MEZOTERAPIA igłowa skóry głowy, czyli ciąg dalszy rekonstrukcji ciała i umysłu.

Wpadłam w cug????? Uzależniam się??? Chyba nie!!!!
Nigdy mi nie przyszło do głowy powiększać sobie ust, wstrzykiwać sobie „czegoś tam” by mieć gładki uśmiech…
Plastyka brzucha była koniecznością, nie wymysłem!!!!
Kiedyś gdzieś podsłyszałam, że ciąża jest traktowana przez organizm jako pasożyt- i coś w tym jest. Po urodzeniu dzieci (2)posypałam się………skóra się rozciągnęła, zęby się wykruszają, włosy się przerzedziły……to tak na prędce mi do głowy wpadło.

Jestem teraz na takim etapie życia, że się troszkę rozpieszczam 🙂
Zaczęło się od pożegnania Pana Oponki….

Brzuszek po plastyce 01.2015

Ja, po dwóch latach od plastyki brzucha, po 4 lub 5 zabiegach na ujędrnienie i rozstępy (2 miesiące zabiegów)

Po plastyce brzucha, za dobrą radą specjalistki od kosmetologii, zajęłam się rozstępami
i bliznami- bo karboksyterapia jest cudowna chyba na wszystko: cienie pod oczami, ujędrnienie, cellulit, rozstępy, rozjaśnia i zmiękcza blizny- i wiele innych, ja podsłyszałam o powyższych.
Przy okazji i znowu przypadkiem dowiedziałam się, że warto sobie chociaż raz po ciąży zafundować zabieg na skórę głowy- mezoterapię igłową. Podobno odżywia cebulki, pobudza do wzrostu nowe włosy i regeneruje zniszczenia…..pojawia się nowy meszek. Pozwoliłam sobie na wypróbowanie tego zabiegu- teraz czekam na efekty 🙂

Oczywiście jak już dałam się ostrzyknąć to musiałam sobie zrobić selfie 🙂
Fotorelacja poniżej 🙂
Będę pokazywać efekty!!!!
Dziękuję Szkole Kosmetycznej Pani Marzeny Daleckiej we Wrocławiu, cudowny gabinet i super podejście
http://www.miuestetic.pl

fullsizeoutput_2cf1

 

KARBOKSYTERAPIA… bye, bye tygrysie paski

Dziewczyny…..
Karboksyterapia, czyli po mojemu jest to wpuszczanie podgrzanego dwutlenku węgla za pomocą cieniutkiej kaniuli w zmienione miejsca. Ale to wiem teraz, bo wcześniej nie pytałam co to za zabieg, na czym polega i jak wygląda po prostu jak ta kobyła poszłam- weszłam 🙂
W salonie przywitała mnie Pani Marzena- miła, uśmiechnięta i cudowna kobieta! Myślę- extra, będzie fajnie 🙂
Nie czytałam niczego w encyklopedii googla, bo po co??
Położyłam się na kozetce a  Pani M. włączyła maszynę i zainstalowała igiełkę…igiełkę?? Ajjjjjj!!!! No ok! Na akupunkturę chodzę, w ciąży insulinę wstrzykiwałam to co mi tam taka cienizna zrobi 😀

Kurna oleś!!! Bolało, oj bolało dlatego, że A- nie spodziewałam się ataku (hehehhe), B-mam- miałam kilka głębokich rozstępów- a ten gaz rozdzierał mi od środka rozstęp, żeby w ciągu kilku godzin, dni się regenerował…..dałam radę!!! Ale pomyślałam sobie, że ja chyba wolę mieć pręgi niż cierpieć :(:(:(:( wyszłam pokłuta, obolała i zmęczona psychicznie :(:(:(:(
Dowiedziałam się jeszcze, że mam totalnie brak elastyczności skóry, zero jędrności:(:(
Mam 32 lata i skórę zniszczoną ciążami, genetycznie suchą i niejędrną skórę- wszystkie nieszczęścia świata- stara babcia 😦

Dwa dni później gdy ukłucia mi zeszły….rozstępy zrobiły się jakby płytsze?? Te które miałam ciachnięte- o kurcze!!!!! Jaka różnica po jednym zabiegu!!!!!
Pomyślałam, że „zesram się a nie dam się”- zęby w ręczniki i jadę z tym gazem 🙂

I tak jestem po 4 zabiegach (może 5- nie pamiętam) a ja widzę, że rozstępy są jaśniejsze,płytsze a skóra jest jędrna i gładsza.

Zrobiłam kilka zdjęć i nakręciłam filmik- mam nadzieję, że moje golizny nie trafią do znajomych więc na fb proszę mnie nie oznaczać.
Dla własnego zaspokojenia ciekawości jakie zmiany we mnie się dzieją będę je regularnie dokumentować 🙂

A namiary na salon to:
WROCŁAW
http://www.miuestetic.pl/contact.html
miuestetic.pl
Ostatnio się zorientowałam, że jest to salon Pani Marzeny Daleckiej- tej samej, która ma szkołę kosmetyczną i szkołę wizażu i stylizacji :)Więc przypadkiem nie mogłam trafić lepiej.

 

Trafiamy w paski, po jednym, po malutku- będzie pięknie

fullsizeoutput_2cf4

Cel- pal w rozstęp

fullsizeoutput_2cf5

Tutaj widać jak rozstęp się wypchał.

Najlepsze spotyka mnie……przypadkiem

Przypadek,

Podobno nic nie dzieje się przypadkowo…..
Pierwsze moje wpisy a tym blogu, notabene dwa lata temu, były o moich decyzjach dot. plastyki brzucha- wiele razy pojawiało się w nic słowo- przypadek.

Otóż, deprasja zaprowadziła mnie na konsultacje do chirurga plastyka- miała być to dla mnie tląca się nadzieja na plastykę, na którą mój mąż się nie zgadzał, bo droga, bo nie wyglądam tak źle (??????) i że strach…..i przypadkiem okazało się, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych i muszę mieć operację dla ratowania zdrowia a nawet życia?!!!
O kochanie!!!!! Nie ma, że boli skoro mam być cięta to nie przez rzeźnika, któremu wsio ryba jaką okrętką mnie sfastryguje tylko mam być w dobrych, profesjonalnych rękach….i tak, po krótce, cudownym przypadkiem pozbyłam się zwisa….

I znowu przypadek 🙂
Parę tygodni temu napisała do mnie kochana założycielka tego bloga- robiła porządki na swojej stronie i chciała dopytać jak się czuję- swoją drogą bardzo dziękuję za miłą pogawendkę- fajnie czasami zamienić zdanie z kimś życzliwym…..
Na jej prośbę postanowiłam powrócić z kilkoma tekstami, ponieważ PRZYPADKIEM (serio, serio) pozbywam się bardzo skutecznie rozstępów- co prawda miałam już kilka zabiegów przed rozmową z „kashmer „ale obiecałam zdokumentować to co ze sobą robię. Strasznie mi szkoda, że nie zaczęłam się focić od pierwszego zabiegu, byłoby widać niesamowitą różnicę!!!!!!
Cel pozbycia się rozstępów obrałam sobie jeszcze ze świeżo zrobionym brzuszkiem. Ale koszt psychiczny przejścia operacji był dla mnie zbyt duży, żeby zdecydować się na inwazyjne metody. Bałam się, poza tym trochę byłam spłukana, do tego byłam tak szczęśliwa bez „intruza”, że same rozstępy postanowiłam …yyyy pokochać?

Po raz kolejny przypadek…….
W listopadzie 2016 musiałam z rodzinką na 3-4 dni zamieszkać z teściami- u Nas trwał remont i jak to bywa na obczyźnie (brak obowiązków- zero prania, zero gotowania i zero dzieci- dziadkowie ogarnęli wszystko) z nudów wertowałam internet…i przypadkiem gabinet kosmetyczny szukał modelki na pedicure medyczny- ot ale przypadek, dawno nie robiłam nic ze stopami, akurat mam nagniotkę i co mi tam idę!!!!
Był to gabinet kosmetyczny przy szkole kosmetycznej (dodatkowo mają szkołę wizażu i stylizacji) i dziewczyna na mnie trenowała pedicure. Poznałam Panią Marzenkę, która uczyła kosmetyczkę. Rozmowa zeszła w naturalny sposób, od stóp poprzez różne choroby do przepukliny, operacje przepukliny i operacje plastyczne i inne życiowe sprawy. Od słowa do słowa dowiedziałam się, że istnieje jedna jedyna metoda na pozbycie się rozstępów- KARBOKSYTERAPIA. Kremy, peelingi, masaże próbowałam i jakiś większych efektów nie widziałam. Nie byłam w ogóle nastawiona na żadne zabiegi na ciało, bo przecież miałam te tygrysie paski pokochać i do tej pory  nic tak za specjalnie nie działało!!!
Dodatkowo nastawiłam się, że trzeba na takie cud- terapie wydać jakieś grube pieniądze. W sumie jestem bezrobotna- jestem szoferem własnych dzieci, ale one płacą mi w naturze.
Umówiłam się na zabieg bo dowiedziałam się, że kilka zabiegów wystarczy, żeby było czuć różnicę a i cena jest do przeżycia ok. 200-250zł na jeden raz w zależności jak duży obszar trzeba ogarnąć. Umawiać się należy co ok 10-14 dni- u mnie wychodzi dwa max trzy razy w miesiącu. Do wiosny będę jak nówka- nieśmigana 😀

Myślę, że tyle w gwoli wstępu, w kolejnym wpisie opiszę sam zabieg. Mam cudne zdjęcia i filmik, napiszę gdzie robię te zabiegi i jak z całego serca polecałam mojego plastyka tak daję ręce i głowę i wszystko za „moją” Panią Marzenkę. Jestem słaba psychicznie i mało odporna na ból dlatego jak trafiam na kogoś z podejściem, dobrym sercem i MEGA profesjonalizmem nie pójdę nigdzie indziej- nawet za darmo 🙂

Jola

 

[jolinda84] Po kontroli….

Kochane, byłam u swojego lekarza po zalecenia.
Byłam u niego po 6 tygodniach od zabiegu i już jestem uskrzydlona 😀
Wszystko się ładnie goi i układa i mogę powoli wracać do aktywności fizycznej. Mogę zacząć biegać, pływać, i inne drobne ćwiczenia fizyczne. Ze względu na operowaną przepuklinę muszę wszystkie sporty uprawiać bezwzględnie w pasie a na co dzień dla mojego dobra też jeszcze używać pasa- tak do 3 miesięcy.
Teraz zostało mi tylko wdrożyć mój słodki plan….bo chcieć i móc to jedno a leń siedzący we mnie to drugie. Ale z doświadczenia wiem, że najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Także, trzymajcie kciuki 🙂

[jolinda84] 6 tygodni…..zalecenia

Cześć dziewczyny,

Wczoraj minęło 6 tygodni od cięcia. Jest tak inaczej, tak cudownie, że już zapominam o każdej niedogodności, która towarzyszyła odzyskiwaniu siebie. Każdy dzień jest inny i gdyby nie moje wcześniejsze wpisy tutaj na forum to na pewno nie byłabym w stanie opowiedzieć jak się czułam, jak ten proces gojenia się odbywał. Do dobrego szybko się przyzwyczajamy 😀 I dobrze!!! Nie mogę też powiedzieć, że żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej- bo nie mogłam. Fakt marzyłam o plastyce od urodzenia Mateuszka, czyli od 5,5 roku ale przecież już wtedy powiedziałam sobie, że jeszcze urodzę drugiego smyka, poczekam aż trochę podrośnie i wtedy wytnę skutki uboczne ciąż 🙂

Teraz, gdy już czuję się dobrze, gdy już dochodzę do pełni sił to tylko jedna rzecz spędza mi sen z powiek….nie miałam kiedy iść na kontrolę do mojego lekarza. Nie mam żadnych zaleceń 😦 Ostatnio co miałam zalecone, to noszenie pasa przez 6 tygodni, a po miesiącu od operacji smarowanie rany kremami na blizny.
Miałam iść wczoraj, czyli dokładnie po 6 tygodniach, do lakarza- ale małż mnie wyrolował, bo coś mu w pracy wyskoczyło 😦
Chciałam się dowiedzieć czy faktycznie pas już zdjąć, czy lub kiedy będę mogła się kąpać w wannie, w basenie. I czy już ćwiczyć, jak ćwiczyć no i ew. jakieś inne zalecenia. W poniedziałek mogę iść ale czy zdążę to już inna kwestia- bo z synem do dentysty muszę iść. No nic- poczekam…ostatnio uczę się cierpliwości 😀

Poniżej zdjęcia: 6 tygodniowe

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

[jolinda84] 4 tygodnie…..DEPRESJA, czyli o tym jak tu zadowolić kobietę?

Pogoda depresyjna, w około wszyscy chorzy….i jak na złość dopada mnie deprecha!!!!!
Wczoraj minęły 4 tygodnie od operacji i cholera jasna moja depresja była wycięta!!! A ja się czuję jak wrak kobiety i zamiast się cieszyć z nowego brzusia to myślę o tym, że jestem pocięta, jeszcze usztywniona, zdrętwiała i nie mam na nic siły.

Mam ochotę się wygadać, bo zastanawiam się czy też macie „żale” i słabsze zdrowie psychiczne?
Moja depresja zaczęła się po urodzeniu pierwszego dziecka i z różnym natężeniem atakowała moją głowę.
W najgorszych momentach było ciężko…konieczne leki i nawet terapia grupowa.
Najskuteczniejsza terapia została włączona właśnie 4 tygodnie temu, była to moja wymarzona plastyka i  teraz szlag mnie trafia, że zamiast cieszyć się życiem ja znowu zamulam!!!!!
Muszę znowu odwiedzić psychiatrę i poprosić o leki- piszę tutaj, bo wstukując każdą literkę uświadamiam sobie, że muszę o siebie zadbać- dla dzieci i dla siebie. Pisząc dla Was robi mi się lżej!!! I po raz kolejny uświadamiam sobie, że moje myślenie na każdy temat jest zbyt wyidealizowane i gdy napotykam choćby na najmniejsze utrudnienie to później mocno to odchorowuję.
Okres pooperacyjny też sobie zbyt pięknie wyobraziłam i teraz kiedy nadal jestem słaba i odczuwam jeszcze różne dolegliwości to odbija się na mojej psychice 😦 Załamuje się 😦 Chciałabym już wrócić do jakiś ćwiczeń, biegania a widząc jak mi idzie zwykłe chodzenie to średnio to sobie wyobrażam w najbliższej perspektywie.
A dodatkowo chyba robię z siebie sierotę, żeby usłyszeć jakieś słowa otuchy….a powinnam wziąć się w garść i nie użalać się nad sobą.
Zdjęcia z okazji 4 tygodni

[jolinda84] Już 3 Tygodnie. Nowa Jolinda i powrót do rzeczywistości…

Dziewczyny dzisiaj strzeliło trzy tygodnie od operacji….
Ostatnie 3 tygodnie to w moim życiu jazda na wysokich obrotach, wiele zbiegów zdarzeń i przez to czuję się słabo. Czytam Wasze posty i przeżycia i wiele sobie sama wyjaśniam i dzięki temu mój lekarz nie musi mnie wysłuchiwać- ja oszczędzam na telefonie i paliwie 😀

Od zabiegu przez 2 tygodnie byliśmy u moich teściów…..masakra, armagedon. Fakt, zwracam honor pierwsze kilka dni extra!!! Ja leżałam, spałam a Oni śmigali przy garach i dzieciach- ja bezwzględne ZERO obowiązków. Po kilku dniach dzieci się pochorowały, teście wrócili do pracy a mój mąż mimo urlopu miał awaryjną sytuację w pracy więc siedział non-stop przy komputerze i latał od klawiatury do nocnika. Ja ledwo, ledwo ale co mogłam to pomagałam- czeski film.
Cały tydzień zamiast odpoczywać to śmigałam zamiast odpoczywać. W między czasie pochorowała się teściowa- na dodatek to moja córa ją zaraziła 😀 więc podświadomie musiałam czuć się winna!
Więc drugi tydzień rekonwalescencji u teściów wyglądał jak szpital polowy- WSZYSCY chorzy- cały dom. Tylko ja się uchowałam, bo byłam w trakcie antybiotykoterapii.

Po powrocie do domu, miało być spokojnie…miała do mnie mama przyjeżdżać i mi pomagać, ale jest chora….płakać mi się chce…

Odbija się wszystko na mnie…jestem zmęczona, blada, dopada mnie depresja. Nie mogę z domu wyjść z kilku powodów. Dzieci jeszcze dochodzą do siebie a ja opadam z sił-. Właśnie widziałam u jednej z Nas wpis o suplementacji i zamierzam za chwile skorzystać z pomocy i wezmę całą zalecaną kurację!!! Nie robiłam badań ale wydaje mi się, że wyniki miałabym …anemiczne. Zresztą każdy zabieg w moim życiu wygląda tak samo….mocne osłabienie organizmu i mnóstwo recept. Zawsze dłużej dochodzę do siebie niż inni 😦

To zdjęcie dzisiaj, które widzicie to już wygląda chyba w miarę OK- ostatnie kilka dni miałam skórę wokół blizny mocno opuchniętą i z widocznymi zgrubieniami- też od Was wiem, że mógł zacząć się zbierać płyn i albo uda się go rozmasować albo lekarz odciągnie płyn za pomocą igły. Masowałam, dbałam, natłuszczałam ale bywa z tym różnie. W tej chwili to martwią mnie boczki bo robią się jakieś uskoki 🙂 może za jakiś czas to się jakoś wyrówna. Na dole miałam duże, grube rozstępy i pewnie nie dało się ładnie tego zszyć….stąd takie góry i doliny.
W moich zaleceniach jest, że mogę bliznę smarować specjalnymi preparatami na blizny dopiero po miesiącu więc liczę, że wzmocnię działanie tych moich dotychczasowych specyfików  i efekt do lata będzie WOW!!!!

[Przed i 3 tygodnie po]

Featured image

[Moje zmartwienie- odcięcie nóg od talii]

Featured image

[jolinda84]13 dni po…

13-stka bywa przewrotna…szczęśliwa albo pechowa.
Dla mnie zdecydowanie jest to 13-sty dzień mojego szczęścia 🙂
Zrobiłam sobie z miłą chęcią małe porównanie…
Od trzech dni smaruję się dodatkowo kosmeceutykami, które nabyłam w SPA w listopadzie te parę miesięcy temu.
Zaczęłam to robić na własną odpowiedzialność, bo już mi kilka razy skórę ratowały np. w poparzeniach gdzie trzeba było tkankę i naskórek wypielęgnować…
Ja z dnia na dzień widzę różnicę, zdjęcia tego nie oddają bo są robione w różnych światłach i w różnych pozycjach ale ja jestem dobrej myśli.

A moje samopoczucie i ruchliwość awansowały 🙂 czuję się dużo lepiej, chodzę szybciej, łatwiej się podnoszę ale tylko w pasie…gdy ściągam pas do mycia to nie mogę oddychać, w głowie mi się kręci- to wszystko pewnie przez narządy wewnętrzne, bo u mnie zmieniły trochę położenie gdy lekarz już naprawił przepuklinę i rozstęp mięśni prostych brzucha- wcześniej wywalało mi się to wszystko na wierz a teraz to wszystko jest zczepione 😀

Pozdrawiam

Jola

Featured image

[jolinda84] Jaka kolej rzeczy?

Kochane,
Rozpisuję się jak głupia. To chyba syndrom nadmiaru emocji 😀
Zastanawiam się czy w ogóle któraś czyta moje wypociny…tak czy nie to nie ma znaczenia, bo samo pisanie jest frajdą i sposobem na zrzucenie emocjonalnego balastu 😀

Dzisiaj krótko, bo męczy mnie kilka kwestii…..zastanawiam się co i w jakim czasie można zacząć robić….

Rano wzięłam pierwszy prysznic…jak zdjęłam pas to ciężko mi było nawet słowa wypowiadać, trudniej też się oddychało i jakiejś chwili pojawiły się drobne zawroty głowy. Ale ciepła woda zrekompensowała mi wszelkie niewygody…..

Prysznic mam za sobą… a kiedy Wam udało się wstać bez „pomocnej dłoni”? Ja z pozycji leżącej jeszcze sama się nie podniosę (10-ty dzień). Próbuję sama się lekko nachylać, kucać ale podnieść cielsko to dla mnie na razie wyczyn nieosiągalny.

Czy Wasze brzuchy są twarde jak kamień i odrętwiałe?? Kiedy to zejdzie? Ja mam wrażenie odrętwienia szczególnie w okolicach całego brzucha od pępka w dół. Do tego wszystko jest twarde a nie podejrzewam o to moich wyrobionych mięśni 🙂
Od kiedy używałyście maści na blizny? Mi pozwolono po miesiącu. A śmieję się, że zabieg był 29.01 a luty ma tylko 28 dni, heheheh więc nie dotrzymam terminu i zacznę dzień przed lub dzień po 🙂

Ok, a teraz moje najbardziej nurtujące pytanie…kiedy zaczęłyście uprawiać sex?? Zastanawiam się czy są przeciwwskazania czy to kwestia własnej psychiki? Po 10 dniach od godziny „0” to sobie jeszcze tego nie wyobrażam 😀

Pozdrawiam

Kilka fotek z 8 dnia „po”

Featured imageFeatured image

[jolinda84] Niecierpliwa….9 dni po…

Dziś jest 9 dzień od kiedy nie mam już przyczepionego do siebie pasożyta, Pana Oponki 🙂
Nie żałuję, nie tęsknię 😀
Każdy dzień jest lepszy, ja jestem silniejsza.
Z nudów, w trakcie rekonwalescencji, przeglądam miliony sklepów internetowych z ciuchami, strojami kąpielowymi, zaczynam szukać super oferty wakacyjnej- pierwszy raz od dawna cieszę się na plażing 🙂 Ohhhh

Jestem jednak niecierpliwa i nosi mnie, bo nie mogę się jeszcze normalnie ubrać- bo wszystko jeszcze jakieś przyciasne, pije mnie w brzuchacza i parę centymetrów dodaje mi ten pas, z którym muszę żyć w symbiozie przez najbliższe dwa miesiące, uuuuu. Nie wcisnę się jeszcze w wymarzone ciuszki 🙂
To nic, to nic, spokojnie….mam pomysł!!! Cieszę się, że jest dopiero początek lutego i mogę pod kurtką schować wszystko co mi jeszcze przeszkadza. Przecież dzień, gdy zacznę śmigać, musi kiedyś nastąpić 🙂
I wymyśliłam sobie, że przez najbliższe dwa miesiące uzbieram sobie pieniążki by obkupić się na wiosnę!!! Hahahha, wysprzedam swoje nieużywane już ciuszki, buty i torebki i dołożę do budżetu na nowe zakupy 🙂

Pozdrawiam Wszystkie Panie……Może nie wszystkie jesteśmy idealne…ale za to każda z Nas jest wyjątkowa 😀

[jolinda84] O drenach, szwach i innych masakrach

Witam,

Dziś o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i pierwszym wrażeniu…..

Dzień wyjęcia drenów wypada na 4 dzień od godziny ZERO. W gabinecie, leżąc na stole zaczęłam trząść się jak galareta. Dziwne, bo przed wycięciem oponki te parę dni temu, aż tak się nie denerwowałam.
Ale to pewnie dlatego, że wtedy wiedziałam, że będę smacznie lulać a te wszystkie czynności pooperacyjne dzieją się w realu, na żywca 😀
Zanim napiszę czy bolało i jak długo to napiszę, że na ból nie jestem odporna nic a nic. A dokładnie to mój próg bólu wynosi wielkie, bezwzględne ZERO. Boję się bólu jak śmierci 😀
Bolało, mnie bolało….. Nie trwało to długo ale bolało, ku…mać!!! Nie widziałam nic ale czułam jak mi skórę wyrywają. Miało być tylko nieprzyjemnie 😦 Pan Doktor tylko stwierdził, że pępek jeszcze choruje ale ma do tego prawo, bo był przesuwany  i leczony z przepukliny i jakoś specjalnie mam się nie martwić.

Wróciłam do domu zjechana psychicznie i fizycznie, jak się cieszę, że mam już to za sobą, chciałam tylko odpocząć…

Wieczorem poprosiłam męża i teściową (z tych dobrych teściowych :D) o pomoc przy opatrunku, bo coś mi się gaza przekręciła pod pasem i nie chciałam by rany mi się ocierały o materiał pasa.
I wtedy zobaczyłam swój brzuszek…na leżąco ale jednak coś nie coś widziałam…fuck ON jest płaski i bez rozstępów, nawet ładny….i jest…łezka w oku….
Mam jeszcze pępuch zakryty ale i tak perspektywa, po zagojeniu się ran, jest świetlana 😀
Wieczorem nie mogłam zasnąć…musiałam w necie przejrzeć stroje kąpielowe dwuczęściowe, yupi!!!
Omijałam jednoczęściowe i tankini z daleka, heheheh

I tak powolutku nadszedł dzień 7 i moment zdjęcia szwów:D Przez ten ból przy drenach pojechałam jak na skazanie, bałam się kilkukrotnie bardziej niż ostatnio.
Na stole trzęsłam się znowu jak galareta….Pani widząc moją bladą twarz i trzęsawkę były bardzo delikatne…i faktycznie trochę szczypało i szarpało ale do przeżycia.
Lekarz mnie pocieszył, że z pępkiem na pewno będzie OK, muszę o niego dbać wg zaleceń a te zgrubienia i marszczenia po szwach też muszą się z czasem rozejść….

Mocno ufam, że tak będzie!!!!

Teraz, gdy to piszę jest 8 dzień po operacji i jestem już prawie wyprostowana, ale do wstawania z pozycji leżącej nadal potrzebuję pomocnej dłoni 🙂

JOLA
Na zdjęciu zaznaczyłam jak przesunął się pieprzyk przed i po
Kolejne zdjęcie to dreny- tak to właśnie wisi 🙂

Jolinda przed i poFeatured image

[jolinda84] Godzina „ZERO”, czyli pożegnanie Pana Oponki :)

Witam,

O sobie i o tym jak doszło w ogóle do podjęcia decyzji o operacji plastycznej pisałam w poprzednim poście. Dzisiaj chciałam opisać przebieg samej operacji…..

Dziś z perspektywy przeszło tygodnia relacja będzie brzmiała nieco inaczej niż jeszcze kilka dni temu…..emocje pooperacyjne opadają a za to rosną te związanie z efektem końcowym…

Jestem z Wrocławia i Klinka, którą wybrałam jest też z Wrocławia. Chirurg to dr Andrzej Bieniek…cudny człowiek.

Pan doktor na co dzień jest ordynatorem Kliniki Chirurgii Plastycznej w Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu…a po pracy „dzierga” prywatnie 🙂

Ja byłam umówiona 29.01.2015 na godzinę 17:30. Bałam się, że operacja się nie odbędzie, bo dzień wcześniej walczyłam z jelitówką, a tydzień wcześniej miałam wyrywaną „ósemkę” z przygodami i w ogóle wszystko się srało !!!! Dosłownie i w przenośni.

Udało się i w TEN dzień czułam się na chodzie. Co chwila zerkałam na zegarek by nie zapomnieć, że ostatni posiłek i napój miał być do 11:30
Jak tylko weszłam do tej małej, kameralnej Kliniki to już wszyscy czekali tylko na mnie- nie bałam się chociaż wmawiałam sobie, że jadę na rzeź niewiniątek….ale ten cały personel mnie rozczulił, czułam się ważna i strach w ogóle odleciał gdzieś w kosmos 🙂
Mąż odjechał do mojego ojca, który mieszka niedaleko a ja zostałam- sama Go wygoniłam, bo nagle zaczął mnie denerwować- hipochondryk zadawał więcej pytań niż ja!!! A ja już byłam spokojna…
Przebrana w jakieś przezroczystości, obmalowana w górę, w dół, w bok itd. poszłam na stół….Atmosfera przyjemna, mocno mnie dopingowali i opowiadali każdy swój krok, bym się tylko nie denerwowała. Nawet zdarzył się między nami jakiś żarcik 🙂
Anestezjolog już mnie podłączył pod kable, wenflony i kazał położyć się na boku i wygiąć do znieczulenia podpajęczynówkowego czyli w kręgosłup, jeszcze się nie wbił a ja już niczego więcej nie pamiętam….

Obudziłam się po dwóch godzinach, trzęsłam się jak osika, ale nic nie bolało. Mąż dotarł za chwile, ale był krótko, bo ja chciałam już odpoczywać…całą noc była ze mną pielęgniarka anestezjologiczna i zaglądała do mnie regularnie. Byłyśmy tylko we dwie.

Godzina 7 rano, pielęgniarka już mnie pionizowała a ja musiałam być dzielna i tu powiem szczerze pomogło mi to forum 🙂 Naczytałam się Waszych historii i byłam na wszystko przygotowana, myślami byłam z Waszymi przeżyciami i wiedziałam co kiedy i jak może boleć.
Lekarz przyjechał sprawdzić mój stan, poinstruował mnie co i kiedy robić i mogłam do domu jechać. Po drodze każda dziura w jezdni chciała mnie zabić, a parę schodów wyglądało jak Mont Everest. Wstawałam tylko z pomocą męża i to w specjalnie opracowany sposób 😀
Ja Zosia Samosia nawet z łóżka nie mogę sama wstać!!! Musiałam się wyciszyć do zera i liczyć na ramię męża. Z dnia na dzień było coraz lepiej, czekałam tylko na dzień wyjęcia drenów.
To może na tyle w tym poście,
Kolejny będzie o wyjęciu drenów, o zdjęciu szwów i zdjęcia przed i po.

[jolinda84] Wiele lat marzeń…..i zbieg okoliczności :)

Cześć Dziewczyny!!!!
Zanim padła decyzja o operacji plastycznej wiele lat walczyłam z powrotem do sylwetki sprzed ciąży. O tym jak i co robiłam może później. Przedstawię siebie w kilku zdaniach.
Urodziłam dwójkę dzieci- 2x wielki brzuch, nad którym debatowano…..”a czy tu na pewno nie chowają się bliźniaki?” Już po pierwszej ciąży miałam luźną skórę ale po roku od porodu byłam szczupła- czułam się dobrze w ubraniach, ale o ich zdjęciu nawet nie było mowy!!!! Nad bikini wisiało widmo zwisu pociążowego :(. Ten zwis pociążowy to moja robocza ksywa na tą paskudnie luźną skórę, która jest pamiątką po ciąży (+24kg!!!!!)
Pojawiły się pierwsze marzenia o operacji plastycznej brzucha…aaach!!!
Synek Mateusz teraz ma 5,5 lat

Druga ciąża to dodatkowe 34kg, (auć) no i wielki płód w stosunku do matki- ja drobna mimo tych dodatkowych WIELU kilogramów a córcia 4400g. Fachowo to się nazywa niewspółmierność płodu do matki. No i po drugiej ciąży moje ciało to armagedon. Co prawda rosnąca ciąża ładnie wypełniała ten worek brzuszny (nazewnictwo moje to mistrzostwo świata, heheh), ale już samo pokazywanie brzuszka nie sprawiało mi tyle przyjemności co w pierwszej ciąży. Może dlatego, że za pierwszym razem nie byłam świadoma co ze mnie zostanie po wydostaniu się maluszka na świat. 
Drugi poród: dusza uradowana dzieciną 🙂 a dla ciała bilans jest zdecydowanie ujemny. Oj na pograniczu bankructwa.
Mnóstwo kilogramów do spalenia, mnóstwo skóry do ….wchłonięcia??
I zaczęłam swój dzielny powrót do figury sprzed ciąży. To co wyprawiałam to były cuda wianki, a może liczyłam na cuda wianki ?
Przeróżne zabiegi, maści i te kupne i te w domu mieszane, ćwiczenia, bieganie, dieta- to wszystko tak na serio i zaliczyłabym siebie do tych wytrwałych aż tu nagle …fuck…kontuzja!!!! O nie!!!!
No i lipa…jeszcze trochę i wpadłabym w jakąś depresje……i słusznie…..tak dobrze mi szło, kilogramy leciały w dół, cera, włosy, ciało wyglądały apetyczniej- jedyne co spędzało mi sen z powiek to ten cholerny zwis pociążowy, podrugociążowy większy i brzydszy- ale ćwiczenia i te inne moje starania przynosiły efekty- może nie spektakularne ale byłam na dobrej drodze do fajnego, względnego samozadowolenia.
Zapadła decyzja, wyczekiwana od narodzin pierwszego dziecka, upragniona od ponad 5 lat. Zapisałam się na konsultację do chirurga plastyka. Zapisałam się z ciekawości….ciekawa byłam jaki będzie koszt moich marzeń, jak to będzie wyglądać itd. Ale i tak wiedziałam, że droga do przekonania męża do wydania 10 000zł będzie długa i wyboista. Przecież jest OK a ludzie mają inne, większe problemy…acha i tekst roku….nie myśl ciągle o swoich przyjemnościach i o swojej,,,dupie (nie wiem czemu o dupie skoro to brzuch jest problemem, hehe), ważne, że dzieci są zdrowe !!!!
Wracając do konsultacji chirurga-czarodzieja- plastyka…
Chciałam znać cenę marzeń….yyyyy i się okazało, że mam przepuklinę pępkową i rozstęp mięśni prostych brzucha….no i kwitek by skonsultować przepuklinę z chirurgiem ogólnym…..
Wyszłam z gabinetu chyba blada i z dziwnym wyrazem twarzy…
No i zaczęło się…
Wizyta u chirurga ogólnego potwierdziła diagnozę „plastyka” ale też powiedział coś co pomogło mi podjąć decyzję taką po mojej myśli.
Jego słowa: „Jeżeli planuje Pani poprawić brzuch, to warto się zastanowić od razu nad plastyką brzucha gdzie chirurg przy okazji podreperuje przepuklinę i mięśnie, po co ciąć się kilka razy?” Jupi, Jupi, Jupi- przepuklina nie leczona, może być nawet stanem zagrożenia życia, czyli muszę przekonać męża do wyłożenia kasy na stół…..operacyjny 😀
ZGODZIŁ SIĘ……to te święte słowa „ogólnego” bardziej zadziałały- bo to już nie moje widzimisie tylko opinia lekarza!!!!!!
Bla, bla, bla …kolejne dni to znowu wizyta u plastyka, zrobienie badań, zebranie kasy i oczekiwanie na operację.
Czekałam 2 tygodnie i dzisiaj jestem już tydzień po operacji….Efekt? Nie wiem, nie widziałam, tzn. zerknęłam i jest chyba OK.
Włączył mi się syndrom zrzędzenia i jak niewierny Tomasz, nie uwierzę póki nie zobaczę się w pełnej krasie. Bo na leżąco to i nawet przed operacją wyglądałam lepiej niż na stojąco 😀
Dziś mam zdjęcie szwów….idę zaraz kombinacje alpejskie zastosować do umycia głowy.
Natchnęło mnie do napisania eseju, bo powoli schodzą ze mnie emocje…
Ale jestem konsekwentna w powrocie do ładnej figury i jeszcze przed operacją byłam u dietetyczki po indywidualną dietę, by schudnąć bez ćwiczeń, bo na jakiś czas muszę o tym zapomnieć :(……..
Obiecuję za jakiś czas (dzień, dwa) wrzucić zdjęcia

Jola