie jest to widoczne, ale piekło lekko i do jutra rana go odstawiam.

Złapałam się na tym, że muszę się kontrolować i przypominać sobie, że pewne rzeczy są jeszcze dla mnie zabronione. Dzisiaj prześladowała mnie myśl, by wsiąść na orbitreka i spróbować polatać na najniższym poziomie. Opamiętałam się ale nie wiem na jak długo 🙂

A dziś wyglądam tak:

ObrazekObrazek

[kashmer] Nie zdejmuj pasa…

No i stało się. Jestem cała obolała na brzuchu. Z uwagi na upały i fakt, że ściskanie pasem (nie robię tego zbyt mocno) stało się dla mnie bardzo męczące, zaczęłam go unikać. Najpierw na noc- ale tu ok, bo śpię na pleckach i ani drgnę. Jednak również w dzień zaczęłam brykać po domu bez pasa. Dodatkowo dziś poszłam bez niego do pracy, bo chciałam już strasznie normalnie wyglądać.
Już w samochodzie (dziś nie automat, bo auto męża) pierwsze kilka zmian biegów i poczułam, że jednak mięśnie brzucha pracują za kierownicą. Dodatkowo brak pasa i po dojechaniu do żłobka, czułam już, że się coś tam nadwyrężylo. Podniosłam również mała by załozyc jej kapcie. Dodatkowo jeszcze podczas jazdy autem, musiałam kilka razy się odwrócić do dziecka z tyłu i klops. Kiedy dotarłam do pracy- przyjęłam pozycję siedzącą. Kiedy rozluźniłam mięsnie- czułam, jak jeden z nich drga od czasu do czasu i pulsuje. Dodatkowo, coraz bardziej, kiedy upływał czas, czułam jakby tworzyły mi się zakwasy na brzuchu. Nie fajnie. Brzuchal również opuchł.
Odliczałam w związku z tym czas pwrotu do domu i od razu z miejsca przywitałam się z pasem.
Wniosek?
Jestem dokładnie 38 dni po operacji i źle w pasie ale bez niego jeszcze gorzej…. Może to z uwagi na fakt, iż miałam szyte mięśnie?
Dodatkowo brykając bez niego nabawiłam się przez 4 dni nowych rozstępów na brzuchu, bo oczywiście wszystko co trzymał pas- wypchało skórę od środka. Jestem po prostu zajebista:)
Ech…

Ale na pocieszenie dodam, że leżę już i odpoczywam i czuję ulgę. Wracam do „normy”.

[marggarita75] W końcu wyprostowana

Dzisiaj po kąpieli zorientowałam się, że w końcu się wyprostowałam. Wykorzystuję więc okazję i wrzucam fotki na stojąco. Nie mam już wrażenia „uciekającego” i wypchanego brzucha, czułam się bez pasa całkiem swobodnie. Czekam na zamówioną bieliznę (wysokie majtki i gorset) i będę się już czuła komfortowo. W ramach dopełnienia szczęścia zakupiłam seksi dopasowaną koszulkę i z radością zobaczyłam w lustrze figurę bez wałków i zwisów 🙂

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Akcja plaster

Dzisiaj odebrałam z apteki zamówione plastry silikonowe, firmy Sutricon.

ObrazekObrazek

Koszt w aptece 139 zł, w internetowej 118 więc hurtowo bardziej opłaca się zamówić. W opakowaniu 5 szt. 5X30 cm.

Przy pomocy córki zaaplikowałam plaster na szew. Jego długość nie wystarcza na bliznę, trzeba docinać z drugiego i to niemały kawałek. Nie wiem czy to dobrze przykleiłyśmy, nie wykonalne mi się wydaje przyklejenie go by się nie marszczył na załamaniach. Z opisu wynika, że można go nosić do 5 dni ale zalecana jest zmiana co 24h. Raz dziennie należy go zdjąć i przemyć bliznę mydłem naturalnym. Trochę drogo :/ Jak na razie zamierzam zobaczyć, jak to działa na skórę.

A brzuch z nim wygląda tak:

Obrazek

Na pępek nie przyklejamObrazek

Czuję się dobrze, wczoraj poleżałam nawet na słoneczku i wymoczyłam nogi w jeziorku. Kąpiel w tym roku odpada 😦 Nadal nie czuję się na siłach by stanąć prosto bez pasa.

[marggarita75] Dwa tygodnie w nowym ciele

Zleciało. Dzisiaj równo dwa tygodnie po operacji. Wczoraj, z racji mega upału zdecydowałam się na pierwszą kąpiel. Zdjęcie pasa na stojąco było strasznym doświadczeniem. Miałam uczucie, że brzuch mi zaraz ucieknie a zawartość wypłynie. Dziwne uczucie latającej galarety, mimo, że w dotyku jest twardy. Nie byłam w stanie się wyprostować bez pasa, więc niestety fotek na stojąco na razie nie będzie. Umyłam się na stojąco pod prysznicem i od razu wskoczyłam w pas. Ulga niezmierna. Poleżałam troszkę i wstałam. Ku mojemu zaskoczeniu wyprostowałam się niemal do pionu, co przed kąpielą mi nie wychodziło.

Blizna jest już co raz ładniejsza, strupki nikną, na pępku już ich nie ma wcale. Pobolewa chwilami w środku, to tu, to tu ale generalnie wracam do funkcjonowania. Jeżdżę autem, chodzę powoli na krótkich dystansach.

Pas. Jest z nim problem. Zszyty z trzech elementów odkształca się i ucieka do góry, drażniąc mi dolny szew. Mój problem to duża różnica między talią a biodrami i to powoduje podwijanie się pasa. Po za tym rzepy odkształcają się i albo ja schudłam albo to się naciąga bo zapinam je co raz dalej. Tak jak podpowiedziała nam dzisiaj Marta, rozglądam się za gorsetem. Mam tylko wątpliwości, czy jest odpowiednio ciasny i boję się zamówić przez internet, spróbuję najpierw w sklepach namierzyć.

Rozglądam się również za silikonowymi plastrami i znalazłam to: http://www.sutricon.pl/

Zamierzam zakupić.

Wizualnie – znajomi wariują ;) Rożnica jest ogromna, wyglądam jakbym gdzieś zgubiła z 10 kg. A spadło tylko 4. Koleżanka napisała maila do dr. Furmanka z prośbą o termin operacji.

Zdjęcia na stojąco zrobiłam w pasie, by pokazać na ile się jestem w stanie wyprostować.ObrazekObrazekObrazek

P.S. Justa trzymam kciuki 🙂

[kashmer] W pracy

Sporo milczałam ostatnio, usuwajac sie w cień margaritki. Muszę przyznać, że świetnie daje radę i życzę jej oby dalej wszystko było bez żadnych komplikacji.
Przez ten czas, kiedy mnie nie było, troszke się u mnie wydarzyło. Jeżeli chodzi o brzuszek, goi się w dalszym ciągu. Szwy są w porządku, nic się nie sączy, gdzieniegdzie są bardziej opuchnięte, zgrubiałe w środku, po bokach zupełnie już płaskie i przylegające do ciała. Schodzi opuchlizna z brzucha, jednak po miesiącu nadal bez pasa czuję się niepewnie, dlatefo zamierzam pobyć w nim jeszcze trochę czasu. Zastanawiam się nad plastrem silikonowym, o ktorym pisze Martuś w komentarzach. Kosztuje około 400 zł, ale czy jeżeli o zdrowie chodzi to warto oszczędzac? Czasu nie cofne i to, co zrobie dzis bedzie miało wpływ na potem.
Dodatkowo zamienię już zużyty teochę pas na gorset. Lato daje o sobie znać.
Mniej wiecej parę dni temu zauważyłam niteczkę od szwu wewnętrznego na pepku. Dookola niej sie juz zaróżowiło. Probowałam ja wyciagnac pencetą, ale bez skutku. Przemywałam wobec tego miejsce spirytusem w sprayu, zakleiłam plastrem i po dwóch dniach koniec, ktory wystawal- odpadł.

20130703-131513.jpg
Dalej z takich niepokojacych rzeczy, to fakt, ze mam mała harmonijke pod pepkiem. Na razie nie wykracza poza linie bielizny. Poczekam, aż to sie wszystko zagoi i jezeli bedzie taka potrzeba w przyszlym roku, wybiore sie na poprawkę, mam nadzieje tylko kosmetyczną. Poki co nie zaprzątam tym sobie zbytnio glowy.
Czasem czuje pociagniecia w okolicy szwow, kiedy sie ruszam, chodze, siadam. Czasem cos tam da o sobie znac. Brzucha w okolicach pepka nie czuje, miejsca po liposukcji bokow nie sa zasinione, wygladaja ladnie, ale kiedy na chwile opre sie bokiem, to czuje jeszcze w ktorym miejscu byly.
Z prawej strony szwu, na samym koncu czulam nitke, takie wzmocnienie bokow i male zgrubienie, przez ktore rowniez wyczuwalna byla nic. Tez odpadlo:).
Szew smaruje contratubexem, rano i wieczorem. Wiem, ze mam na bakier z dbaniem o blizne, stad pomysl z plastrem silikonowym bardzo mi przypadl do gustu- Martus, rzuc linka, prosze:)
W pracy siedze po 8 godzin, co nie sprzyja jeszcze brzuchowi. Staram sie robic spacery, bo wiem, ze juz powinnam sie normalnie ruszac i nie pierniczyc. Chodzic, ale nie dzwigac.
I na koniec- weszlam mimo pasa w spdenki przed druga ciaza. Sa jak ulal. Problem w tym, ze kiedy zdejme pas, zlecą na kostki:) Trzeba bedzie sie zaopatrzyc w nowe ciuchy. Postanowilam wywalic WSZYSTKO z szafy i zacząć nowy rozdział w moim życiu odzieżowym:)

I na koniec mam pytanko: ktora z Was, gdzie i kiedy bedzie miała operacje? Musimy trzymac kciuki!

[marggarita75] Powoli do przodu

Czas ucieka szybko, dzisiaj 12 dni po zabiegu. Ze szwu schodzą strupki, zaczyna się odsłaniać niteczka. Po okładach z oktaniseptu zniknęły wypukłe grudki i tam nic już nie boli. Natomiast wokół połowy pępka mam wypukłe zgrubienie, które jest sztywne i odczuwalne. Przy lekkim nacisku boli. Ścisnęłam się mocniej pasem bo mam wrażenie, że brzuch od pępka w dół zrobił się nie co wydęty.

Stwierdzam, że sama operacja to pikuś przy obawach które następują potem. Strach przed utratą efektów zabiegu wyzwala w człowieku hipochondrię. Zauważałam też, że bez pasa czuję się niepewnie. Wprawdzie to tylko chwile kiedy leżę, jednak mam wrażenie, że wszystko w środku mi drży i za chwilę ucieknie. Nie wyobrażam sobie pojutrze kąpieli bez jego obecności. No i świetnie kształtuje mi figurę, mam wcięcie w talii jakbym chodziła w XIX wiecznym gorsecie 🙂

W środę pierwszy prysznic i po nim zrobię pierwsze fotki na stojąco.

A dzisiaj wygląda to tak:

ObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] Niepokoje

IMAG0099

Zgodnie z zaleceniami moja pielęgnacja rany polega na spryskiwaniu oktaniseptem, przemywaniu szarym mydłem i wietrzeniu. Strupki zaczynają odpadać i w dole brzucha blizna jest naprawdę cieniutka. Natomiast na lewym boku, w miejscu gdzie ostatnio mnie pobolewało są dwie malutkie wypukłości na szwie. Nie mam pojęcia, czy to na skutek ucisku pasa ( w tym miejscu jest kość biodrowa) czy być może zerwania plastra razem ze strupkiem. Poczytałam ulotkę z oktaniseptu i zgodnie z jej wskazówkami nasączyłam nim gazik i robię okłady. Jak do jutra nie będzie poprawy to znów wędruję do chirurga. Po za tym po jednej stronie pępka boli mięsień. Boli przy poruszaniu i czuję jak napuchł. Doczytałam na blogu, że kashmer miała podobny problem po kichaniu więc na razie nie dramatyzuję. Prawdopodobnie za dużo chodziłam.

Ogólnie czuję się dobrze. Wczoraj pół dnia spędziłam na hamaku, wstaję bez problemu, mięśnia już nie czuję. Męczące jest chodzenie, chwila i muszę usiąść. Nie mogę się doczekać momentu jak będę mogła się zacząć prostować. W sumie dr. Furmanek nie powiedział mi kiedy to ma nastąpić. Skóra jest drętwa. Tak sobie wydedukowałam na chłopski rozum, że prawdopodobnie operacja powoduje chwilowe uszkodzenie nerwów w skórze i dlatego nie czuć bólu. Ale drętwota w dotyku nie jest przyjemna. W pasie wyglądam naprawdę szczupło, a co więcej bardzo fajnie podnosi się biust 🙂

[marggarita75] Zdjęte szwy i konsternacja

Wróciłam od chirurga w lekkiej konsternacji. Ale po kolei…

Zgrubienie, które wpędziło mnie w stres rano zniknęło zanim dotarłam do doktora. Wychodzi na to, że jestem panikara i wyszukuję na siłę problemy.

Doktor zaczął od wypytania mnie o powód przybycia. Zainteresowało go, dlaczego zrobiłam operację w Czechach a nie w polskim szpitalu w ramach NFZ. Zrobił oczy, kiedy mu uświadomiłam, że to nie jest refundowane 🙂 Wyjaśniłam, że w Czechach koszt tego zabiegu jest co najmniej o połowę niższy a opinia i doświadczenie lekarza operującego bez zarzutu. Zaskoczył mnie, bo spodziewałam się jakiegoś wyrzutu z jego strony, że nie zaufałam polskim lekarzom. Natomiast doktor stwierdził, że w Polsce nie ma zbyt wielu fachowców w tej dziedzinie i uznał za jak najbardziej słuszne i logiczne poddanie się tak poważnej operacji w szpitalu z oddziałem intensywnej terapii i zespołem specjalistów.

Zdjęłam pas, doktor odkleił plaster (poszło trochę krwi) i z uznaniem pochwalił robotę dr. Furmanka. Powiedział, że zszyte jest pięknie, bardzo fachowo i ładnie się goi. Zdjął szwy z pępka. Nic nie bolało, pępek jest drętwy i czułam momentami tylko lekkie ciągnięcie.

Zalecenia. Tu zaskoczenie największe. Blizny przemywać dwa razy dziennie szarym mydłem, odkażać oktaniseptem, nie zaklejać i wietrzyć. Szok. Mam leżąc odpinać pas i pozwolić oddychać ranie. Pas nosić jak najdłużej, 6 tygodni to mało, wkładając do pępka kulkę z gazy. Co do cotratubexu – można smarować po odpadnięciu strupków ale nie koniecznie. Ponoć przy takim szyciu blizna powinna ładnie się goić. A jak ma się rozejść to i tak się rozejdzie. Koniecznie zwolnienie, mam 24 lipca przyjść na kontrolę i po kolejne L4. Wracać powoli do życia, bez dźwigania i szaleństw ale ruszać się.

Troszkę jestem zagubiona, bo różni się to od zaleceń, które dostała kashmer. Chyba z trzy razy spytałam go, czy na pewno tego nie zaklejać…

Najświeższe fotki, bez plastrów już nie wygląda tak gładkoObrazekObrazekObrazek

[marggarita75] W oczekiwaniu na wizytę u chirurga

Dzisiaj o 17 idę na zdjęcie szwów. Tymczasem od wczoraj pobolewa mnie szew na lewej kości biodrowej, Szczególnie odczuwam to przy wstawaniu bo akurat podnoszę się tą stroną. Postanowiłam więc odpiąć pas i sprawdzić, co się dzieje. Znalazłam w tym miejscu małe zgrubienie i to ono właśnie mnie boli. Podejrzewam, że mógł się tam zebrać płyn, bo na stan zapalny to chyba za mało boli. Nie zmienia to faktu, że się cholernie boję. Na samą myśl o strzykawkach mam zimny pot na czole.

No nic, podejmując ryzyko operacji, trzeba liczyć się z niespodziankami. Wieczorem zdam relację i wrzucę fotki. Trzymajcie kciuki 😦

[kashmer] Równy miesiac:)

Tak jak obiecałam, dokumentuję pierwszy miesiac. Okrągły.

Z tej okazji siedzę z whiskey z lodem i czuję, ze zaczynam wreszcie, po paru latach się sobie podobać…

Jestem już dorosłą babą, zdaję sobie sprawę, że czas leci, nie odzyskam tego wyglądu sprzed 10 lat. Wiem jesdnak, że zrobię wszystko, by było najlepiej jak może być. W związku z tym poczyniłam pewne postanowienia. Zajmę się sportem. Obowiązkowo. Nie znoszę siłowni, ale mam las pod nosem, więc miejsca do ćwiczenia sporo. Niech tylko mi nie 2 miesiące jeszcze i startuję. Oczywiście najpierw powoli, potem coraz mocniej. Koniec z babsztylem, czas na kobietę.

Informuję jednocześnie co się dzieje:

1. Chodzę do pracy, spędzam w pozycji siedzącej około 8 godzin. Dodatkowo dobijam się w domu.

2. Sprzątam normalnie, umiem już nastawić pranie i znowu muszę wypakowywać zmywarkę:( Oczywiście żartuję. Wróciłam do życia normalnie, minus dźwiganie. Nie dźwigam i już.Maksymalnie kilo na rękę i symetrycznie. Wszystko inne robię. Chodzę normalnie, prosto, kiedy leżę to od dziś troszeczkę na boczku, kiedy oglądam wiadomości.

3. Śpię na plecach w dalszym ciągu. Czasem w pasie, czasem bez pasa.

4. Chodzę w pasie. Cały czas.

5. Jeżdżę normalnie samochodem.

6. Chodzę na czworakach (to odnośnie zabaw z dziećmi oczywiście…;)

7. Smaruję blizny maścią poleconą przez doktorka.

Dodatkowo zastanawiam się nad usunięciem, bądź zmianą pasa. W przypadku liposukcji, w miejscu, gdzie pas się załamuje (złożony jest z trzech części, takich obręczy, z których każda z pleców zawija się na brzuch w postaci 3 łapek na rzepy (chyba ten opis tylko mi coś mówi…) widzę wgłębienia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest powikłanie. Po zdjęciu pasa i przespaniu całej nocy, te wgłębienia zrobiły się dużo mniejsze. Zastanawiam się, czy nosząc ten pas nie utrwalę sobie tego. Zobaczymy. Fotek miejsca nie udało mi się zrobić, nie sięgam aparatem. Kiedy indziej.

A poniżej fotencje:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[marggarita75] Pierwsza przejażdżka

Stan mojej głowy i lodówki na etapie „światło i mróz” wymusił dzisiaj konieczność odpalenia samochodu. Plan opracowałam taki, że do sklepu zasuwa młoda a ja czekam w samochodzie, natomiast do fryzjera podjeżdżam pod same drzwi. Jakby nie było, największą trudność sprawia mi chodzenie. I na tyle to wypaliło. Jednak chwilowe poruszanie się samochodem bez wspomagania nie sprzyja osobom po plastyce brzucha. Trudność w operowaniu kierownicą jest ogromna i czułam napinające się mięśnie w brzuchu. Wróciłam do domu padnięta. Leżę i czuję jak mnie pobolewa mięsień w okolicach pępka i oczywiście zaczynam się martwić. Jutro popołudniu wizyta u chirurga i do tego czasu będę teraz niespokojna.

[marggarita75] Nadmiar energii

Dzisiaj jestem szósty dzień po operacji. Czuję się doskonale. Zaczyna mi dokuczać nadmiar energii. Normalnie jestem cały dzień po za domem i przymusowy areszt sprawia, że czas ciągnie się jak guma do żucia. Większość czasu dzisiaj przesiedziałam w fotelu w pół odchylonej pozycji i wreszcie przestał mnie boleć kręgosłup. Zdarzyło mi się nawet kichnąć i nie umrzeć 😉 Nie mogę się już doczekać wizyty u chirurga. Pod plastrami wszystko swędzi. Dzisiaj wiedziona szaleństwem odkleiłam plaster z dziurek po drenach bo tam swędzenie dokuczało najbardziej. Dziurki pięknie się zasklepiły, zdezynfekowałam i nic tam już nie przyklejam.

Jestem zaszokowana, że niecały tydzień po operacji jestem w takiej formie. Mam nadzieję, że jeszcze chwila i będę mogła opuścić mury. Czekam na opinię chirurga…
Wczoraj napisałam maila do dr. Furmanka, opisując problem z leżeniem na plecach i z zapytaniem czy na pewno mogę spędzać już czas na siedząco. Odpowiedział, że jak najbardziej, unikać natomiast leżenia na boku.

A to brzuch po usunięciu plastra.ObrazekObrazekObrazek

[kashmer] Jaja, powiadam normalnie jaja:)

Docieraja do mnie sygnaly, ze niby moj blog jest sponsorowany przez dr. Furmanka:)
To bardzo ciekawe, jednak zastanawiam sie, czemu ludzie sa tak zawistni. Podejrzewam, ze to jakis stopien popularności bloga, jaki osiagnal, na to wplynal. Chyba lekarze poczuli sie w Polsce zagrozeni, bo nie sadze, zeby dziewczyny rzucily sie w obronie polskich lekarzy zebami…
Poza tym ja nie neguje istnienia profesjonalnych lekarzy w Polsce, neguje ceny i sadzac chociazby po forum beauty, gdzie bardzo duzo pisze sie o tym, dlaczego Czechy i Trzyniec- nie tylko ja.
Jestem zadowolona z zabiegu, uwazam, ze inne kobiety tez moga byc. Pisze przeciez nie w ochach i achach:)
Ale skoro jestem zadowolona, to czemu nie?
Bylam w klinice w Moskwie. Prywatnej. Na usunieciu laserowym boczkow paznokcia, bo znana klinika w Polce dwa razy się za to brała i wyszlo jeszcze gorzej… Tam poszłam do jednej z wielkich i znanych klinik, wiejaca przyszloscia i rozwiazaniami z kosmosu. Ceny rowniez:) Ale pracuja tam nie tylko rosjanie. Sa i Polacy, ktorzy po prostu przeniesli sie z uwagi na warunki finansowe i dostepnosc nowoczesnych klinik. Notabene rowniez na fakt, ze po prostu pracuja a nie dorabiaja bo musza. Tam jest kasa, jest profesjonalizm i sa klienci, bo Moskwa do biednych miast nie nalezy. To inny status. Stad tez rzucilo mi sie w oczy, ze wielu swietnych fachowcow po prostu z Polski nawiało. Oczywiscie nie tylko tam. A fenomen Czech?
Trzyniec to jest miasto przemyslowe. Tam chyba wszyscy pracuja albo w szpitalu albo w tej pokaznej fabryce metalu:) Otwarcie kliniki na operacje zza granicy, to pewnie rewelacyjny krok. Cena mami. Ciagna na potege klientki. Lekarze operuja jedna za druga. Maja wiec na koncie okropnie duzo operacji, co za tym idzie i praktyke. To napedza.
A finansowanie przez Furmanka? Ahahaha. Troszke mi sie humor poprawil.

Ps. Jezeli poziom klinik w Polsce jest tak wysoki, to ciekawe czemu zawracaja sobie glowe kims tam zadowolonym i chwalącym operacje plastyczne w Czechach?

[marggarita75] Czas na piersi?

Pomysł, że po brzuchu zrobię operację biustu nie przyszedł wczoraj. Od dawna planowałam taką kolejność. Jednak rozważania kashmer i wizja kolejnego wyciągania drenów osłabiły moje zapały w tym kierunku. Zasada wymiany implantów co 10 lat spowodowałaby u mnie konieczność powtórnej operacji w wieku 48 lat. Jak dla mnie i dziwne to i chyba niepotrzebne w tym wieku. Tym bardziej, że moim problemem nigdy nie był mały biust ale jakby utrata jego zawartości. Przy obecnym rozmiarze 80 C-D zależałoby mi jedynie na ujędrnieniu go. Rozmawiałam o tym z dr. Furmankiem, który widziałby u mnie jedynie konieczność liftingu piersi. To jednak bardzo rozległy zabieg, ze znacznymi bliznami i efektem zmniejszenia biustu. Czyli nie o to mi chodzi.

Leżę, czytam, analizuję i co raz bardziej przekonuje mnie powiększanie piersi własnym tłuszczem. To jest chyba coś dla mnie. Zabieg polega na liposukcji tłuszczu z jednego obszaru ( u mnie uda idealnie się do tego nadają) i przeszczepie go do piersi. Bezoperacyjny, bez cięć i drenów. Cenowo podobny do operacji z implantami. Znalazłam też ciekawy artykuł uwzględniający każdy aspekt tego zabiegu http://klinikakolasinski.pl/korekcja-piersi-biustu/lipomodelling-piersi.html

Jedyne co ciężko znaleźć, to rzeczowe opinie osób, które go zrobiły. Czytając fora mam wrażenie, że większość opinii pisze zazdrosna konkurencja lub lekarze wykonujący ten zabieg. Przydałby się blog podobny do naszego 🙂

W nawiązaniu do brzucha spałam dzisiaj z jedną poduszką i jest lepiej. Siedzę już też po troszku w fotelu, umyłam na siedząco głowę, wydepilowałam nogi. Zaczynam czuć się swobodnie i gdyby nie chodzenie „na staruszkę” i niemożność kaszlania, zapomniałabym o operacji.

[marggarita75] Pierwsze schody

Noc była ciężka. Kręciłam się w miejscu bo ból pleców i w dole brzucha nie dawał mi spać. Zaczęłam się martwić, że coś się niedobrego dzieje. Wreszcie po drugiej wstałam do toalety i okazało się, że dostałam miesiączkę, co jest masakrą przy obecnym sposobie zachowywania higieny. Może narkoza spowodowała, że okres pojawił się o tydzień za wcześnie. Trudno. Wzięłam ibuprom i zasnęłam.

Za to od rana męczy mnie kaszel. Za wszelką cenę nie dopuszczam by kaszlnąć bo już przy próbie mięsień piecze obłędnie jednak płacę za to dusznościami i łzami. Będzie ciężko.

Ogólnie z brzuchem jest co raz lepiej, nie boli przy wstawaniu, robię to już w miarę sprawnie. Muszę się kontrolować by nie prostować ciała gdyż stojąc nie odczuwam szczególnie ciągnięcia. Kręgosłup daje popalić, pozycja leżąca i garbienie się mu nie służy.

Głowę mam ciągle nabitą myślami, czy wszystko robię ok, czy nie ponaciągam szwu tak, że się rozejdzie…

[kashmer] Sprawozdanie z wizyty u chirurga

Wróciłam od lekarza. Na szczęście okazało się, że szew jakby się schował, albo odpadł, bo nawet głupio mi się zrobiło, kiedy toi zdjęłam pas, a tu… śladu brak…. No ale popatrzył na szew i oowiedział, że pięknie się goi:)

Jednak cel mojej wizyty był też inny z zamierzenia. Przede wszystkim chodziło mi o to, żeby chirurg obejrzał moje znamię na prawej łopatce.
No to obejrzał… i wyciął. Teraz czekam trzy tygodnie na wyniki, bo wycinek poszedł do labolatorium…

Wieczorem rzucę fotki brzuchala:)