Body under construction vol2.New possibilities ;)

Witam  😛

Ogromnie mi miło, że jesteście ciekawe i dopytujecie co u mnie … Tak więc nie mogłam uczynić nic innego jak wyskrobać chwil parę i zasiąść do pisania 🙂

Dziś jest 51 dni po operacji 🙂

20151127_121328

Wszystko goi się bardzo dobrze… Jakiś 3,5tyg temu zeszły mi ostatnie strupki które odkryły dwa szwy na środku brzucha. Trochę się tym przejmowałam, ale po wizycie u pana doktora, zostałam skutecznie uspokojona. Szwy po 2 tyg odpadły same.

20151127_121516

Nie mam żadnych problemów z chodzeniem. Nic mnie nie ciągnie nie boli… wszystko jest tak dobrze,że nawet 2 tyg temu udałam się na fitnes. czywiście z zamiarem,że delikatnie… będę odpuszczać itp. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale jako,że trochę głupio tak nie wykonywać wszystkich ćwiczeń, postanowiłam do czasu kmpletnego powrotu do sprawności ćwiczyć w domku. Jak się jednak okazało nie był to dobry pomysł, zaczął mnie boleć brzuch w środku w okolicy pępka i ból nie ustępował parę dni. Wstyd się było przyznać komu kolwiek, tak więc przy kolejnej wizycie u doktora subtelnie zapytałam (dodając,że tak pytam tylko czysto hipotetycznie) czy może mi jeszcze coś w środku pęknąć… Na co ku mojej trwodze lekarz stwierdził,że tak ponieważ, jeszcze nie zrosło się nic w środku tak maksymalnie i że powinnam zaczekać jeszcze jakieś 4 tyg. Momentalnie zrobiło mi się gorąco… przypomniał mi się bół w okolicy pępka … Drażyłam temat dalej :”Ale Panie Doktorze skąd ja będę wiedziała,że nie pękłam w środku ?” Na co on odpowiedział,że napewno zauważę, ponieważ wszystko mi wylezie… ( co kolwiek miałoby to nie oznaczać ) to mnie z lekka uspokoiło, ponieważ nic mi nie „wylazło” :P. Oczywiście dałam sobie totalnie spokój z ćwiczeniami … na razie.

Na jednej z ostatnich wizyt dr poprosił,żebym porozmawiała z dziewczyną, która się dopiero zastanawiała nad zabiegiem. Tak więc opowiedziałam jej wszystko na temat swojego zabiegu, samopoczucia, na temat opieki w szpitalu itd itp. I oczywiście starałam się ją przekonać,że WARTO, bo daje to bardzo dużo… Przecież niedawno sama byłam w tej sytuacji… W sumie bardzo fajne doświadczenie 🙂

Częstotliwość moich konsultacji chirurgicznych, nie jest spowodowana moją miłością do dr. W 🙂 ( chociaż ostatnio nad tym uczuciem zawisły czarne chmury 🙂 , tylko właśnie pracujemy nad  szczegółami mojej kolejnej operacji naprawczej ale tym razem robimy piersi 🙂 ) . W chwili obecnej już wszystko mamy raczej ustalone. Dobrany rozmiar wkładki, kształt i oczywiście data zabiegu. Jestem już po USG jescze muszę kupić biustonosz i 13 grudnia zostaje przyjęta do szpitala 14 będę poddana zabiegowi. Powiem Wam szczerze,że z biustem jest dużo trudniej, ale gdy już się dobierze rozmiar. Przymierzy… pochodzi… i dobierze się te idealne… to daje duużą frajdę… Ale o piersiach to już innym razem…

Trzymajcie za mnie kciuki ponieważ listopad daje mi się ostro we znaki… 😛

Do zczytania 🙂

Ania

 

 

Body under construction vol.1 Back to life :)

Witam w poniedziałek 🙂

Dziś jest 12 doba po operacji . Wszystko goi się niesamowicie szybko ładnie i bez problemu.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wyszukiwała powodów do paniki tam gdzie ich nie ma. Ale do rzeczy , jeszcze na konsultacjach dr mówił,że w 4-6 dobie po operacji dopadnie mnie depresja, będzie mi się chciało płakać itp. Stwierdził,że mam z tym nie walczyć i poddać się temu, ugotować rosół taki porządny- domowy, który jak mniemam miałam zjeść  i poczuć się lepiej. Także od 5 doby po operacji czujnie czekałam na wzmożony przypływ depresyjnych emocji… Jako,że nie miałam praktycznie wcale apetytu nie w głowie było mi gotowanie rosołu. Nastroje miałam strasznie zmienne, acz nie przechodziły raczej w skrajności. Córka dreptała sobie do szkoły a młody siedział ze mną w domu bo się bidulek jak na złość pochorował, ja starałam się ogarniać wszystko pomalutku uważając żeby się nie przemęczać. W praktyce wyglądało to tak,że wykonywałam wszystkie prace domowe co 20 min zalegając na 10 min na kanapie 🙂 Tempo raczej żółwie, ale przynajmniej miałam w większości wszystko ogarnięte

W 8 dobę – dzień moich urodzin, obudziłam, się strasznie obolała. W sumie nic mi nie szło i byłam przybita tym,że siedzę sama,że ciężko mi się chodzi. Bolały mnie plecy i nie mogłam wygodnie siedzieć. Przy zmianie opatrunku zauważyłam,że zrobił mi się jakiś siniak z prawej strony. Wymyśliłam sobie już martwicę, jakiś krwotok wewnętrzny ( diagnozuję się za pomocą googli 😉 ) … Postanowiłam nie dzwonić do EMC bo dzień później miałam się udać na zdjęcie szwów.  Ranę od powrotu do domu staram się naświetlać lampą Bioptron,żeby się lepiej i szybciej goiła, także gdy już nadszedł wieczór, rozwinęłam się z pasa i opatrunku i leżałam naświetlając miejsce gdzie pokazał się krwiaczek-siniaczek- vel powód do paniki .W pozycji półleżącego nieszczęścia,  odbierając życzenia na fejsiku, rozmyślałam nad tym jak wyglądały moje urodziny w ubiegłym roku (były niespodziewanie dość huczne i bardzo udane :)), czułam jak wzbiera we mnie rozpacz.

20151015_174727_resized

Koło godz 21 wparowały mi do domu dziewczyny z tortem winem i mega prezentem ( nagrały mi filmik na którym znajomi i Ci mniej znajomi składają mi życzenia urodzinowe)… zastały mnie w tej dość niezręcznej sytuacji. Płakałam jak bóbr za szczęścia … bolał nie brzuch , plecy i wszystko, ale muszę przyznać że mam CUDOWNĄ przyjaciółkę, która to wszystko zoorganizowała mimo tego,że miała milion swoich problemów na głowie. Nie spałam do rana, koło 5 przyjechał małżonek a ja nie mogłam się powstrzymać i musiałam mu cała w emocjach wszystko opowiedzieć. Także na zmianę opatrunku jechałam na 11 ledwo żywa, ale przeszczęśliwa… To tyle z depresji…

Buka przed zdjęciem szwów 🙂

Snapchat-1487117543816146148_resized

Ale wróćmy do meritum.

W 9 dobie po operacji zdjęto mi szwy. Dostałam pozwolenie na prysznic całego ciała 🙂 Poprosiłam męża o pomoc, jako,że jestem naczelną panikarą. Odważyłam się stanąć bez pasa, było mega dziwnie, brzuch spuchnięty nad raną i na wzgórku łonowym. Spanikowałam już wchodząc pod prysznic, ale małżonek mnie zgadał, oblał wodą i i jakoś poszło… Zrobiło mi się słabo i szybko przydrepatałam do sypialni i zaległam na łóżku dając ranie się przewietrzyć i wyschnąć. Następne kąpiele były już bezproblemowe .

Z każdym dniem jest lepiej … wszystko jest lepsze 🙂

Jestem podekscytowana swoim brzuszkiem i  nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę mogła chodzić bez pasa… Ale przestrzegam wszystkich zaleceń . Dziś już wsiadłam za kierownicę i stwierdzam,że nie mam problemu z prowadzeniem auta także największy problem UZIEMIENIEM już za mną 🙂

Dodaję foteczki z wczorajszego wieczoru . Dodam,że brzusio spuchnięty jeszcze 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Pozdrawiam i do „zczytania”

Ania

Body under costruction

Witam,

Strasznie się cieszę,że mogę dołączyć do Waszego grona i podzielić się z Wami swoją historią.

Od zawsze byłam potężniejsza, nie gruba ale zawsze jednak trochę bardziej papuśna od moich koleżanek. W wieku 16 lat się zakochałam w starszym 5 lat chłopaku. Gdy masz 16 lat a chłopak 21 to wszyscy wokół uważają,że jest to problem, jakby na to nie patrzeć on pełnoletni student ja jeszcze liceum. Spotykaliśmy się po kryjomu i z tego wszystkiego zaszłam w ciąże w wieku 17 lat. W rodzinie dramaty, dużo by pisać… Ja za to wszystkie stresy związane z ciążą po prostu postanowiłam zajadać. Przybyło mi 30 parę kg, pod koniec ciąży prawie dobiłam 100 kg. Oczywiście brzuch popękał bardzo… był wielki . Ale jako nastoletnia matka skupiłam się na wychowywaniu córki, zrobiłam maturę i poświęciłam się obowiązkom mamusiowym. Po 5 latach wzlotów i upadków… Zaszłam w drugą ciążę, oczywiście postanowiłam uważać… i obiecałam sobie,że nie przytuję tyle co wcześniej, zważywszy na to,że startowałam z większej wagi wyjściowej. Niestety plany czasem zbaczają z kursu i przez przenoszoną ciąże przytyłam 30 kg i na wadzę pokazało się 112 pod koniec … Z nadzieją iż po porodzie wszystkie nadprogramowe kg odpłyną jak wody płodowe postanowiłam się nie przejmować.

W 2008 roku w maju postanowiliśmy z partnerem zalegalizować nasz związek, wyznaczyliśmy datę na 25 października tego samego roku . Córa miała prawie 6 lat syn pól roku, wszystko pięknie ślicznie, ale ocknęłam się … waga w tym okresie koło 85 kg pokazywała… Pomyślałam sobie kurde … jaką ja suknię na siebie włożę. Może to zabrzmi śmiesznie, ale najbardziej stresowało mnie to,że kupując suknię będę ją mierzyć z manekina który ma rozmiar 38 i pani ściśnie mnie tym sznurkiem od gorsetu jak baleron… MASAKRA… Ogarnęłam się niesamowicie i w dniu swojego ślubu na wadze zobaczyłam 57 kg ( i to jeszcze przed Chodakowską) Cudnie.. nikt mnie nie poznał sukienka w rozmiarze 38 była na mnie za duża, wszyscy w szoku…

FsgXBTID

Ale wszystko zaczęło mi zwisać dosłownie i w przenośni 😛 … skóra na brzuchu wisiała mi jak fartuch. Musiałam nosić wysokie majtki,żeby okiełznać skórę która praktycznie żyła własnym życiem. W ciuchach wyglądałam rewelacyjnie za to bez to jakaś porażka. Żeby poczuć się lepiej napisałam do Shape opisałam swoją historię (tylko o odchudzaniu nie o problemie z brzuchem).. opublikowali ją… Parę lat później zaprosili mnie do Warszawy na sesję zdjęciową Metamorfoza z Shapem. Zrobili fryzurę, make up, ubrali w ładne ciuchy … wyszły super zdjęcia… tyle. Szał opadł i moja zmora – brzucho… nadal nie dawała mi spokoju… Gdy miałam gorszy dzień myślałam o tym,żeby go wyciąć nożycami, bo przecież gorzej nie mogło być.

Ania

W tym roku mąż zmienił pracę… zaczęło się układać postanowił dobrodusznie,że powinnam zrobić plastykę brzucha. Zaczęłam czytać o miejscach we Wrocławiu gdzie wykonują takie zabiegi. Mimo, że podczytywałam Wasze forum, to niestety operacja w Czechach w ogóle nie wchodziła w rachubę. Umówiłam się na konsultacje z jakimś ponoć super hiper chirurgiem. Pojechałam z mężem i na dzień dobry już byłam na NIE. Nie wiem jak to opisać… po prostu nie stykło między nami.. Gdy zaczął w ogóle gadać już chciałam wyjść…Dzień później opowiadałam to wszystko swojej przyjaciółce i okazało się,że jej mama pracuje w EMC we Wrocławiu i poleca mi pana dr Wacławowicza.( jakoś mi umknęło że gosiar1976 też była tam operowana, przyznaje się bez bicia). Po pierwszej wizycie absolutnie się zakochałam, pan Wacławowicz posiada tak samo specyficzne poczucie humoru jak i ja, także od razu podjęłam decyzję. Umówiłam termin, w międzyczasie mieliśmy konsultację z mężem. Teściowa zaoferowała,że zostanie z dziećmi na te 4 dni które miałam spędzić w szpitalu.

No i zaczęły się schody… W tyg. poprzedzającym datę operacji dostałam telefon, czy nie mogłabym zjawić się we wtorek zamiast w czwartek w szpitalu, szybki tel do teściowej czy może, stwierdziła,że nie ma problemu. Ok, kompletowałam sobie spokojnie wszystko co było mi potrzebne do szpitala. Nad ranem w dzień przed operacją dostałam telefon,że teściowa miała poważny wypadek samochodowy ale na oko nic poważnego jej się nie stało jest tylko poobijana. Ogarnęła mnie panika ponieważ posypał mi się cały plan i obawiałam się,że będę musiała odwołać całą operację. Nie mogłam spać i gdy tylko okazało się,że już pora w miarę przyzwoita i mogę zacząć wydzwaniać cała we łzach obdzwoniłam wszystkich możliwych znajomych i znalazło się rozwiązanie… Po milionie telefonów i wpadnięciu w histerię niemalże jedno dziecko zostało w jednym miejscu a drugie w drugim ale sytuacja została opanowana.

We wtorek spakowałam się załatwiłam wszystkie sprawy i udałam się z duszą na ramieniu do szpitala. Zwiozła mnie tam sąsiadka i zostałam przyjęta na oddział.Trafił mi sie piękny dwu osobowy pokój z łazienką (nie jestem pewna ale mam wrażenie,że to ten sam którym swego czasu była gosiar1976) Po jakiejś godzinie przyjechał dr Wacławowicz i przedyskutował ze mną jeszcze raz szczegóły związane z operacją. Pobrali mi litry krwi dali wytyczne kiedy mam już nie jeść i nie pić i poszłam spać.

W środę z rana dostałam koszulę z troczkami z przodu i jednorazowe pantalony . Wcisnęli mi tego motylka do kroplówki i chyba dostałam jeszcze dwie kroplówki przed zabiegiem ale teraz nie pamiętam. Rano odwiedził mnie doktor i zapytał czy mam jakieś pytania, powiedziałam,że nie a on na to ” To dobrze bo nie chce mi się gadać !”  ( uwielbiam go :)) Pół godz przed godz zabiegu zabrali mnie do zabiegowego i zrobili zdjęcia przed i obrysowali mi brzuch . Wróciłam do pokoju wykonałam ostatnie telefony do rodziny i zabrali mnie o 12 na sale operacyjną. Na miejscu kazali mi rozłożyć ręce jak na krzyżu i …. Już nic więcej z tamtąd nie pamiętam.

Później obudziłam się jadąc do jakiegoś pokoju po zabiegowego gdzie miałam spędzić noc. Pamiętam,że jak się obudziłam to czułam ból, nie był on duży ale strasznie mi przeszkadzał. Poprosiłam o coś przeciwbólowego dostałam morfinę, nie pomogła mi i dostałam coś innego. Koło 18 przyszła do mnie przyjaciółka i pogadałyśmy (twierdzi,że nigdy nie chce już mnie oglądać w tym stanie), w sumie nie pamiętam o czym.  Przez całą noc chodziły koło mnie pielęgniarki i coś tam robiły…

W czwartek o 5 miałam pionizację i poszłam do toalety przy pomocy pań pielęgniarek, w drodze powrotnej jednak musiały mnie panie prowadzić bo zrobiło mi się słabo. Koło 8 wróciłam do pokoju . I już sama zaczęłam wstawać, bez problemu i nawet nie bolało tylko ciągnęło. Cały czas myślałam o tym,żeby jak najszybciej zacząć w miarę normalnie funkcjonować ponieważ wracałam do domu i miałam być sama z dziećmi.( w sumie mają 13 i 8 lat także nie ma przy nich dużo roboty ale jednak) Przyszedł doktor miałam zmianę opatrunku żartował „jaka laska od razu,żebra widać” Itp. Stwierdził że udało mu się wyciąć więcej niż zamierzał i że wszystko pięknie ślicznie. Zobaczyłam swój pępek pierwszy raz od 12 lat 😀

W piątek dostałam wypis wytyczne od doktora itp . Przyjechałam do domku. Czuję się dobrze… nie mam problemu z niczym tylko przeszkadza mi fakt,ze mam ochotę zrobić wiele ale nie mogę. I jestem uziemiona i zależna… a nie lubię tak . Lubię sobie wszystko ogarniać po swojemu.

Teraz jestem 5 dni po operacji, wszystko goi się cudnie z każdym dniem jest coraz lepiej  Czekam z niecierpliwością na zdjęcie szwów. Ale jestem zadowolona… Dr Wacławowicza uwielbiam, szpital rewelacja.. zapłaciłam 11700 PLN .

W planach mam w styczniu robić piersi 🙂

Uf… ale się rozpisałam… mam nadzieję,że będzie Wam się chciało to czytać. 🙂 Zamieszczam zdjęcia z przed i po … I te dzień po operacji 🙂

Ania

brzuch przed brzuch przd2 12092512_944760532227602_2066203888_n (1)